Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Przed meczem o wszystko

włącz .

W niedzielę wieczorem będziemy wiedzieć, czy Lech ma jeszcze o co walczyć. Brakiem zwycięstwa w meczu z Jagiellonią bardzo sobie skomplikuje sytuację, a ewentualna porażka będzie faktycznym zakończeniem sezonu. Dwucyfrowej straty nie uda się już odrobić, szczególnie przy tak niestabilnej postawie. Przeciwnik złapał niesamowitą formę i trudno go będzie przełamać, ale innego wyjścia nie ma.

Lech miał grać tak, jak poprzednią wiosną, ale w tym roku poniósł już dwie porażki. W Kielcach była ona zasłużona, bo grał tak, jakby mu na niczym nie zależało. W Warszawie przegrał z sędzią. Dwa spotkania udało się wygrać, ale po męczarniach, gdy słabsi teoretycznie przeciwnicy mocno się postawili i byli o krok od wywalczenia punktu. Drużyna nie została zimą personalnie wzmocniona. Męczy siebie i widzów, brakuje jej podstawowych schematów rozgrywania akcji, skład jest niestabilny.

W dodatku trener, który słabo sobie radzi z prowadzeniem drużyny i nie potrafi wygrać na wyjeździe od siedmiu miesięcy, szuka winnych nie tam, gdzie powinien. Ostatnio oskarżył lokalnych dziennikarzy, że nie sprzyjają klubowi. Atmosfera wokół Lecha zrobiła się ciężka. Rok temu wszyscy Bjelicę wychwalali. Teraz spada na niego krytyka, ale ma to związek z wynikami drużyny, a także z jej stylem, a raczej jego brakiem. Nie wiadomo, czego się po niej spodziewać. Piłkarze albo będą grać ambitnie jak w Warszawie, albo okażą się mniej waleczni od rywala, jak w Kielcach. Trener sam nie wie, jaka jest tego przyczyna. Nie może się dziwić, że nikt go za to nie chwali.

Przed Lechem mecz o wszystko, a nikt nie wie, jak drużyna do niego podejdzie. Zagra na własnym stadionie, przy wysokiej tym razem, ze względu na przyjazd tysięcy uczniów, frekwencji. Trzeba więc wierzyć, że pokaże się z tej lepszej strony. Oby nie tylko przez pół spotkania, bo poziom trudności będzie dużo wyższy. Gra musi być ofensywna, jak w Warszawie po przerwie, ale tym razem nie wolno się odsłonić. Wątpliwe, czy trener taką grę zalecił, bo z pewnością nie życzył sobie ataku tak zapamiętałego, że tylko nieudolność rywala nie pozwoliła zabić meczu skuteczną kontrą. „Jaga” potrafi szybkimi podaniami rozmontować każdą polską defensywę, szczególnie z predyspozycjami do samobójstwa.

Legia jest zadziwiająco słaba, jakby Nenad Bjelica nie był jedynym chorwackim trenerem mającym problemy z ustabilizowaniem gry swej drużyny. Jagiellonia jest teraz dużo lepszym zespołem. Gdyby wysoką formę utrzymała przez dwa miesiące, co w polskiej lidze nikomu się nie udaje, byłaby głównym kandydatem na mistrza kraju. Zawdzięczałaby to swojej klasie, mądremu budowaniu drużyny, ale i słabości głównych przeciwników. Pokonanie jej będzie zadaniem bardzo trudnym.

Jeszcze kilka tygodni temu trener miał do dyspozycji wszystkich zawodników oprócz Makuszewskiego. W Warszawie trzeba było sobie radzić także bez Jevticia, Dilavera, Chobłenki, Koljicia. Do niedzieli powinni być zdrowi wszyscy oprócz tych, co zerwali więzadła. „Maki” chce wrócić na boisko w maju. Bośniaka w barwach Lecha możemy nie zobaczyć już nigdy, bo zanim wyzdrowieje skończy mu się wypożyczenie. Nie wiemy, w jakim składzie Lech zagra w niedzielę, ale pewne jest, że w bardzo zmienionym.

Nenad Bjelica zbyt często stawia na Situma. Gra on teraz gorzej niż jesienią. Niewiele daje drużynie. Z jego dryblingów nic nie wynika. Nie ma asyst, bramek. Na długo znika z pola widzenia, jakby niepostrzeżenie opuścił boisko. Dla odmiany Kamil Jóźwiak potrafi rozruszać atak żywiołowymi akcjami, dobrymi podaniami. Szkoda, że gra tak mało. W całkiem dobrego skrzydłowego zamienił się Radut. W dwóch kolejnych meczach był czołową postacią Lecha, zaliczył asysty. Ciekawe, na jakiej pozycji Rumun zagra, gdy do składu wróci Jevtić. Przeciwko Legii miało grać dwóch napastników. Uraz Chobłenki to wykluczył, ale teraz trener może się na to zdecydować. Ofensywa byłaby silniejsza, ale nie wolno zapominać o linii środkowej.