Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Łukasz Trałka: Wszystko jest do wygrania

włącz .

Nazywają go kapitanem bez opaski. Od jego gry bardzo dużo zależy, ma duży wpływ na drużynę. Choć zbliża się powoli do schyłku kariery, właśnie teraz złapał życiową formę. Mobilizuje siebie i kolegów przed trudnym meczem w Krakowie, gdzie musi przyjść przełamanie. Dzięki ostatnim zwycięstwom można było trenować w dobrej atmosferze.

– Byliśmy w gazie, ale przerwa się przydała. Brakowało nam jej, była zresztą zaplanowana i wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Teraz pracujemy przed trudnym wyjazdem. Lech od trzech lat nie wygrywa po przerwach na mecze reprezentacji? Nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale to mnie nie interesuje, po prostu mam zadanie do wykonania i za siebie się nie oglądam. Pierwszy dzień świąt spędzimy w autokarze, zagramy w drugi dzień świąt, ale to jest normalne. Gdybyśmy grali w lidze angielskiej, cały okres świąteczno-noworoczny byłby taki.

– Wisła ostatnio zagrała świetny mecz. Potrafiła wygrać na Legii, na niewiele gospodarzom pozwoliła. Ale to już historia, nie ma co żyć meczami, które zostały rozegrane. Podobno mobilizują się teraz na nas, w Krakowie oczekiwanie na następne zwycięstwa jest duże, ale to dotyczy bardziej otoczenia niż samej drużyny. Nie zwiększą przecież liczby treningów z jednego do trzech. My tam jedziemy po to, by wreszcie wygrać na wyjeździe. Gdyby z drużyny Wisły wyjąć Carlitosa, to jej gra zupełnie inaczej by wyglądała. Strzelił przecież 20 bramek. Ma on największy wpływ na ich grę.

– Nie zgadzam się, że to będzie najważniejszy mecz w tym okresie. Przed meczem ze Śląskiem mówiło się to samo – że trzeba się przełamać. Następny po Wiśle mecz też będzie ważny, bo zagramy u siebie. Staram się nie pompować atmosfery, nie nakręcać się, że czeka nas to, co najważniejsze. Każde spotkanie będzie takie. Chcę się przygotować na sto procent, by móc wygrać. Mamy jeszcze szansę kogoś wyprzedzić przed fazą dodatkową. Byłaby szansa zagrać z Legią u nas. To ważne, ale z drugiej strony chciałbym jej się zrewanżować na jej boisku za ostatnią porażkę. Nieważne gdzie, ale wygrać trzeba.

– Gdybym miał powiedzieć, która drużyna obecnie najbardziej mi się w polskiej lidze podoba, to wymieniłbym Jagiellonię. Kiedyś grała głównie z kontry, teraz prowadzi grę. Nie poddaje się, dobrze wypada na wyjazdach. Z nami wysoko przegrała, ale nie zrobiło to na niej dużego wrażenia, bo wróciła do wygrywania. Teraz jednak presja będzie rosła, przed wszystkimi decydujące mecze. Nie wiemy, jak ten zespół to wytrzyma. Wisła też jeszcze może namieszać. Na Łazienkowskiej dużo biegała, miała dobre statystyki. Mi też zdarza się przebiec w meczu 12 kilometrów, ale wtedy mam do siebie pretensje, że źle się ustawiam, muszę to nadrabiać biegiem (śmiech).

– Moja forma zwyżkuje. Dobrze się czuję fizycznie. Nie oceniam tego przez pryzmat wieku. Najważniejsze, że piłka mnie szuka i fajnie, że po moich uderzeniach wpada do bramki. Nasza forma jest zmienna, ale to dotyczy nie tylko nas. Większość drużyn ekstraklasy, a nawet na świecie z tym się boryka. Kiedy wszyscy spuszczali głowę, że źle z nami, to szukałem optymizmu w tym, że wciąż jesteśmy na trzecim miejscu i nie tracimy kontaktu z czołówką. Wiedziałem, że wszystko jest do wygrania i po kilku dobrych meczach wróci wiara. I tak się stało.