Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wielkie przebudzenie Lecha. Dobry mecz na koniec roku

włącz .

Gdyby Lech w kilku poprzednich meczach grał tak, jak przeciwko Termalice, bezapelacyjnie liderowałby w ekstraklasie, byłby głównym faworytem do mistrzostwa. Mimo pewnego zwycięstwa, można odczuwać lekki niedosyt z powodu nieskuteczności. Bramek powinno być dużo więcej, a Gytkjaer, który ustrzelił hat tricka, mógł poważnie zbliżyć się do czołowych ligowych strzelców.

Mecz zaczął się od gwizdów, jakimi kibice potraktowali akcję w 4 minucie, gdy przed obrońców z piłką wyskoczył Gytkjaer, ale bramki zdobyć nie potrafił. To nie była jedyna jego w tym meczu okazja bramkowa. Miał ich co nie miara. Gdyby w bramce gości stał ktoś inny niż Jan Mucha, byłoby łatwiej. Słowak wielokrotnie ratował swoją drużynę. Fantastycznie obronił nie tylko strzał Gytkjaera, ale także uderzenie głową Dilavera.

Mecz był żywy, ciekawy do oglądania, bo Termalika nie kalkulowała, nie nastawiła się na kontrataki, ale odważnie atakowała. Była niezła w obronie, w przechwytywaniu piłek. Nie potrafiła jednak grać takim pressingiem, jaki pierwszy raz od dawna zastosował Lech. Naciskał na mających piłkę obrońców, starał się utrudniać im rozegranie, zmuszać do błędów. Wynik meczu otworzył Gytkjaer kończąc strzałem z pierwszej piłki błyskawiczną akcję Lecha. Goście byli tym kompletnie zaskoczeni, Mucha ani drgnął, gdy piłka go mijała w drodze do siatki.

Nie minęły dwie minuty, a było 2:0. Opłacił się pressing. Jevtić przechwycił piłkę, trafiła ona do Gytkjaera, który wyszedł sam na sam z Muchą i pewnie strzelił obok niego. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Lech tak wysoko prowadził. Natychmiast złapał luz, grał swobodnie. Właśnie tego było mu potrzeba. Nie rezygnował z pressingu, miał kolejne okazje bramkowe. Po przerwie grał z jeszcze większą pewnością siebie. Łatwo dochodził do dobrych sytuacji, nie potrafił ich jednak wykorzystać. Wydawało się, że kolejne bramki to kwestia czasu, Termalika już się nie podniesie.

Wszystko zmieniło się w ostatnim kwadransie. Goście, po stałym fragmencie gry zdobyli gola kontaktowego. Potwierdziło się, że 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik. Od razu zrobiło się nerwowo, bo specjalnością Termaliki jest odwracanie wyników w samej końcówce. Nie raz ratowała w ten sposób punkty. Jak było do przewidzenia – ruszyła do przodu i zapowiadało się na nerwową końcówkę. Trwało to na szczęście tylko kilka minut – do czasu, aż Gytkjaer wjechał z piłką w pole karne i mijał obrońców, którzy bali się spowodować rzut karny. Duńczyk znalazł trochę miejsca i zaskoczył Muchę spokojnym strzałem w długi róg.

W ten sposób Gytkjaer zaliczył pierwszego hat tricka w barwach Kolejorza. To nie oznacza, że nie trzeba już wzmacniać ataku. Wprost przeciwnie. Hat tricka ustrzelił, ale powinny być co najmniej dwa w jednym meczu. Duńczyk zmarnował wiele innych dobrych okazji, a klasa Muchy nie jest jedynym tego wytłumaczeniem. Snajperskiego szczęścia nie miał też Jevtić. W polu grał dobrze, ale uderzał niecelnie. Rozrzut był duży, przeważnie piłka frunęła kilka metrów nad poprzeczką. Nie zmienia to faktu, że zwycięstwo piłkarzy Lecha było zasłużone. Nareszcie było widać, że gra w piłkę sprawia im przyjemność.

Lech Poznań – Bruk-Bet Termalika Nieciecza 3:1

Bramki: Gytkjaer(36, 38, 80) - Putiwcew (74)

Żółte kartki: Situm - Piątek, Putiwcew, Stefanik, Janjatović.

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Rafał Janicki, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Łukasz Trałka (55. Abdul Aziz Tetteh), Maciej Gajos, Mihai Radut - Darko Jevtić, Christian Gytkjaer (88. Nicki Bille), Mario Situm (77. Kamil Jóźwiak).

Bruk-Bet Termalika: Jan Mucha - Mateusz Kupczak, Artem Putiwcew, Akos Kecskes (89.Szczepan Kogut), Vitalijs Maksimenko - Łukasz Piątek, Dejan Janjatović (81. Martin Miković) - Bartosz Śpiączka, Samuel Stefanik, Roman Gergel (65. David Guba) - Gabriel Iancu.

Widzów: 8,1 tys.