Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nierówna gra, ale zwycięstwo Lecha w sparingu

włącz .

Zaskakujący brak piłkarskiej jakości, czyli niedokładne podania, proste straty, gapiostwo obrony – to główne przyczyny słabej początkowo postawy Lecha. Grał w nietypowym składzie i przegrywał 1:3. Kiedy na boisko weszli gracze najlepsi, bramki padały już tylko dla Kolejorza. Pokonał Etyr Wielkie Tyrnowo 4:3.

Nie można powiedzieć, że pierwsza jedenastka jest w Lechu wykrystalizowana. Poprzedni sparing rozpoczęła stara gwardia, czyli zawodnicy, którzy grali jesienią. Potem dopiero nastąpiły zmiany. Teraz trener dał od początku szansę wszystkim zimowym nabytkom, a także młodzieży: bramkarzowi Bartoszowi Mrozkowi, Jakubowi Moderowi i Kamilowi Jóźwiakowi. Było to więc zestawienie eksperymentalne, raczej niepowtarzalne.

Mimo tego od początku ujawniła się przewaga Lecha nad jedną ze słabszych drużyn bułgarskiej ekstraklasy. Grał jednak spokojnie, atakował nieśmiało, nie tworzył zagrożenia. Widzieliśmy dużo podań z pierwszej piłki, ale głównie na środku boiska. Aktywny był Kamil Jóźwiak, choć nie mógł on ujawnić swej szybkości. Bułgarzy nie kwapili się z atakami, więc Lech zmuszony był do ataku pozycyjnego. Po 9 minutach Jóźwiak stanął przed dużą szansą, ale będąc blisko bramki kopnął bardzo niecelnie.

Niektóre akcje Lecha dobrze się zapowiadały, były jednak marnowane, czasami już w pierwszej fazie, przez niecelne podania. Było ich nieprzyzwoicie dużo, jakby tacy gracze, jak Dilaver, czy Tetteh uparli się, by zaktywizować przeciwnika. Mecz po 20 minutach nie był już tak jednostronny. Groźnie było po kolejne stracie Lecha, gdy Etyr wyprowadził piłkę prawym skrzydłem, a Dilaver ręką zatrzymał dośrodkowanie. Działo się to tuż przed polem karnym. Przeciwnicy nie wykorzystali rzutu wolnego.

Wykorzystali jednak fatalną postawę Lechowej obrony w 26 minucie. To była prosta i pozornie niegroźna akcja, rozpoczęta długim podaniem. Defensorzy Kolejorza dali się ograć, bułgarski zawodnik znalazł się w dobrej sytuacji i posłał piłkę do bramki obok młodego bramkarza Kolejorza. Już po dwóch minutach był jednak remis. W polu karnym faulowany był aktywny, dobrze utrzymujący się przy piłce Chobłenko, a wykonujący „jedenastkę” Jevtić zupełnie zmylił bramkarza. Po chwili Nenad Bjelica dokonał pierwszych zmian i modyfikacji ustawienia. Obecność na boisku Klupsia spowodowała, że na środku mógł grać Jevtić.

Mecz zrobił się wyrównany, choć Bułgarzy nie popełniali tak wielu błędów, jak Lech, nie notowali tuzinów prostych strat. Zwiększyli posiadanie piłki, starali się ją rozgrywać i zaskakiwać Lecha prostopadłymi podaniami. Wyszli też na prowadzenie, po ładnym strzale z dystansu, w samo okienko. Piłka była nieosiągalna dla Mrozka, a strata gola znów obciąża obronę Lecha. Zbyt łatwo dała się zaskoczyć. Nie tylko w tej akcji, ale i kolejnej, po jeszcze jednej prostej stracie piłki w środku boiska. Bułgarzy dziecinnie łatwo wyprowadzili szybki atak, a rezerwowy Wasielewski popełnił faul w polu karnym. Po pewnym strzale z „jedenastki” zrobiło się 1:3, choć Bułgarzy oddali tylko dwa celne strzały z akcji. Mrozek miał więc pecha. Po przerwie zastąpił go inny młody gracz – Przybysz.

Drugą połowę Lech znów zaczął od optycznej przewagi. Bezproduktywnej, bo nic z niej wynikać nie mogło, grał bowiem jednostajnym tempem i wciąż popełniał błędy. Etyr natomiast postępował tak, jak 11 lutego może zagrać Arka – chował się w obronie, po przejęciu piłki szybko atakował. Dobrze, że szczęście dopisało Kolejorzowi po 5 minutach gry, gdy na uderzenie z dystansu zdecydował się Wasielewski i zdobył filmowego gola rehabilitując się za faul w polu karnym.

Lech miał przewagę, dążył do wyrównania, w polu karnym Etyru kotłowało się. Znów pecha miał Jóźwiak, drugi raz w tym meczu nie wykorzystał „setki”. Zmasowany atak Kolejorza był na rękę przeciwnikowi, który miał miejsce na wyprowadzanie szybkich akcji, a czynił to sprawnie. Po kwadransie Nenad Bjelica dokonał aż 10 zmian wpuszczając na boisko wszystkich swych czołowych graczy, z młodzieży Wiktora Pleśnierowicza i Lech osiągnął jeszcze większą przewagę w polu. Bułgarska drużyna najczęściej skupiała się we własnym polu karnym. Zdarzało się, że obrońcy Lecha podawali sobie piłkę już na połowie rywala.

Przed dobrymi okazjami stanęli Situm i Gytkjaer. Nie wykorzystali ich. Okazji bramkowych było w tej fazie gry dużo więcej niż w pierwszej połowie. Szkoda, że brakowało precyzji i zimnej krwi. Wyrównanie jednak padło, po zamieszaniu bramkowym strzale Situma, rykoszecie, niepewnej interwencji bramkarza. Przewaga Lecha nie malała. Kilka razy mógł wyjść na prowadzenie, gdyby nie niecelne podania. Piłka trafiała tam, gdzie nie było żadnego Lechity. Kolejorz grał z rozmachem, może nawet nonszalancko. Spokojem i pewnością siebie zadziwiał 16-letni Pleśnierowicz, nie odstawał od kolegów, mimo iż grał nietypowo na prawej obronie.

Kilka minut przed końcem Lech wyszedł wreszcie na prowadzenie po akcji skandynawskiej – po indywidualnej akcji podał Barkroth, a z bliska, w charakterystyczny dla siebie sposób gola zdobył Gytkjar.

Skład Lech: Bartosz Mrozek (Bartosz Przybysz) - Robert Gumny (Marcin Wasielewski, Wikotr Pleśniewowicz)), Thomas Rogne (Rafał Janicki), Emir Dilaver (Nikola Vujadinovic), Piotr Tomasik (Wołodymyr Kostewycz) - Abdul Aziz Tetteh (Łukasz Trałka), Jakub Moder (Tymoteusz Klupś, Mario Situm)), Radosław Majewski (Maciej Gajos) - Darko Jevtić (Mihai Radut), Ołeksyj Chobłenko (Christian Gytkjaer), Kamil Jóźwiak (Niklas Barkroth).