Osłabiony Lech musi stawić czoła rozpędzonej Wiśle

włącz .

Kolejorza czekają do końca sezonu same ważne mecze, ale najbliższy wydaje się najważniejszy, do tego najtrudniejszy, bo przeciwnikiem jest zespół będący na fali, groźny na własnym stadionie. Natomiast Lech jest poważnie osłabiony, a po przerwach w rozgrywkach z reguły spisuje się fatalnie. Przełamanie akurat teraz siedmiomiesięcznej wyjazdowej niemocy byłoby prawdziwym wyczynem.

Ewentualne zwycięstwo w Krakowie pozwoli Lechowi myśleć o doścignięciu przed końcem sezonu zasadniczego choćby Legii. Zagrałby z nią w fazie dodatkowej w Poznaniu, co miałoby wielkie znaczenie nie tylko dla klubowej kasy. Gdyby w tej kolejce bezpośredni rywale wygrali (Legia gra w Gdyni, a Jagiellonia w Lubinie), a Kolejorz w Krakowie poległ, strata zamiast zmaleć, jeszcze bardziej by wzrosła i trudno byłoby marzyć o jej zniwelowaniu w sytuacji, gdy podziału punktów już nie ma.

Właśnie dlatego mecz z Wisłą ma dla Lecha tak wielkie znaczenie. Zwycięstwo niczego mu nie zagwarantuje, ale porażka, przy złych układach innych spotkań, praktycznie pozbawi go szans na mistrzostwo. To byłby zresztą skutek nie tej jednej kolejki, ale fatalnej postawy we wcześniejszych spotkaniach, braku zwycięstw na wyjazdach, wielkich problemów z ustabilizowaniem formy. Trener nie wie, co było przyczyną tych słabości, ale władze klubu skłonne są przedłużyć z nim kontrakt nawet w przypadku zajęcia trzeciego miejsca w lidze potwierdczając, że zdobywanie trofeów nie jest dla nich priorytetem.

Wygrać w Krakowie będzie piekielnie trudno, i to z różnych powodów. Kilku ważnych piłkarzy ma problemy zdrowotne. Oprócz Makuszewskiego i Koljicia, kontuzje leczą Radut, Kostewycz i Situm. Rogne jeszcze w Lechu oficjalnego spotkania nie zagrał, idzie więc w ślady Elvisa Kokalovicia. Trener Bjelicia ma nadzieję, że raczej pójdzie za przykładem Vujadinovicia stając się kiedyś podstawowym obrońcą. Nie pojedzie do Krakowa walczący z infekcją Gumny. Burić zmaga się z czasem, a z przeziębieniem Majewski. Rozgrywający raczej zagra, podobnie jak nie do końca wyleczony Jóźwiak, choć nie wiadomo, czy od początku.

W Krakowie przed meczem z Lechem panuje wielka mobilizacja, podobna do tej, jaką kiedyś Lech ogłosił przed meczem ze Śląskiem. Miało być andrzejkowe lanie, a była sromotna porażka. Czy Lech w Krakowie przebije pompowany od sukcesu Wisły w Warszawie balon i zrobi gospodarzom śmigus dyngus? Nenad Bjelica wierzy w swój zespół, ale i docenia klasę rywala. Uważa, że Lech i Wisła to obecnie najlepsze drużyny w lidze. – Piłkarze Wisły dużo biegają, ciężko pracują na boisku, ale i my jesteśmy w dobrej formie fizycznej. Mamy problemy ze składem, jednak piłkarze, którzy wyjdą na boisko, mogą ten mecz wygrać – twierdzi.

Carlitosa, najlepszego obecnie ligowego strzelca, trener Lecha ocenia jako czołowego piłkarza ekstraklasy. – W Poznaniu trudno nam było z nim sobie poradzić, ale tylko przez 15-20 minut. Potem mieliśmy go pod kontrolą. Trudno go upilnować, bo ciągle jest w ruchu, zmienia pozycje i strony boiska. Nie można pozwolić mu dryblować. Jeden musi go atakować, drugi asekurować – mówi trener dodając, że Wisła to nie tylko Carlitos. Groźni są Ilmaz, Halilović i inny zawodnicy.

Bjelica nie wyklucza, że w Krakowie wystawi do gry obu swych napastników. Pewne jest, że w środku boiska zagrają Trałka i Gajos, a kontuzjowanego Kostewycza zastąpi Tomasik. Na prawej obronie prawdopodobne jest wystawienie Dilavera. Szansę gry od początku spotkania może otrzymać Barkroth, którego zmiennikiem zostanie Jóźwiak. Na wszystkich tych piłkarzach spocznie wielka odpowiedzialność – od wyniku poniedziałkowego meczu w dużym stopniu zależy sukces Lecha w całych rozgrywkach.

W tym roku piłkarzy Kolejorza Wielkanoc ominie. Niedzielny poranek spędzą wprawdzie w domach, ale już o 11.30 muszą się zameldować na stadionie. Czeka ich trening, a potem wspólny świąteczny obiad, po którym wsiądą do autokaru, by odbyć siedmiogodzinną podróż do Krakowa, gdzie następnego dnia rozegrają mecz.