Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech za mocny, by przegrać, ale za słaby, by wygrać

włącz .

Na przełamanie ofensywnej niemocy Lecha, trwającej już cztery miesiące, trzeba poczekać co najmniej do lutego. Kolejorz nie grał źle w Lubinie. Twardo postawił się będącemu na fali Zagłębiu. Zneutralizował strzelającego gola za golem Świerczoka. Gdyby miał zawodników potrafiących zdobywać bramki, wygrałby ten mecz, bo był aktywny w ataku, miał swoje okazje. Jeśli siła ofensywna zespołu zimą nie zwiększy się, sezon trzeba spisać na straty.

Wydawało się, że w sytuacji, gdy Lech stracił Makuszewskiego, typowego skrzydłowego, w składzie znajdzie się miejsce dla Jóźwiaka. Nic z tego. Trener wolał przesunąć na bok boiska Jevticia, którego miejsce na środku boiska zajął Majewski. Na drugim skrzydle pojawił się, po długiej nieobecności spowodowanej kontuzją, Situm. Na ławce tym razem zasiadł Gytkjaer, od początku meczu w ataku grał Rakels, który nie jest typową „dziewiątką” i równie dobrze mógł się pojawić na skrzydle.

Pierwsze minuty były wyrównane, jedna i druga drużyna próbowała rozgrywać piłkę w środku boiska. Gra nie była płynna, bo każda akcja kończyła się nieudanym zagraniem, prostym błędem. Po kilku minutach Lechowi udało się przeprowadzić bardzo ładny atak, z kilkoma podaniami, wymianą piłek pod polem karnym. Szkoda, że zabrakło strzału, bo w paradę sobie weszli Majewski i Rakels. Było widać, że rzadko razem grają. „Maja” na początku pokazał kilka ładnych akcji, głównie po lewej stronie, z udziałem Situma. Potem był mało widoczny.

Po 10 minutach do głosu doszło Zagłębie, które nie pokazało ładniejszych akcji niż Lech, ale przynajmniej kończyło je celnymi uderzeniami. Nie zaskoczyły one na szczęście Putnocky’ego. Najwięcej musiał się napracować broniąc strzały głową po rzutach rożnym. Żadna z drużyn nie uzyskiwała przewagi. Do Lecha można mieć pretensje za nadmierną nerwowość, której wynikiem były proste straty, złe podania. Ambitnie, ale niedokładnie grał często mylący się Gumny. Lech często strzelał, ale zaliczał kolejne pudła. Niektóre próby zakrawały na kompromitację.

Zagłębie grało twardo, nie patyczkowało się z piłkarzami Lecha. Skutki tego odczuli Gumny, Kostewycz, a zwłaszcza „wycięty” przez Balicia Jevtić. Gospodarze sprawiali wrażenie silniejszych fizycznie. Lepiej sobie radzili w pojedynkach o górne piłki, co miało znaczenie przy rzutach rożnych. Putnocky jeden ze strzałów obronił z najwyższym trudem. W odpowiedzi Lech przeprowadził jeden z ciekawszych ataków w pierwszej połowie i oddał pierwszy celny strzał. Bramkarza Zagłębia mocnym uderzeniem starał się zaskoczyć Jevtić. Lech grał nierówno. Niektóre jego akcje były dynamiczne, dość płynne, ale chwilę później „popisywał się” bojaźliwymi wycofaniami piłki z połowy boiska do bramkarza, który kopał byle dalej.

Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowo, gdy tuż przed jej końcem Zagłębie zdobyło się na szybki atak i piłka wpadła do bramki Lecha. Gol ten nie został jednak uznany, spalony był ewidentny. Dla odmiany tuż po przerwie o centymetry od gola był Lech. Po rzucie rożnym celny i mocny strzał głową oddał Trałka. Bramkarz Polacek obronił z najwyższym trudem, a w pobliżu nie było gracza gości, który wepchnąłby odbitą piłkę do bramki. Lech drugą połowę zaczął aktywnie, nacisnął gospodarzy. Jego poczynania kończyły się niestety, jak zwykle, przed polem karnym. Brakowało finalizacji dobrze zapowiadających się akcji.

Po 20 minutach drugiej połowy bardzo kosztowny błąd popełnił Gumny. Był na skrzydle przy piłce, mógł z nią zrobić wszystko. Bawił się w zwody, dopuścił się dziecinnie prostej straty, piłka powędrowała w pole karne, gdzie o nią walczyli Dilaver i Pawłowski. Zawodnik Zagłębia teatralnie padł, a sędzia wskazał rzut karny. Sytuacja była co najmniej wątpliwa, nie obyło się więc bez weryfikacji i sędzia musiał błędną decyzję zmienić. VAR, który dotychczas bywał przekleństwem Lecha, w tym meczu pomógł mu.

Na prawej stronie boiska Lech spisywał się źle. Błędy popełniał wyraźnie zmęczony rundą jesienną Gumny, Jevtić najczęściej schodził do środka. Po drugiej stronie boiska dobrze sobie radził Situm, a potem jego zmiennik Jóźwiak, wspierał ich Kostewycz. Piłkarze Zagłębia nie wykorzystywali słabości Lecha, wyporowadzali piłkę z obu stron, a jeszcze częściej środkiem, gdzie sędziego nabierał efektownie przewracający się Pawłowski, zarabiający stałe fragmenty gry.

W ostatnich minutach Zagłębie przycisnęło, raz po raz groźnie atakowało. Lech bronił się i był zbyt słaby, by skontrować gospodarzy. Trener wymienił trzech ofensywnych piłkarzy, ale Gytkjaer, Barkroth i Jóźwiak byli zupełnie bezproduktywni. Na domiar złego Dilaver zderzył się z interweniującym Putnockym, co bramkarz boleśnie odczuł, trzeba było udzielać mu pomocy. Sędzia przedłużył mecz aż o 8 minut, co nie było dobrą wiadomością dla Lecha, który wyraźnie osłabł w końcówce, ograniczał się do obrony, momentami rozpaczliwej, bo nie było prób skarcenia szybkim atakiem nacierającego przeciwnika. Ostatnie minuty trzeba było przetrwać w osłabieniu, bo Janicki uniemożliwiał rywalom wykonanie rzutu wolnego, za co obejrzał drugą żółtą.

W samej końcówce bohaterem meczu mógł zostać Barkroth. Lechowi udało się wreszcie przejść na połowę Zagłębia i po pierwszym od długiego czasu składnym ataku Szwed znalazł się w idealnej sytuacji. Strzelił jednak bezmyślnie, w miejsce, gdzie stali obrońcy. Piłka wróciła do niego, ale drugi strzał kompromituje go jeszcze bardziej Ta akcja podkreśliła ofensywną niemoc Lecha wynikającą z „klasy” piłkarzy sprowadzonych latem do Poznania.

Zagłębie Lubin – Lech Poznań 0:0

Żółte kartki: Balić, Czerwiński – Rakels, Trałka, Janicki

Czerwona kartka: Janicki (za dwie żółte).

Zagłębie: Martin Polacek - Alan Czerwiński, Lubomir Guldan, Bartosz Kopacz, Sasa Balić - Krzysztof Janus (52. Patryk Tuszyński), Adam Matuszczyk - Filip Jagiełło, Łukasz Janoszka, Bartłomiej Pawłowski - Jakub Świerczok.

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Rafał Janicki, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski (63. Nicklas Barkroth) - Darko Jevtić, Deniss Rakels (76. Christian Gytkjaer), Mario Situm (57. Kamil Jóźwiak).

Widzów: 7,5 tys.