Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gorąca herbata zamiast emocji?

włącz .

Konferencja prasowa przed meczem Lecha ze Śląskiem miała dziwny przebieg. Prawie nie mówiło się o najbliższym spotkaniu, za to dużo o poprzednim i o ogólnej sytuacji Lecha. Nenad Bjelica przekonywał, że nie ma sobie nic do zarzucenia, nie musi się wstydzić, ale jednocześnie potwierdził, że wobec mentalnego paraliżu drużyny jest bezradny. Wśród kibiców i dziennikarzy trwa dyskusja na temat zmiany trenera. Jest ona zbędna. Żadnej zmiany nie będzie.

Lech Poznań to nie tylko klub piłkarski. To zjawisko. Wiele osób próbuje je opisywać, definiować, oceniać, ale to nie jest łatwe zadanie. A w sytuacji takiej, jaka powstała obecnie, jest to prawie niemożliwe. Mamy bowiem do czynienia nie z jedną rzeczywistością, bo taką łatwo byłoby scharakteryzować, ale z dwoma.

Ludzie dyskutują o osobie trenera i przyczynach, dla których stracił kontrolę nad drużyną, o niemocy piłkarzy i ich grze bez składu i ładu, bez sensownej taktyki. Kibice spekulują o następcy Bjelicy i zastanawiają się, czy zmiana nastąpi już po najbliższym niepowodzeniu, czy dopiero po kolejnym. Dziennikarze analizują wypowiedzi trenera i oprócz bezradności doszukują się w nich rezygnacji. Niczego to nie zmieni. Jest przecież jeszcze jedna rzeczywistość. Tworzą ją władze Lecha, a dla nich nie wydarzyło się nic, co wymagałoby gwałtownych ruchów. Trener nie zostanie odwołany bez względu na wyniki najbliższych meczów.

Kibice mają dość, ich oburzenie narasta, bo są przekonani, że Bjelica nie uratuje Lechowi sezonu. Cudów nie ma, a gwałtowna metamorfoza drużyny, odzyskanie mentalności zwycięzców, wzrost umiejętności piłkarzy, których na wiele nie stać i błyskawiczne opanowanie przez nich taktyki, która do tej pory nie została nawet wymyślona, to byłby taki właśnie cud. Sportowy sukces chyba przestał być osiągalny. Nowy trener, ze świeżym spojrzeniem i z pomysłem na odrodzenie drużyny miałby większe szanse na pozytywne zmiany. Pamiętamy przecież, jak skutecznie udało się Mariuszowi Rumakowi, trenerowi bez doświadczenia, wydobyć Lecha z zapaści, w jaką wepchnął go Bakero. To też był początek wiosny.

Jeśli chodzi o Baska, to pamiętamy jeszcze jedno. W pierwszym wiosennym meczu Lech przegrał w Chorzowie 0:3. Rozpętała się burza, bo kibice od dawna żądali zwolnienia Bakero, a zarząd klubu uporczywie trzymał go na stanowisku. Późnym wieczorem dziennikarze jednej ze stacji telewizyjnych zadzwonili do ówczesnego wiceprezesa Lecha pytając go, czy Bakero będzie zwolniony. Odpowiedź brzmiała: Lech tak nie postępuje. Trzeba zrobić dokładną analizę, przedyskutować, zastanowić się, potem dopiero podjąć decyzję. Pół godziny później ukazał się komunikat o zwolnieniu Baska. Kibice, którzy zwoływali się, by powitać drużynę na stadionie i zafundować trenerowi przejażdżkę taczką, mogli tę akcję odwołać. Gdyby jej nie organizowali, zarząd zrobiłby to, co zawsze. Nic.

Teraz też niczego z dobrej woli nie zrobi. Po klęsce w Kielcach, jak mówi Bjelica, nie było żadnej rozmowy, żadnej analizy, żadnego ultimatum. Dla zarządu priorytetem jest coś, co określa jako „spokojna praca”. To eufemizm. Trafniej brzmiałoby „święty spokój”. Ludzie zastanawiają się, czy zarząd sięgnie po Piotra Stokowca, czy trenera zza granicy. Taki krok wykona dopiero wtedy, gdy nie będzie innego wyjścia, bo kolejne przesilenie stanie się faktem. Takie momenty chyba wpisane są w strategię klubu, występują bowiem regularnie i determinują zwalnianie i zatrudnianie szkoleniowców.

Legia właśnie poniosła ósmą porażkę w sezonie. Wystarczy pokonać Śląsk, który na wyjazdach gra jeszcze gorzej niż Lech, by zbliżyć się do niej na 2 punkty. Do Jagielloni trzeba byłoby nadrobić punktów 5. Tak się składa, że obie te drużyny to najbliżsi, po Śląsku, przeciwnicy Kolejorza. Sytuacja wymarzona – wystarczy tylko przełamać się, wygrać 3 mecze z rzędu, a ostateczny sukces stanie się realny. Niejeden kibic jeszcze w to wierzy. Pytanie, czy wierzą też piłkarze i trener, który, jak sam przyznaje, nie ma jeszcze recepty na niemoc drużyny.

Mimo zrozumiałych pustek na trybunach mecz ze Śląskiem zapowiada się ciekawie. Warto zobaczyć, jak Lech zareaguje na niepowodzenia, czy potrafi zmusić się do walki, czy trener znajdzie pomysł na zaskoczenie przeciwnika. Jeżeli nawet piłkarze nie rozgrzeją nielicznej widowni, to można skorzystać z gorącej herbaty przygotowanej przez klub.