Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Krystalizowanie składu

włącz .

W obu tureckich sparingach trener Lecha wystawiał do gry rozmaite jedenastki. Ponad dwa tygodnie przed startem rozgrywek daleko mu do ustalenia optymalnego zestawienia. Wiele się jeszcze może zdarzyć, forma poszczególnych piłkarzy niewątpliwie wzrośnie, bo nie może być inaczej, jednak według stanu na dziś Lech rozpocznie ligowe zmagania w podobnym składzie, w jakim je w grudniu zakończył.

Trzej nowi zawodnicy dwukrotnie zaprezentowali się w meczach sparingowych. Gdyby próbować już teraz ich oceniać, to zdecydowanie najciekawiej prezentuje się Ołeksyj Chobłenko. To napastnik silny, szybki, nieźle panuje nad piłką, trudno mu ją odebrać. Zanim przejdzie chrzest bojowy w spotkaniu o punkty lepiej nie twierdzić, że to transfer doskonały. Piłkarz z Ukrainy ma zadatki na solidnego napastnika – tyle o nim dziś można powiedzieć.

Zaskakująco słabo prezentuje się natomiast ten, co miał wzmocnić defensywę, a nie tylko ją uzupełnić. Thomas Rogne grał w klubach klasowych, reprezentował barwy Norwegii, więc można było po nim spodziewać się wysokiej jakości. Tymczasem raz po raz popełniał błędy, niektóre więc kompromitujące. Odpuszczał krycie, w pobliżu własnej bramki podawał tak, że przeciwnik nie miał problemu z przejęciem piłki i stworzeniem zagrożenia, daleko mu do złapania wspólnego języka z kolegami. Nie bez znaczenia są ciężkie treningi. Wkrótce nowy obrońca powinien prezentować się dużo, dużo lepiej.

Piotr Tomasik nie zaskoczył ani na plus, ani na minus. Można się było po nim oczekiwać takiej właśnie postawy, jaką pokazał w obu sparingach. Jest niezły w ofensywie, potrafi dobrze rozegrać piłkę. Nieźle układa mu się współpraca z Kamilem Jóźwiakiem i Mario Situmem. Zdarzają mu się słabsze okresy w meczu, gdy popełnia proste błędy, niecelnie podaje. W tej fazie przygotowań to zjawisko normalne, nie inaczej zachowuje się Wołodymyr Kostewycz. Nowemu graczowi Lecha nieprędko uda się wygryźć ze składu Ukraińca, mimo iż między nimi drastycznej różnicy w umiejętnościach nie ma.

Wydaje się, że największym wzmocnieniem defensywy będzie… Nikola Vujadinović. Piłkarz, który trafił do Lecha latem, prawie nie grał z powodów zdrowotnych. Wyleczył się wreszcie i okazuje się solidnym środkowym obrońcą, co potwierdził przede wszystkim w pierwszym sparingu. Solidnie prezentuje się Rafał Janicki. Gdyby nie Emir Dilaver, który trafił do Lecha na życzenie trenera, środek obrony byłby wykrystalizowany. Bośniak z austriackim paszportem potrafi grać na różnych pozycjach, jest solidnym defensorem, ma też poparcie Bjelicy. Nie wiemy, czy spośród trzech graczy trener wybierze dwóch najbardziej zaufanych, czy też zastosuje rotacje.

Na prawej obronie ciągle będzie rządzić nastoletni Robert Gumny. Ma zmiennika w osobie Dilavera. W zespole jest też Marcin Wasielewski, który nie osłabi drużyny, gdy trafi do jedenastki meczowej. We wtorkowym sparingu popełnił nierozsądny faul w polu karnym, ale w pełni się zrehabilitował strzelając gola mocnym i precyzyjnym strzałem z dystansu.

Nic się nie zmieni w środku boiska. Łukasz Trałka i Maciej Gajos mają pewne miejsce w drużynie, a rola zmiennika przypadnie Abdulowi Azizowi Tettehowi. Przed nimi grać będzie Darko Jevtić, a w odwodzie są jeszcze Radosław Majewski, potrafiący wywiązywać się z roli „ósemki” i „dziesiątki”, a także Mihai Radut. Rumun, którego trener często kierował na skrzydło, w sparingach wypadł obiecująco. Być może dlatego, że grał zwykle w środku pola, gdzie czuje się najlepiej.

Maciej Makuszewski wypadł z drużyny na dobre pół roku, ale chyba tę stratę uda się powetować łatwiej niż się wydawało. Choć zgrupowanie w Turcji ciągle trwa, to już dziś wiemy, kto jest największym wygranym tego okresu przygotowawczego: Niklas Barkroth. Szwed w obu spotkaniach kontrolnych zaimponował tym, czego mu brakowało jesienią – przebojowością i zwinnością, błyskotliwymi dryblingami i mierzonymi, w pełnym biegu oddawanymi dośrodkowaniami. Gdyby utrzymał tę formę, zostałby motorem napędowym akcji Lecha. Po drugiej stronie na Situma mocno naciska Kamil Jóźwiak. We wtorek zmarnował dwie świetne okazje bramkowe, liczy się jednak to, że potrafi znaleźć się tam, gdzie trzeba. Stylem gry i szybkością bardziej przypomina Barkrotha niż Situma. W odwodzie pozostaje Tymoteusz Klupś.

Pozycja Gytkjaera chyba jest niezagrożona. Duńczyk pozostanie pierwszym wyborem trenera. W meczu przeciwko Bułgarom zmarnował kilka okazji bramkowych, o co w tej fazie przygotowań trudno mieć pretensje. Ważne, że jego forma wydaje się bliska tej, jaką zadziwił w ostatnim meczu 2017 roku. Chobłenko gra inaczej, potrafi wywalczyć piłkę przed polem karnym i zaatakować dynamicznie. Nie można wykluczyć, że trener będzie się decydować na wystawienie obu tych graczy. W meczach kontrolnych tego nie próbował, ale kto wie, czy sytuacja go do tego nie zmusi, gdy trzeba będzie gonić wynik.

Matus Putnocky przeszedł w grudniu artroskopię kolana i nie trenował z drużyną. Dla bramkarza nie ma to na szczęście decydującego znaczenia. Piłkarz utrzymuje się w formie, jest już zdrowy i prawdopodobnie właśnie on stanie w bramce 11 lutego. Gdyby trener zdecydował się na Jasmina Buricia, nie osłabi to drużyny. Pozostali bramkarze to ludzie młodzi, przyszłość dopiero przed nimi.

Nenadowi Bjelicy zarzuca się, że niezbyt ochoczo daje szansę młodym. Do Turcji zabrał sporą ich grupę. Niewątpliwie robią postępy, ale dziś realne szanse na występy w pierwszej drużynie, oprócz Gumnego, ma Jóźwiak. Pozostałym będzie dużo trudniej. Największe wrażenie robi rozwój Wiktora Pleśnierowicza. 16-latek zagrał pół godziny przeciwko Etyrowi nie na swojej nominalnej pozycji, czyli środkowego obrońcy, lecz po prawej stronie. Nie odstawał od kolegów starszych o kilkanaście lat. Taki zawodnik to skarb Lecha. Wielka kariera przed nim.