Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech skazany na dwóch napastników. Hładkyj oblał test

włącz .

Niewiele brakowało, by Lech znów miał w kadrze trzech napastników. Ciężkiej kontuzji w meczu ze Śląskiem Wrocław doznał wprawdzie Elvir Koljić, ale do drużyny miał dołączyć Ołeksandr Hładkyj. Nic z tego. Klub nie zdecydował się na zatrudnienie Ukraińca. W grę wchodziło wypożyczenie do końca sezonu, potem dłuższy kontrakt. Okazało się, że nie byłoby korzyści z zawodnika bez formy.

Po przygodach z napastnikami, z których nie można korzystać, albo którzy nie potrafią zdobywać bramek władze Lecha postanowiły spełnić życzenie trenera. Nenad Bjelica chciał mieć w kadrze trzech napastników. Do Christiana Gytkjaera dołączyli zimą Ukrainiec Ołeksyj Chobłenko (na zdjęciu) i Bośniak Elvir Koljić. Ten drugi nawet nie pozwolił się dobrze poznać, a już wypadł z gry. Uszkodził więzadła poboczne w kolanie. Leczenie potrwa miesiące.

Lech grał w tym spotkaniu dwoma napastnikami, więc w miejsce Bośniaka wszedł Ukrainiec. To był udany występ. Zdobył ładną bramkę, miał kilka innych okazji, pokazał się jak gracz przebojowy, silny fizycznie. W następnym meczu, w Warszawie  jednak nie zagrał z powodu urazu. Lech znów mógł liczyć na tylko jednego napastnika. Nie miał problemu ze zdemolowaniem Jagiellonii, Gytkjaer był najlepszym zawodnikiem Kolejorza, zdrowy już Chobłenko nie wszedł na boisko.

Klub nie zamierzał jednak rezygnować z trzeciego napastnika. Okienko transferowe zamknęło się, ale przepis nie dotyczy zawodnika bez kontraktu z innym klubem. Ołeksandr Hładkyj, reprezentant Ukrainy, strzelec wielu bramek dla najlepszych klubów z tego kraju, znany z udanych występów w Lidze Mistrzów, triumfator Ligi Europy, jesienią rozwiązał kontrakt z Karpatami Lwów. Od tego czasu nie grał w piłkę. Lech zaprosił go na testy. Nie zostały one zaliczone. Z kontraktu nici. Nenad Bjelica do końca sezonu będzie miał dwóch napastników. Piłkarzy pozostających bez klubu można angażować tylko do czwartku.