Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mecz przyjaźni bez faworyta

włącz .

Cracovia to jedna z nielicznych drużyn, którą Lechowi udało się pokonać na wyjeździe. W zaplanowanym na niedzielę rewanżu wcale nie będzie łatwo. Przeciwnik gra teraz znacznie lepiej, niż w momencie, gdy pracę tam zaczynał Michał Probierz, a Lechowi ciągle daleko do normalnej formy. W tym meczu nie ma faworyta. Lech być może będzie musiał sobie radzić bez dwóch najlepszych skrzydłowych.

Maciej Makuszewski zmaga się z drobnym urazem. Nie wiadomo, czy do niedzieli zdąży się całkowicie wykurować. Trener Lecha liczy się z absencją tego piłkarza. Wówczas „Maki” byłby całkowicie gotów do gry, ze świeżymi siłami, już w środę, gdy Kolejorz w Lubinie zmierzy się z Zagłębiem. Także Mario Situm jeszcze nie odzyskał stuprocentowej dyspozycji, choć trzy dni przed meczem Nenad Bjelica nie wykluczał, że jego rodak znajdzie się w drużynie. Do zdrowia wrócił natomiast Nikola Vujadinović i trener będzie mógł wreszcie wziąć go po uwagę, o ile zechce zmienić zestawienie defensywy.

Trener Lecha utrzymuje, że nieprawdą jest, jakoby brakowało postępów w powrocie drużyny do pełni formy. W Gliwicach zagrała przecież dużo lepiej niż w meczu przeciwko Sandecji. Potrafiła stworzyć kilka dobrych okazji bramkowych, dwukrotnie piłka zatrzymała się na poprzeczce, bramkarz z trudem bronił groźne strzały z dystansu. – Nasza defensywa zagrała perfekcyjnie. Z postawy ofensywy też jestem zadowolony, zabrakło tylko skuteczności – przekonuje Nenad Bjelica.

Zwraca uwagę, że nie pierwszy raz w przeciwnym zespole najlepszym graczem był bramkarz. Podobnie zdarzyło się w Białymstoku, wcześniej w domowym spotkaniu przeciwko Sandecji, także w meczu przeciwko Wiśle. – Gdyby nie ta okoliczność, mielibyśmy teraz 8 punktów więcej – twierdzi trener. W ubiegłym sezonie Lech strzelił niemało goli z rzutów karnych. Teraz sędziowie ich nie dyktują. – Jestem pewny, że znów zaczniemy strzelać bramki. Trzeba tylko dbać o dobrą organizację gry i taktyczną dyscyplinę. Skuteczność wróci – nie kryje optymizmu Nenad Bjelica.

Na nieskuteczność Lecha wpływ ma to, że wszyscy napastnicy mieli długie przerwy w grze. Gytkjaer, z powodu zawirowań organizacyjnych w TSV Monachium, odpoczywał pół roku. Nicki Bille i Rakels leczyli poważne kontuzje, mieli długi rozbrat z boiskiem. Trener nie wyjaśnił, jak to się stało, że do klubu trafili napastnicy nieprzygotowani do gry na wysokim poziomie, pozbawieni rytmu meczowego. – To były nasze decyzje. Teraz musimy okazać tym piłkarzom zaufanie, zaakceptować ich grę – tłumaczy i dodaje, że wszyscy oni chcą dawać drużynie jak najwięcej, strzelać bramki, bo to zapewnia im wielką radość, ciężko na to pracują. Drużyna nie będzie się poddawać. Zamierza walczyć do końca.

Błędy zostały jednak popełnione, niezależnie od tego, jak to tłumaczy trener. Drużyna nie została kompetentnie zbudowana ani dobrze przygotowana do sezonu. Nie tylko skuteczności jej brakuje. Także szybkości, świeżości, agresywności, pewności siebie. Najlepiej to było widać na tle grającego z dużym entuzjazmem Górnika Zabrze. Kiedy cały zespół sprawia wrażenie przytłoczonego obecną sytuacją, a żaden piłkarz (może z wyjątkiem Gumnego) nie gra lepiej niż rok temu, a zwłaszcza wiosną, to trudno się dziwić, że tak trudno przychodzi zdobywanie bramek.

Na meczu przyjaźni, mimo grudniowych chłodów i zawodu, jaki kibicom sprawiają piłkarze, można się spodziewać 25-tysięcznej widowni. Jednak połowę obecnych na trybunach będą stanowić dzieci, które zjadą na Bułgarską w ramach akcji „Kibicuj z klasą”. Organizowana jest ona po raz dziesiąty. Nie zawiedli gminni urzędnicy dbający o transport, pracownicy domów dziecka, nauczyciele. Dzięki nim na stadionie zagości ok. 12 tysięcy dzieci, a duża ich część pokaże się tu po raz pierwszy.