Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech żegna kiepski rok. Oby zwycięstwem

włącz .

Nadszedł dzień, którego piłkarze Lecha nie mogli się doczekać. Trzeba pomęczyć jeszcze trochę siebie i ludzi, którzy ich grę oglądają, i można wziąć rozbrat z piłką na kilka tygodni. Nie wiadomo, co przyniesie nowy rok, ale gorzej niż ostatnio chyba nie będzie. Nie wszyscy piłkarze, którzy za chwilę zaczną urlop, wrócą do Poznania. Niektórzy dali tu z siebie wszystko i teraz muszą poszukać szczęścia gdzieś indziej. Mecz z Termaliką będzie ich pożegnaniem z Lechem.

Jednym z nielicznych piłkarzy Lecha, którzy mają prawo określić rundę jesienną sezonu 2017/2018 jako udaną, a nawet przełomową dla jego kariery, jest Robert Gumny. Po powrocie z wypożyczenia do Podbeskidzia nastolatek przebojem wdarł się do pierwszego składu i został podstawowym zawodnikiem. Jak przyznaje, na tak wiele nie liczył. Sprowadzony na prawą obronę w miejsce Tomasza Kędziory Emir Dilaver został w związku z tym przesunięty do środka, zresztą z korzyścią dla drużyny, co potwierdził w środę w Lubinie.

Gumny czynił postępy niemal z meczu na mecz, ale ostatnio poszedł w ślady starszych kolegów. Przegrywał pojedynki, niecelnie podawał, podejmował złe decyzje. To z jego błędu wyniknął rzut karny, na szczęście anulowany. – Zima to dla nas wszystkich słaby okres, w takie zimno nie chce się nawet wychodzić na boisko. Palce zamarzają, trzeba poczekać z 15 minut na przyzwyczajenie się do takich warunków – mówi młody obrońca. Przyznaje, że dla drużyny ostatni okres był nieciekawy. Runda mogła się lepiej potoczyć. Co prawda porażek było mało, ale zbyt często drużyna remisowała.

Lech koniecznie musi z Termaliką wygrać, by nie oddalić się jeszcze bardziej od ligowej czołówki, ale przeciwnik nie przyjedzie po to, by nie podjąć walki. Też będzie chciał w dobrym nastroju zakończyć rozgrywki w 2017 roku. Zimowe warunki, przedświąteczne obowiązki, zniechęcenie nieskutecznością i niemocą Lecha spowodują, że na trybunach zasiądzie ledwo kilka tysięcy najwierniejszych kibiców. Zapowiada się najniższa frekwencja w tym roku. Mecz wcale nie musi być jednak nieciekawy. Do tej pory Lech dobrze sobie radził z drużyną z Niecieczy, która jednak za każdym razem starała się stawić opór.

Tylko Maciej Makuszewski, który w piątek przeszedł w Rzymie udany zabieg rekonstrukcji więzadeł, wykluczony jest z gry. Trener ma więc duży wybór. Ostatnio zastosował rotację. W Lubinie na boisku znaleźli się piłkarze, którzy mieli dłuższy rozbrat z podstawowym skladem: Situm, Tetteh, Majewski, Rakels. Chorwat i piłkarz z Ghany nie zawiedli. „Maja” nieźle zaczął, ale potem przestał być widoczny, nie odnalazł się w roli kreatora gry Lecha. Rakels kolejny raz potwierdził, że jego obecność w tej drużynie to nieporozumienie.

– Darko Jevtić odczuwa zmęczenie, ale to ostatni mecz, więc nie trzeba ani jego, ani nikogo innego oszczędzać. W Lubinie początek mieliśmy dość dobry,  potem znów zaczęła nas zawodzić kreatywność naszych piłkarzy. Brakuje nam świeżości, co jest normalne o tej porze roku. Nie wychodził nam pressing. Organizacja gry defensywnej było dobra, ale nie radziliśmy sobie w ofensywie. Nie mieliśmy wielu okazji bramkowych. Piłkarze, którzy wchodzili na boisko w trakcie meczu, niczego dobrego do naszej gry nie wnieśli – ocenia Nenad Bjelica.

Termalika plasuje się na dwunastej pozycji w tabeli i do Lecha, będącego na miejscu czwartym, traci 12 punktów. Murowanym faworytem jest więc Kolejorz, ale typując wynik meczu trzeba wziąć pod uwagę jego ofensywną nieporadność. Nawet w spotkaniach przeciwko słabym drużynom męczy się niemiłosiernie. Napastnik nie otrzymuje podań, których przyjęcie leżałby w jego możliwościach. Drużyna nie ma kreatora gry. Darko Jevtić najczęściej zagraża bramkarzom rywali, ale zwykle po indywidualnych zrywach i uderzeniach z dystansu. Termalika z ostatnich wyjazdów nie przywiozła punktów, mierzyła się jednak z mocnymi rywalami. Jej specjalnością jest strzelanie goli w ostatnich minutach.