Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Niespotykanie spokojny bramkarz

włącz .

W niedzielę, gdy Lech zmierzy się na swoim stadionie z Pogonią, Jasmin Burić będzie obchodzić 31. urodziny. Wszystko wskazuje, że właśnie on stanie w bramce. Znakomicie spisał się w Gdyni, jako jeden z nielicznych Lechitów nie zawiódł, a Matus Puntocky długo nie trenował na pełnych obrotach dochodząc do siebie po zabiegu kolana. W sierpniu minie 10 lat od kiedy „Jasiu”, znany jako człowiek, który nigdy nie czuje tremy, znalazł się w Poznaniu.

Jego pierwszym klubem był NK Celik Zenica. W bośniackiej ekstraklasie debiutował jako 19-latek. Po dwóch latach przyjechał na testy do Lecha. Trener Franciszek Smuda chwalił jego umiejętności i talent, skierował go do drużyny Młodej Ekstraklasy. Narzekał na brak tężyzny fizycznej Jasmina, który był wysoki, ale wiotki. Postawił na Ivana Turinę, w klubie był też Krzysztof Kotorowski, a latem 2009 roku do Kolejorza przyszedł Grzegorz Kasprzik. Właśnie w nim pierwszego bramkarza widział nowy trener Jacek Zieliński w pierwszych spotkaniach sezonu, który miał się okazać mistrzowskim.

„Jasiu” zadebiutował w pierwszej drużynie w najgorszym możliwym momencie. To był jeden z najczarniejszych dni w ostatniej dekadzie. 29 września 2009 roku Kolejorz pojechał do Stalowej Woli, by odpaść z Pucharu Polski. Po dogrywce wynik był bezbramkowy, ale karne zostały przegrane z kretesem. „Jasiu” nie obronił żadnego strzału, jego koledzy trafili tylko raz. Na trenera i piłkarzy posypały się gromy. Po kilku dniach drużyna pojechała do Gdyni, gdzie też nie było wesoło. Zaledwie remis po golu Lewandowskiego. „Jasiu” przepuścił strzał obrońcy Szmatiuka, ale jego występ nie został oceniony surowo.

Kryzys drużyny był ewidentny. Było się czego bać przed domowym spotkaniem przeciwko głównemu kandydatowi na mistrza Polski – Wiśle. Mecz domowym był tylko z nazwy. Tej jesieni, w związku z budową dachu nad stadionem przy Bułgarskiej, trzeba było jeździć do Wronek. Właśnie tam Jasmin pierwszy raz zagrał przed swoimi kibicami, choć mecz pamiętamy głównie z odważnej decyzji Jacka Zielińskiego, który w wyjściowym składzie wystawił młodziutkiego Możdżenia. To był przełom, bo poprzedni trener na młodzież nie stawiał wcale, zresztą niechętnie dokonywał jakichkolwiek zmian w składzie. Zwycięstwo 1:0, po kolejnym golu „Lewego” i znakomitych paradach Buricia, uznane zostało za niespodziankę i powrót Lecha do życia.

Jasmin w pierwszych meczach zadziwił. Jeszcze nie bramkarskimi umiejętnościami, choć te wcale nie były niskie, ale niezwykłym spokojem. Sprawiał wrażenie znudzonego, wręcz niecierpliwego, gdy akcja toczyła się pod przeciwną bramką. Nigdy nie wykonywał nerwowych ruchów. Interwencje miał pewne, jakby grał w ekstraklasie od lat. Przypomniał to ostatnio dziennikarzom, gdy pytali go o nerwy przed ważnym meczem przeciwko Pogoni. Koniecznie trzeba go wygrać. – Ja się nigdy nie denerwuję. Taki byłem w debiucie, tak samo jest teraz – powiedział.

W trakcie pobytu w Poznaniu miał długie okresy, gdy grał co tydzień, ale były też jeszcze dłuższe przerwy w występach w pierwszej drużynie, bo trenerzy stawiali na jego konkurentów. Choćby ostatnio, gdy czołowym bramkarzem całej ligi został Matus Putnocky – aż do momentu poddania się zabiegowi. Teraz przyszedł czas „Jasia”, a trenerzy Lecha nie kryją, że dwaj klasowi brakarze w drużynie to prawdziwy skarb.

W pamiętnym sezonie 2009/2010 Jasmin wszedł do bramki Kolejorza pod koniec września, bronił przez całą jesień i pierwszą część rundy wiosennej. Ostatnim spotkaniem, w którym wybiegł na boisko, był pamiętny, rozegrany w Wielką Sobotę zwycięski mecz przeciwko Legii. W kolejnym, z Arką, musiał go zastąpić Kotorowski. Jasmin zmagał się z kontuzją ręki. Nie było mu dane grać w pojedynkach historycznych, decydujących o mistrzostwie Polski. Mógł to sobie powetować po pięciu latach, gdy Lech ponownie sięgnął po tytuł, jednak bronił w tamtym czasie na zmianę z Maciejem Gostomskim.

„Jasiu” bronił w meczu najważniejszym – zwycięskim wyjazdowym przeciwko Legii, także w dwóch następnych. W Gdańsku, kilka minut przed końcem spotkania doznał kontuzji. Gostomski, który go zastąpił popisał się fenomenalną obroną w samej końcówce zapewniając Lechowi zwycięstwo i prawdopodobnie mistrzowski tytuł. „Gostek” stał na bramce w trzech ostatnich pojedynkach. Po ostatnim, przeciwko Wiśle, można było cieszyć się z mistrzostwa. Jak tu nie mówić o pechu – Jasmina drugi raz ominęła szansa gry w meczach decydujących o trefeach. Oczywiście nie on, lecz Ivan Turina stał na bramce, gdy Kolejorz ostatni raz podnosił Puchar Polski. Wystąpił za to w dwóch ostatnich finałach na Stadionie Narodowym…

Urodziny, czy zbliżające się dziesięciolecie pobytu w Poznaniu to dobra okazja do refleksji, ale Jasmin woli skupiać się na wydarzeniach bieżących. – Przed meczem w Gdyni liczyliśmy na pewne trzy punkty. Nie udało się. Musimy to sobie powetować w niedzielę. Nie ma już co myśleć o Arce. Teraz jest Pogoń. Trzeba znów złapać kontakt z Legią – mówi bramkarz Kolejorza. Nie obraża się, gdy siedzi na ławce, ale i zdaje sobie sprawę, że szanse na powołanie do reprezentacji ma tylko wtedy, gdy regularnie gra. Od roku jest obywatelem Polski. Pomaga nowemu graczowi z Bośni, Elvirowi Koljiciowi wprowadzić się do drużyny, odnaleźć się w nowym mieście.

– Ma duże umiejętności, przyda się Lechowi, w poprzednim klubie strzelał dużo bramek. On tu przyjechał w nieznane, ale jest bardzo zadowolony widząc, co tu zastał. Ludzie w Bośni nie wiedzą, jakim krajem jest teraz Polska. Kojarzą ją z dawnymi czasami, gdy Jugosławia stała wyżej, była krajem bogatszym, ale potem wszystko się zmieniło. Dla Polski na plus – mówi „Jasiu”. Twierdzi, że polski paszport bardzo mu się przydaje, głównie w życiu prywatnym, szczególnie podczas podróży. Korzysta też na tym jego rodzina.