Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Niechciany jubileusz

włącz .

Gdyby Lech znów nie wygrał na wyjeździe, „świętowałby” jubileusz. To byłby dziesiąty taki mecz. Nikt w Poznaniu o śrubowaniu rekordu nie marzy. Nawet w najgorszych czasach, gdy klub ledwo wiązał koniec z końcem ratując się sprzedawaniem piłkarzy, za których ktoś chciał zapłacić, od czasu do czasu wygrywał wyjazdowe spotkania. Obecna niemoc nie tylko kompromituje klub. Może spowodować, że Lech zaliczy kolejny sezon bez żadnego trofeum.

Tym razem będzie szczególnie trudno, bo przeciwnikiem jest groźna w tym sezonie, bojowo nastawiona Korona, ale będzie też łatwo, bo drużyna z Kielc nie stosuje wyrafinowanej, utrudniającej strzelanie goli taktyki. Atakuje, chce zdobywać bramki. Z czterech kolejnych delegacji Kolejorz wrócił bez gola. W niedzielę nie może sobie na to pozwolić. Gdyby znów zagrał na zero z przodu, praktycznie pozbawiłby się możliwości doścignięcia Legii. Strata powiększyłaby się zamiast zmaleć.

Korona to zespół, któremu stosunkowo łatwo strzelić gola, ale trudno uchronić się przed jego stratą. Stosuje ofensywną taktykę, atakuje frontalnie wykorzystując szybkie skrzydła, prawie dwumetrowy wzrost i możliwości strzeleckie gruzińskiego napastnika Niko Kaczarawy, oddaje groźne strzały z dystansu. Ten zespół potrafi zdominować każdego rywala. Strzela wiele goli i u siebie, i na wyjazdach (5:0 w Gdańsku!), pokonał 3:2 Legię na własnym stadionie. Chcąc się przeciwstawić Koronie, trzeba wykazać zdecydowanie i siłę fizyczną w defensywie oraz mądrość w ataku.

Lechowi do zwycięstwa nie wystarczy niemrawa gra, jaką pokazał w Gdyni, a wcześniej na wielu innych stadionach. Musi mocno postawić się Koronie, nie pozwolić się stłamsić, ale i znaleźć sposób na tę drużynę. Same wrzutki ze skrzydeł to za mało. Rośli obrońcy z Kielc w walce w powietrzu się nie patyczkują. Na nic zdadzą się też dalekie wybicia spod własnego pola karnego. Jeśli twardo wkraczający zawodnicy z Kielc nie wygrają bezpośredniej walki w powietrzu, to prawdopodobnie ich łupem padnie większość tak zwanych drugich piłek. Lech nie może porywać się z motyką na słońce. Wycofywanie piłki do bramkarza, by ten kopnął sobie byle dalej, to samobójstwo. Za chwilę gra wróci pod pole karne Kolejorza.

Jak więc grać, by z Kielc wrócić z punktami? Określając to najprościej – inaczej niż do tej pory. Koronę można pokonać szybkością rozgrywanych akcji, kierowaniem piłek po ziemi, stosowaniem prostopadłych podań. W grze na skrzydłach przeciwnik jest mocny. Rzadko ostatnio w wykonaniu Lecha obserwujemy ataki prowadzone środkiem boiska, co jest dziwne, gdy ma się w składzie zawodników kreatywnych, takich jak Majewski i Jevtić. Obaj potrafią dryblować, ale zaliczają przy tym (zwłaszcza Darko) ogromną liczbę strat. Tym razem powinni zapomnieć o takich popisach. Próbować gry kombinacyjnej. Konieczny będzie wysoki pressing, trzeba jak najwcześniej pozbawiać gospodarzy piłki.

Utrudnieniem dla trenera będzie konieczność zastąpienia Łukasza Trałki. Nie musi odkrywać Ameryki. Może sięgnąć po Jakuba Serafina, który dał sobie radę w Norwegii, gdzie walczą twardo, stosują pressing na całym boisku. Trener skłoni się jednak ku innemu wariantowi – wykorzysta swego ulubionego zawodnika, uniwersalnego Emira Dilavera powierzając mu rolę „szóstki”. Nie można pokonać Korony, jeżeli nie opanuje się środka boiska. Dlatego decyzja, jaką podejmie trener, może mieć dla wyniku duże znaczenie. Jeszcze większe będzie mieć postawa piłkarzy. Muszą grać bojowo. ale i mądrze, by wypunktować nastawionego na atak przeciwnika.