Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bjelica: Krytykę akceptuję, ale niczego się nie wstydzę

włącz .

Fatalna postawa drużyny i zawód sprawiony w Kielcach niczego w klubie nie zmienił. Zarząd nie spotkał się z trenerem. – Rozmawiałem tylko krótko z wiceprezesem Piotrem Rutkowskim, ale rutynowo, jak przed każdym meczem – mówi trener Lecha. Jak z tego wynika, nikt nikomu warunków nie stawia, obowiązuje pełne zaufanie. Tylko kibice są wzburzeni, nikt inny.

– Nie zmieniliśmy systemu gry. Do rozgrywek przygotowywaliśmy się dokładnie tak samo jak przed rokiem, gdy pierwsze cztery mecze wygraliśmy po 3:0. Tylko piłkarzy mam teraz innych. Wtedy grali u nas reprezentanci Węgier, Finlandii, polscy młodzieżowcy. Teraz kadrowiczem jest tylko Makuszewski, który i tak się leczy – wylicza Nenad Bjelica. Nie chce jednak wprost powiedzieć, że ma teraz gorszych zawodników. Twierdzi, że na takie porównania przyjdzie czas po sezonie.

Pytany, czy to on wybierał piłkarzy, jakich ma dyspozycji najpierw odpowiedział, że to nie jego rola, on tylko ustala skład na mecz i decyduje o treningach, choć przychodzących do kluby graczy zaakceptował. Potem zmienił zdanie i stwierdził, że skoro jest takie zapotrzebowanie, to może wziąć całą odpowiedzialność za wybór sprowadzonych piłkarzy. – Wiem, że po ostatnich wynikach jesteśmy przedmiotem krytyki. Nie czytam forum, nie interesuję się mediami, skupiam się na drużynie, ale rozumiem negatywny odbiór. Gdybym był kibicem Lecha, też bym gwałtownie krytykował. Szanuję te opinie, akceptuję je – zapewnił.

Lech od pół roku nie potrafi się odblokować. Zaliczył pięć wyjazdów bez gola, wygrywa wyłącznie u siebie. Nikt w klubie nie wie, z czego bierze się taka niemoc. Trener, jak mówi, czuje z tego powodu frustrację. Twierdzi, że druga połowa meczu w Kielcach była wyrównana, ale w pierwszej Lech został zdominowany przez grającą agresywniej Koronę. – Przeciwnik bardziej chciał wygrać. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. My zaczęliśmy grać dopiero po stracie bramki, a nie od początku. Nie rozumiem tej mentalnej blokady. Nic innego nie można z tym zrobić, jak szybko odzyskać stracone punkty – twierdzi trener Lecha.

Zapewnia, że choć zdaje sobie sprawę z rozczarowania kibiców, to niczego nie może sobie zarzucić. Chce wygrywać, nie ma powodów do wstydu. Gdy przychodził do klubu, drużyna była na dwunastym miejscu. Poprzedni sezon zakończyła na siódmym. Pod jego wodzą znalazła się w pierwszej trójca, awansowała do finału Pucharu Polski, gdzie jednak przegrała, ale do końca walczyła o mistrzostwo. Teraz też ma szanse na miejsce w pierwszej trójce, jak przed rokiem. Porównując Lecha i Legię trener zauważył, że w Poznaniu oczekiwania są większe niż możliwości. – Zawsze może być lepiej niż teraz, ale może być też gorzej, czyli tak, jak przed moim przyjściem do Lecha – zakończył Bjelica.