Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Znów tłumy przy Bułgarskiej

włącz .

Ludzie władający Lechem jeszcze raz się przekonali, co jest potrzebne do zapełnienia trybun, poprawy atmosfery wokół drużyny. Można wymyślać akcje promocyjne, stosować zachęty, ale nic nie ma tak wielkiej siły sprawczej, jak dobra gra piłkarzy i odrodzenie się nadziei na to, co wydawało się już w tym sezonie stracone. Zainteresowanie kibiców sobotnim meczem jest wielkie, a zrobi się gigantyczne, gdy przy Bułgarskiej ważyć się będą losy mistrzostwa.

Nie chce się wierzyć, że na mecz ze Śląskiem Wrocław, podczas którego ujawniła się zwyżka forma piłkarzy Kolejorza, przyszło zaledwie 4 tysiące osób. To prawda, że panował wówczas arktyczny mróz, spotkanie odbywało się w środku tygodnia o późnej godzinie, ale liczba widzów nie byłaby tak dramatycznie niska, gdyby nie katastrofalna postawa drużyny, bolesna porażka w Kielcach zaledwie trzy dni wcześniej.

Śląsk został pokonany. Po kilku dniach trzeba było jechać na Łazienkowską po porażkę, jednak nikt nie miał do piłkarzy Lecha za nią pretensji. Dali się zaskoczyć na samym początku, w drugiej połowie ambitnie walczyli, po wyrównaniu była szansa na prowadzenie. Na decyzję sędziego wpływu nie mieli. To była ostatnia przegrana, jaką ekipa Kolejorza poniosła tej wiosny. Demolka Jagiellonii, łatwe rozprawienie się w Poznaniu z Lechią, a w Krakowie z będącą na fali Wisłą i znów zrobiło się pięknie. Nadzieje odżyły, słaba postawa rywali jeszcze je zwiększyła.

Dwie doby przed meczem z Górnikiem można się było spodziewać co najmniej 30-tysięcznej frekwencji. Oprócz dobrej postawy drużyny i rosnących emocji wpływ na to będzie mieć korzystna pora i zachęcająca do pobytu na powietrzu pogoda. Atrakcyjny jest też przeciwnik. Górnik preferuje otwarty, ofensywny futbol. Co prawda nie zagra Angulo, czyli jeden z rywali Gytkjaera w walce o tytuł króla strzelców, ale będzie okazja zobaczyć reprezentanta Polski Kurzawę i innych ambitnych zawodników. Górnik nie imponuje już tak, jak jesienią, ale i tak zapowiada się przednie widowisko.

Lech musi wygrać, by zagwarantować sobie i kibicom mecz przeciwko Legii przy Bułgarskiej. Gdyby obie drużyny zachowały obecne pozycje w tabeli, spotkanie to odbyłoby się 6 maja. Byłby to pierwszy taki przypadek. Nie zdarzyło się wcześniej, by obie drużyny zmierzyły się w dodatkowej fazie rozgrywek w Poznaniu.