Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kolejorz stanie przed najważniejszą próbą

włącz .

W wielkanocny poniedziałek okaże się, na co jeszcze w tym sezonie możemy liczyć ze strony Lecha. Stanie przed szansą podwójnego przełamania. Najstarsi kibice nie pamiętaną dobrego meczu rozegranego po przerwie na zgrupowania reprezentacji. Młodsi z trudem przypominają sobie, kiedy Lech ostatni raz przywiózł punkty z wyjazdu. Pokonanie w Krakowie Wisły będzie sygnałem, że zmiany, jakie nastąpiły w grze drużyny, nie są pozorne.

Trener Lecha narzekał na dziennikarzy i kibiców popadających ze skrajności w skrajność. Na drużynę grającą fatalnie spadła lawina krytyki, a kilka dobrych spotkań wywołało prawie euforię. Faktycznie, nie ma co przesadzać z pochwałami. Dopiero udało się wygrać kilka meczów u siebie, z czego tylko w jednym z nich Lech zasłużył na najprawdziwsze pochwały – za występ przeciwko Jagiellonii. Niezła była też druga połowa niezasłużenie przegranego meczu w Warszawie.

Natomiast to, co Lech prezentował jesienią i w pierwszych spotkaniach 2018 roku, o kwalifikacjach Nenada Bjelicy świadczy jak najgorzej. To prawda, że nastąpiła wymiana dużej części kadry, czego nie można nazwać wzmocnieniem zespołu, lecz jego osłabieniem. Jednak nawet z tymi zawodnikami można – trzeba! – było grać inaczej. Lech nie potrafił zmusić się do walki. Stosował archaiczną taktykę polegającą na wymianie tysięcy podań na własnej połowie, akcji skrzydłami i wrzutek do napastników, którzy byli wszędzie, tylko nie tam, gdzie spadała piłka.

Najgorsze było to, że z tygodnia na tydzień nic się nie zmieniało. Lech grał wciąż tak samo, choć niczego dobrego przynieść to nie mogło. O ile radził sobie u siebie, to na wyjazdach grał katastrofalnie, a trener nie potrafił (do dziś nie potrafi!) znaleźć na to sposobu. Przepadło w ten sposób mnóstwo punktów, które dziś sytuowałyby Lecha przed wszystkimi przeciwnikami. Najsłabsza w lidze drużyna, Sandecja aż dwa razy odebrała punkty kandydatowi na mistrza, choć porównanie składów obu drużyn jest grubym nietaktem. Trener nie może się dziwić, że wszyscy mają dość takiego grania, że stał się on wzorcem bezradności i głośno spekuluje się na temat jego odejścia.

Od 2006 roku Lech tylko dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. Biorąc pod uwagę możliwości tego klubu, jest to wynik beznadziejny, wręcz kompromitujący. Nakładają się na to historyczne klęski z Litwinami i Islandczykami, wysokie porażki w lidze. Gdyby klub pod względem sportowym zarządzany był fachowo, Lech jeszcze kilka razy wykorzystałby słabość ligi. Ponieważ brakowało chętnych do mistrzostwa, sięgały po nie takie „potęgi” jak Śląsk Wrocław. Obecny sezon to kolejny przykład tego zjawiska. Słabość Legii i Lecha wykorzystuje Jagiellonia, która prowadzi w tabeli i tylko od niej zależy, czy będzie triumfować. Nie wiemy, czy stać ją na utrzymanie obecnej formy do końca i czy zawsze będzie jej dopisywało szczęście.

Od kilku meczów Lech gra inaczej. Czekaliśmy na to tak długo, że ciśnie się pytanie: dlaczego nie było to możliwe wcześniej? Nie wiemy zresztą, czy to, co widzieliśmy zwłaszcza w meczu z „Jagą”, jeszcze się w tym sezonie powtórzy. Wahadło się odwróciło, zamiast krytyki zewsząd słychać pochwały, ale nikt nie wie, jak jeszcze daleko ono się wychyli i czy jeszcze w tym sezonie nie powędruje w przeciwnym kierunku. W grze Kolejorza nie widać stabilizacji. Z Lechią rozprawił się dziecinnie łatwo, choć do perfekcji brakowało mu bardzo dużo. Po wykorzystaniu zmian grał ostrożnie, starał się dowieźć przewagę do końca, ale nic nie tłumaczy tak wielkiej liczby strat, złych podań, nieporozumień i innych grzechów. Niewiele też biegał.

Taka gra nie wystarczy do pokonania Wisły w Krakowie, a będzie to mecz kluczowy, jeśli Lech bije się o coś wartościowszego niż obrona trzeciego miejsca. Porównując występy Kolejorza i jego najbliższego rywala, krakowianie w Warszawie przebiegli po kilka kilometrów więcej niż Lech w Poznaniu. Byli ruchliwi, doskonale kontrowali, zaimponowali szczelną obroną. Natomiast Lechowi w drugiej połowie, gdy Lechia ruszyła do ataku, nie udało się jej zaskoczyć ani razu. Konieczne będzie obmyślenie sensownej taktyki pozwalającej zniwelować atuty Wisły, zneutralizować jej piłkarza o najwyższych umiejętnościach – Carlitosa.

Wyzwanie jest trudne. Trzeba zagrać co najmniej tak, jak w drugiej połowie meczu przeciwko Legii, ale pamiętając, że Wiśle wyprowadzanie kontr wychodzi dużo lepiej. Nie można ani ruszyć gremialnie do przodu, ani pozwolić przeciwnikowi rozwinąć skrzydeł. O zwycięstwo nie będzie łatwo i może się spełnić fatalny scenariusz: sierpniowe pokonanie Termaliki okaże się ostatnim wyjazdowym sukcesem Kolejorza w sezonie zasadniczym. W takiej sytuacji trener Lecha nie będzie mógł narzekać, że jego krytycy znów popadli w skrajność. Wszystko wróci do smutnej normy, a byłoby szkoda, bo tak duża szansa zdobycia mistrzostwa długo może się nie powtórzyć.

Józef Djaczenko