Arka zagrała dla Lecha, ale teraz kolej na niego

włącz .

Nie ma już miejsca i czasu na błędy. Każda strata punktów może Lecha pozbawić marzeń o mistrzostwie. Jeszcze jedna porażka słabej Legii umożliwia prześcignięcie jej już w tej kolejce. Wystarczy wygrać w Krakowie. Jeśli się to nie uda, strata do warszawiaków nie wzrośnie, ale Jagiellonia może uciec i znaleźć się o włos od sensacji, jaką byłoby wywalczenie dla Białegostoku historycznego mistrzostwa.

Polska liga jest nieobliczalna, sensacjami może sypnąć w każdej chwili. Rok temu Lechia do końca biła się z Jagiellonią (także z Lechem i Legią) o mistrzostwo. Dziś ekipa z Gdańska może spaść z ekstraklasy, a „Jaga” znaleźć się na jej czele. Najbogatsza w lidze Legia była mistrzem, a teraz, jeżeli nadal będzie przegrywać, może mieć problem z zakwalifikowaniem się do pucharów. W ostatnich tygodniach udało jej się wygrać tylko z Lechem, choć to nie ona, a Szymon Marciniak zadecydował o wyniku. Przegrała z Jagiellonią, Wisłą, teraz z dzielną Arką. Za tydzień zmierzy się z nieobliczalną Pogonią i wcale nie będzie faworytem.

Wszystko się w tej lidze zmienia, a tylko jedno jest stałe: brak stabilizacji formy Lecha. Jest to zadziwiające. Przy lepszej grze, bez frajersko straconych punktów na wyjazdach, byłby dziś liderem i zdecydowanym faworytem rozgrywek mającym tylko jeden cel: bezpiecznie dowieźć przewagę do ostatniej kolejki. Dziś też zdobycie mistrzostwa jest prawdopodobne, ale trzeba się liczyć także z tym, że nie będzie nawet miejsca na podium. Nikt nie wie, jak Lech rozegra najbliższe spotkania, a zwłaszcza to najważniejsze, przeciwko Wiśle. Pokaże klasę czy nie podejmie walki? Niech każdy wierzy, w co chce.

Chorwaci są dumni, że trenerzy z ich kraju prowadzą dwa największe polskie kluby. Tymczasem właściciel Legii już wie, że powierzenie drużyny debiutantowi nie było rozsądnym rozwiązaniem. Z pewnością walczy z pokusą pozbycia się go i sięgnięcia na finiszu rozgrywek po kogoś doświadczonego, kto wykorzysta potencjał sprowadzonych za dużą kasę piłkarzy. Gdyby działo się to w Lechu, trener mógłby liczyć, że nie tylko go nie wyrzucą, ale i przedłużą z nim umowę. Po co sobie robić problemy, wydawać pieniądze, podejmować ryzyko? Najważniejsze, że akademia działa, kibice na stadion jeszcze przychodzą, a jeżeli nie będzie sukcesu w tym sezonie, to świat się nie zawali. „Idziemy dalej!”.

Trener Lecha nie musi więc stawać na głowie, by wreszcie zdobyć jakieś trofeum. Wystarczy zakwalifikować się do pucharów. To nie znaczy, że nie ma swoich ambicji i nie powalczy o najwyższy cel. Oczywiście, że powalczy. Tego możemy być pewni. Pytanie tylko, czy da radę. Piłkarze Kolejorza wiedzą, że muszą w Krakowie wygrać. Nie wiedzą jednak, czy ich to zmobilizuje, czy podetnie im skrzydła. Kilku ważnych zawodników grać nie może. Za drużyną przerwa w rozgrywkach, być może demobilizująca jak zawsze. Nie wygrała w Gliwicach, w Gdyni, Szczecinie, Gdansku, Wrocławiu, Płocku… właściwie nie wygrała prawie nigdzie, a teraz, w osłabionym składzie, ma pokonać rozpędzoną „hiszpańską” Wisłę? Wolne żarty…

Cokolwiek by o piłkarzach Lecha nie mówić, jakkolwiek ich nie oceniać – są sportowcami, ludźmi ambitnymi, mają wysokie umiejętności jak na polską ligę. Z Wisłą spróbują wygrać. Mają na to papiery. Muszą w to uwierzyć.