Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Co za wstyd! Tak gra kandydat na mistrza Polski?!

włącz .

Lech właśnie odpada z wyścigu po mistrzowski tytuł. Nie dlatego, że przewaga do czołówki jeszcze bardziej wzrosła. Dlatego, że jest kompletnie bezzębny, bezradny, nie potrafi grać w piłkę. Już w piątym spotkaniu nie strzelił gola na wyjeździe, nawet z rzutu karnego, nie wygrał kolejnych dziesięciu meczów. W Kielcach jeszcze raz ujawnił wszystkie swoje słabości. Władze każdego normalnego klubu zareagowałyby już dawno.

Skład Lecha trzeba nazwać zaskakującym, zwłaszcza w ofensywie. Nikt się nie spodziewał, że na boisku zabraknie Darko Jevticia, czyli piłkarza określanego przez szkoleniowców Korony jako główny kreator akcji swej drużyny. Nie pojawił się też w wyjściowej jedenastce najlepszy strzelec Kolejorza, Christian Gytkjaer. Pierwszy raz od początku wystąpił Ołeksyj Chobłenko. Skrzydłowymi byli Mario Situm i Kamil Jóźwiak, choć obaj najlepiej się czują na lewej stronie boiska. Rozgrywającym został Radosław Majewski. Tylko defensywa zestawiona była zgodnie z przewidywaniami. Trałkę na „szóstce” zastąpił Dilaver. Niestety, nieumiejętnie.

Zaczęło się dobrze dla Lecha, bo celny strzał już po kilkudziesięciu sekundach oddał Situm. Inna sprawa, że uderzenie było niegroźne i zbędne. W odpowiedzi Korona miała stuprocentową szansę po akcji Kaczarawy i strzale Kiełba. Kolejny raz Lecha wspaniałą interwencją uratował Burić. Gdyby nie jego refleks, gospodarze prowadziliby już po minucie. Znamionowało to duże emocje, bo Korona nastawiła się na ofensywę i Lech miał duże problemy z powstrzymywaniem jej akcji.

Nie można powiedzieć, że Lech dyktował warunki gry. Wprost przeciwnie. Miał ogromne problemy z wydostaniem się spod pressingu agresywnej Korony. Brakowało mu zdecydowania, a także dokładności. Niecelne podania i wybicia na ślepo były wodą na młyn dla gospodarzy. Najwięcej strat zaliczał Gajos, niepewnie czuł się też Situm. Zastępujący Trałkę Dilaver popełniał szkolne błędy. W 21 minucie podał wprost do przeciwnika umożliwiając mu szybką kontrę, na szczęście nieudaną.

Lechowi wreszcie udało się częściej gościć na przedpolu Korony. Wyraźnie jednak brakowało mu pomysłów na rozwiązanie ataku. Nie potrafił zaskoczyć rywala, w akcjach brakowało szybkości, szwankowało zgranie. Kilka razy Chobłenko mógł stworzyć zagrożenie. Jedyną z tego korzyścią były popełniane na nim faule. Gdy rywale grali fair, łatwo tracił piłkę. Starał się walczyć, bo chłop z niego na schwał, ale i on przegrywał walkę z agresywniejszymi zawodnikami Korony.

Jedynym piłkarzem, który wygrywał pojedynki z gospodarzami był Jóźwiak. Nie używał siły fizycznej, ale szybkość i spryt. Jego kolegom tego brakowało. Był dużo bardziej przydatny niż bezproduktywnie biegający drugą stroną boiska Situm. Przeciwnicy nie patyczkowali się z nim. Była faulowany, trafiany w twarz, a sędzia Złotek nie reagował. Dobra gra Jóźwiaka nie ratowała drużyny, która raz po raz znajdowała się w opałach. Na szczęście był jeszcze Burić. Aż się prosiło, by grać spokojnie, nie pozwalać Koronie się rozpędzać. W obecnej drużynie brakuje niestety zawodników potrafiących utrzymać piłkę, uruchomić kolegów. Dlatego gra była rwana, nieciekawa. Źle się to oglądało.

W pierwszej połowie Lech był gorszy. Korona miała więcej okazji bramkowych, dominowała, nawet jeżeli goście przeważali w posiadaniu piłki. Grali bezproduktywnie, nie potrafili opanować chaosu, pokazać choćby jedną składną akcję. Po przerwie trener zaskoczył wszystkich zdejmując z boiska Jóźwiaka, a wprowadzając na nie Raduta. Kilku piłkarzy dużo bardziej niż młody skrzydłowy nadawało się do zmiany.

Tempo gry siadło. Mecz zrobił się jeszcze mniej ciekawy, bo Korona nie była już tak agresywna, a Lech nie zmienił się – wciąż był bezproduktywny i pozbawiony konceptu. A jednak gospodarze zdobyli bramkę, zupełnie zresztą przypadkową, gdy wstrzelona przy niemrawej postawie Dilavera w pole karne piłka odbiła się od Gumnego i wpadła do siatki. Burić był bez szans. Stało się oczywiste, że jeżeli Lech nie zmieni sposobu gry, nawet nie zremisuje tego spotkania. To był test dla piłkarzy i dla trenera. Nie można było dłużej udawać, że chce się ten mecz wygrać. Trzeba było zacząć grać w piłkę.

Trener zareagował wprowadzeniem na boisko Koljicia, drugiego napastnika, który zimą zasilił Lecha. Wypadł lepiej niż fatalny Chobłenko, ale zespołu nie zbawił. Za Majewskiego wszedł też na boisko Gytkjaer. Goście starali się przejąć inicjatywę, co nie udawało im się do tej pory. Nie powiodło się i teraz. Nic nie wynikało z anemicznych ataków. Korona mogła się cieszyć ze słabości przeciwnika. Bez większego problemu utrzymywała piłkę na jego połowie. Lech miał jeszcze kilka stałych fragmentów gry, które zwykle są jego atutem. Bez Jevticia i Majewskiego nic one nie dawały. Co więcej – nic nie dał nawet rzut karny podyktowany pół minuty przed końcem doliczonego czasu. Gytkjaer strzelił fatalnie.

To było podkreślenie beznadziejnej postawy Lecha. Gra teraz jeszcze słabiej niż jesienią. Władze Lecha nerwowych ruchów nie podejmują. W studiu programu Liga+Extra prezes Karol Klimczak poinformował, że trzeba spokojnie przeprowadzić pomeczową analizę. Co tu analizować?! Cała Polska od dawna widzi, jak gra (a właścieie nie gra) Lech, jak zmarnowane zostały zimowe przygotowania i jaki trener ma wpływ na sposób gry tego zespołu.

Korona Kielce – Lech Poznań 1:0 (0:0)

Bramka: Cvijanović (68)
Żółte kartki: Petrak, Kiełb – Kostevych

Korona: Zlatan Alomerović - Bartosz Rymaniak, Radek Dejmek, Djibril Diaw, Ken Kallaste - Jakub Żubrowski, Oliver Petrak - Łukasz Kosakiewicz (65. Michael Gardawski), Goran Cvijanović (82. Marcin Cebula), Jacek Kiełb (72. Zlatan Janjić) - Nika Kaczarawa

Lech: Jasmin Burić - Robert Gumny, Nikola Vujadinović, Rafał Janicki, Wołodymyr Kostewycz - Emir Dilaver, Maciej Gajos, Radosław Majewski (75. Christian Gytkjaer) - Kamil Jóźwiak (46. Mihai Radut), Ołeksyj Chobłenko (70. Elvir Koljić), Mario Situm.