Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Co za klęska Lecha! W takim momencie!

włącz .

Przez cały zasadniczy sezon twierdza Bułgarska była niezdobyta. Ledwo zaczęła się faza decydująca, a padła dwa razy. Wygrała tu Korona, pierwszy raz w historii akurat w takim momencie. W jej ślady poszedł Górnik, który punkty z Poznania wywiózł pierwszy raz od lat. Młoda drużyna, z dziesięcioma Polakami w składzie, ośmieszyła lidera. Nie dała mu szans grając mądrze taktycznie i ambitnie.

Początek meczu nie zapowiadał kompromitacji Lecha. Był zdecydowanie lepszy. Nacierał z rozmachem, tworzył jedną dobrą sytuację po drugiej. Sam Jóźwiak mógł w pierwszych 10 minutach zdobyć dwa gole. Najpierw trafił w słupek, potem jego strzał po ziemi, dzięki świetnemu refleksowi, zatrzymał bramkarz. To nie był jedyny popis Loski. Wielokrotnie ratował swą drużynę, gdy bramka wydawała się nieuchronna.

Można było nabrać podejrzeń, że będzie to mecz podobny do tego z Koroną, gdy bramka gości była zaczarowana, piłka omijała ją w sposób magiczny, nawet rzut karny został zmarnowany. Tym razem było jeszcze gorzej. Górnik zastosował optymalną taktykę. Założył pressing, nie pozwalał obrońcom wyprowadzać piłki, zagęszczał własne przedpole, wyprowadzał błyskawiczne kontrataki, na które Lech nie potrafił znaleźć recepty. Fatalnie grała obrona, jakby składała się z samych debiutantów. Żal było patrzeć, jak świetnie opłacani zawodnicy przegrywają bezpośrednie pojedynki z graczami, o których wcześniej nie słyszeli.

Pierwszy gol padł po rzucie rożnym dla gości. Wydawało się, że Jóźwiak, który przechwycił piłkę zainicjuje kontratak. Młody skrzydłowy podał jednak wprost do gracza Górnika. Ten przerzucił ją na lewe skrzydło, gdzie goście radzili sobie dobrze, bo z Situma żaden boczny obrońca, a Klupś, który dopiero zaczyna karierę, w tak ważnym meczu zwyczajnie nie dawał rady. W dodatku zagubili się obaj środkowi obrońcy i napastnik Urynowicz strzelił ładnego, ale i łatwego gola. Lech rzucił się do ataku, miał kilka okazji, a Górnik tylko czekał na możliwość skontrowania go. Potrafił odebrać piłkę i szybko ją rozegrać gubiąc dziurawą defensywę Kolejorza. Tak padł drugi gol.

Można było wierzyć, że Lech odwróci losy rywalizacji. Nikt się nie spodziewał, że to dopiero początek kompromitacji. W drugiej połowie Górnik łatwo rozbijał ataki Lecha, a sam wyprowadzał tak szybkie ciosy, że jeszcze dwukrotnie zaskoczył obronę gospodarzy. Na ich przedpolu rozgrywał piłkę mistrzowsko, wręcz ośmieszał piłkarzy z dużym międzynarodowym doświadczeniem. Główny kandydat na mistrza kraju przegrywał u siebie 0:4! Prawie 30-tysięczna publiczność przeżyła szok. Mogło być jeszcze gorzej. Atakujący Lech wciąż nadziewał się na groźne kontry i nikt by się nie zdziwił, gdyby Górnik dołożył kolejne gole.

W dodatku Lech mógł grać w osłabieniu, i to dużym. Po ostrym faulu Dilavera sędzia skorzystał z wideoweryfikacji, po czym pokazał Bośniakowi… żółtą kartkę. Gdyby uczynił to od razu, decyzja byłaby prawidłowa. Mający już żółtą kartkę Majewski atakował przeciwnika z użyciem rąk. Litościwy arbiter ograniczył się do reprymendy. Także Vujadinović, który zaatakował faulującego go przeciwnika, mógł zostać wyrzucony z boiska. Na ostatnie minuty na boisko wszedł dawno niewidziany Makuszewski. Lecha nie zbawił, bo to było tego dnia niewykonalne. Niedawnemu liderowi udało się jednak zdobyć dwa gole zamieniając pogrom na wysoką porażkę. Chobłenko dobrze uderzył głową, a Gajos popisał się przewrotką, za którą w innych okolicznościach otrzymałby aplauz.

Można się jeszcze łudzić, że wystarczy wygrać wszystkie mecze, w tym z głównymi rywalami, by zdobyć tytuł. Problem w tym, że do takiego Lecha, jakiego oglądamy ostatnio na jego stadionie, trudno mieć zaufanie. Na domiar złego trener podejmuje dziwne decyzje, takie jak wystawianie na bocznej obronie Situma. Młodzi gracze Górnika objeżdżali go z łatwością. Lech ostatnio punktuje, gdy stosuje taktykę defensywną. Kiedy nastawia się na atak, mądrzej grający rywale to wykorzystują. Pod względem taktycznym Kolejorz prezentuje się jak ekipa z okręgówki.

Lech Poznań – Górnik Zabrze 2:4 (0:2)

Bramki: Chobłenko (75), Gajos (90) - Urynowicz (18), Wieteska (35), Matuszek (69), Kądzior (73)

Żółte kartki: Majewski, Vujadinović, Dilaver - Bochniewicz, Wieteska, Gryszkiewicz, Loska

Lech Poznań: Matus Putnocky – Mario Situm, Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz – Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski (73. Maciej Makuszewski)– Tymoteusz Klupś (46. Ołeksyj Chobłenko), Chrystian Gytkjaer, Kamil Jóźwiak

Górnik Zabrze: Tomasz Loska – Mateusz Wieteska, Dani Suarez, Paweł Bochniewcz, Adrian Gryszkiewicz (90. Adam Wolniewicz) – Damian Kądzior, Szymon Matuszek, Szymon Żurkowski, Rafał Kurzawa – Daniel Smuga (80. Dariusz Pawłowski), Marcin Urynowicz (87. Michał Koj)

Widzów: 28 629