Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bezcenne zwycięstwo w Lubinie

włącz .

Lech w dalszym ciągu na czele ligowej tabeli. Po bardzo ciężkim i wyrównanym meczu, w którym po zdobyciu gola desperacko bronił się przed atakami Zagłębia Lubin, odniósł zwycięstwo. Zadecydował początek drugiej połowy, gdy jedyny raz w tym meczu Kolejorz atakował i udało mu się przeprowadzić piękną akcję zakończoną celnym strzałem Gytkjaera. Tym razem sędzia był po stronie lidera. Darował Gumnemu faul na drugą żółtą kartkę.

Jevticiowi nie udał się mecz przeciwko Koronie. Nic dobrego nie wniósł do gry swej drużyny, w dodatku zmarnował karnego. Był jedynym piłkarzem, którego trener wymienił po ostatniej porażce. Jego miejsce zajął skrzydłowy Mario Situm, a spotkanie w pierwszym składzie znów zaczął Jóźwiak. Darko wszedł na boisko w samej końcówce, gdy Lech stosował taktykę zwaną obroną Częstochowy.

Pierwsze minuty wskazywały, że mecz będzie wyrównany. Obie drużyny starały się grać ofensywnie, żadna nie ustępowała, piłka przenosiła się spod jednego pola karnego pod drugie. Przed dobrą szansą stanął Gytkjaer, nie udało mu się jednak wykorzystać mocnego podania Kostewycza. Dwukrotnie ostro faulował Vujadinović. Za drugim razem obejrzał żółtą kartkę, a gospodarze mieli szansę po rzucie wolonym. Starzyński się nie popisał. Po chwili powstrzymani zostali przez obrońców Zagłębia Gytkjaer i Situm.

Lechowi nie udawało się przejąć inicjatywy. Kiedy dzięki pressingowi odzyskiwał piłkę, wysiłek ten bywał marnowany przez nieprzemyślane, niecelne podania. Wielokrotnie miejscowi piłkarze twardymi interwencjami przerywali dobrze zapowiadające się akcje Kolejorza. Nic nie dawały długie podania do Gytkjaera. Walczył w powietrzu jak mógł, a mógł niewiele, gdy atakowało go kilku graczy Zagłębia. Mecz był żywy, szybki, choć brakowało celnych strzałów. W tej statystyce Lech był lepszy tylko dlatego, że gospodarze przed przerwą celnie nie uderzyli ani razu.

Pod koniec pierwszej połowy Zagłębiu udało się uzyskać kontrolę nad meczem. Częściej było przy piłce, sprawniej nią operowało, nie pozwalało sobie, w przeciwieństwie do Lecha, na bezładne wybicia z własnej połowy. Miało więcej pomysłów na prowadzenie akcji ofensywnych, lepiej wykorzystywało oba skrzydła. Goście grali zrywami. Nie stać ich było na przemyślane akcje z wieloma celnymi podaniami. Kilka razy udało się jednak stworzyć zagrożenie pod lubińską bramką, choć więcej w tym było chaosu niż piłkarskiej jakości.

Sędzia szastał kartkami, mimo iż mecz, choć zacięty, wcale nie był brutalny. Gumny pozbawił się szansy gry w kolejnym, w dodatku niewiele brakowało, by po drugim faulu na żółtą kartkę został wyrzucony z boiska. Tym razem sędzia okazał mu litość. W 42 minucie przydałby się na boisku Jevtić. Lech wykonywał rzut wolny po faulu na Situmie kilka metrów przed polem karnym. Majewski strzelił beznadziejnie i szansa przepadła.

Drugą połowę Lech zaczął z większą energią i szybko stworzył kilka dobrych okazji. Pierwszy raz w tym meczu wykonywał rzut rożny. Chwilę później nastąpiła błyskawiczna akcja Jóźwiaka i Majewskiego, do wycofanej piłki dopadł Gajos i kiedy wydawało się, że strzeli gola, uderzył wysoko nad bramką. Kolejorz nie zwalniał, parł do przodu. Zwykle kończyło się złym podaniem, aż wreszcie się udało. To była piękna akcja. Przerzut Majewskiego na drugą stronę boiska, dośrodkowanie Gumnego, głową piłkę trącił Situm, a Gytkjaer kolanem wepchnął ją do bramki.

Jak było do przewidzenia, Zagłębie przystąpiło do ataku i zupełnie zdominowało Lecha. Prowadziło akcje całą szerokością boiska, dominacja była wyraźna. Jeżeli Lechowi udawało się przejąć piłkę, to na chwilę, bo piłkarz w niebieskiej koszulce natychmiast był osaczany i zaczynało się kolejne natarcie gospodarzy. Ich trener zmieniał system na jeszcze bardziej ofensywny, posłał do boju  drugiego środkowego napastnika, natomiast Lech dokonał zmiany defensywnej. Boisko opuścił Situm, a trzecim środkowym obrońcą na ostatni kwadrans został Janicki. Widać było, jaki jest cel Kolejorza: dowieźć prowadzenie do końca.

Przewaga Zagłębia rosła, Lech ograniczał się tylko do przeszkadzania, nawet nie udawał, że ma bardziej ambitny plan niż przetrwać. Pod bramką Putnocky’ego kotłowało się raz po raz, a zmiana Gytkjaera na Chobłenkę dawała iluzję, że trener liczy na wyprowadzenie błyskawicznego ataku. Owszem, były długie podania do przebywającego na desancie Ukraińca, który jednak szanse na przejęcie piłki miał zerowe. Lechowi udało się przetrwać napór Zagłębia i odniósł zwycięstwo stawiające go w dobrej sytuacji na początku ligowej kolejki.

Zagłębie Lubin – Lech Poznań 0:1 (0:0)

Bramka:: Gytkjaer (52)
Żółte kartki: Tosik, Matuszczyk, Pietrzak, Starzyński - Gytkjaer, Vujadinović, Gumny, Majewski, Putnocky

Zagłębie: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Lubomir Guldan, Bartosz Kopacz, Rafał Pietrzak - Jakub Tosik (75. Bartłomiej Pawłowski), Adam Matuszczyk - Filip Jagiełło, Filip Starzyński (81. Patryk Tuszyński), Bartosz Slisz (59. Paweł Żyra) - Jakub Mares

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski - Mario Situm (75. Rafał Janicki), Christian Gytkjaer (79. Ołeksyj Chobłenko), Kamil Jóźwiak (87. Darko Jevtić)

Widzów: 12 721