Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Przełamali się, ale nie zachwycili

włącz .

Po prawie dwóch miesiącach Lech wreszcie wygrał. Pokonanie u siebie Wisły Płock nie jest dużym wyczynem. Niewiele brakowało, by nie było i tego, bo gra Kolejorza była zła, a momentami fatalna. Drużyna ciągle nie może się pozbyć bojaźliwości, nie jest kreatywna. Do żadnego z kolejnych spotkań nie przystąpi jako faworyt.

Marzeniem Lecha było jak najszybsze strzelenie bramki, czyli pozbycie się presji. W ostatnich meczach radził sobie tylko przez 10 minut, a kiedy gole nie padały, z minuty na minutę zespół gasł. W pierwszym fragmencie spotkania nie było dużego zagrożenia dla płockiej bramki. Goście skrócili pole gry, zmusili Kolejorza do rozgrywania piłki, a w tym on mocny nie jest. Brakowało mu przyspieszenia, wygrywania indywidualnych pojedynków, celności w podaniach.

Nie wiadomo, jak by się potoczył ten mecz, gdyby w bramce Wisły nie stał Seweryn Kiełpin. Nie jest to pewny punkt swojej drużyny. Kiedy Lechowi zabrakło pomysłów na skonstruowanie akcji ofensywnej, piłkę przejął Makuszewski, zszedł do środka i oddał strzał, który mógł przynieść dobry skutek tylko przy szczęśliwym zbiegu okoliczności. Bramkarz gości, choć piłka leciała prawie w środek bramki, nie zatrzymał jej, być może przez to, że odbiła się od murawy myląc go.

Lech miał prowadzenie, mógł grać spokojniej, pokusić się o kontrę. Wisła musiała atakować, ale to ona wyprowadziła popisowy kontratak ośmieszając kilkoma szybkimi podaniami defensywę gospodarzy. Piłka trafiła na koniec do Semira Stilicia, który nie miał najmniejszych problemów ze zdobyciem gola. Bośniak nie cieszył się. Okazał szacunek klubowi, w którym spędził cztery bardzo dobre sezony, był gwiazdą, zdobywał trofea.

Nadzieją dla Lecha była druga połowa. Można się było spodziewać frontalnego natarcia, takiego jak w meczu z inną Wisłą, krakowską. Słabość gości w defensywie sprawiła, że nie było to konieczne. Lech co prawda nie tworzył zagrożenia, ale ma w składzie Jevticia. Nie grał tego dnia dobrze, raz za razem przegrywał dryblingi, łatwo tracił piłkę, ale ma to, co Stilić – jednym zagraniem potrafi zmienić przebieg meczu.

Szwajcar pod koniec pierwszej połowy potężnie uderzył z dużej odległości. Niespodziewanie piłka sprawiła Kiełpinowi wielkie problemy, z trudem sparował ją na poprzeczkę, wyszła w pole, a czekający na nią Gytkjaer łatwo pokonał bramkarza. Niestety, kiedy Jevtić oddawał strzał, Duńczyk był na pozycji spalonej i gol uznany nie został. Chwilę później, tuż przed gwizdkiem kończącym pierwsze 45 minut, Jevtić znów znalazł się w centrum uwagi. Wykonał kapitalne, dalekie, ale bardzo dokładne podanie do Raduta. Ten zagrał w pole karne, gdzie błąd popełnił obrońca Uryga, a Gytkjaer z bliska wepchnął piłkę do bramki.

Duńczyk grał lepiej niż w poprzednich meczach, bo i otrzymywał więcej prostopadłych podań, i to nie górnych, ale po ziemi. Wciąż jednak nie jest to napastnik, dzięki którmu Lech zbliży się do mistrzostwa. Chcąc wygrywać, Lech musi liczyć na skuteczność innych piłkarzy. W drugiej połowie Gytkjaer poprosił o zmianę, bo został trafiony w mięsień i poruszał się z trudem. Wszedł za niego Nicki Bille, który pograł jeszcze krócej, zszedł z boiska z urazem twarzy. Trzecim w tym meczu napastnikiem Lecha był Rakels. Nie błysnął niczym szczególnym.

W drugiej połowie Lech grał na utrzymanie wyniku. Jego grę oglądało się bez przyjemności, za to z niepokojem, bo Wisła dążyła do wyrównania, a ma piłkarzy, który w ofensywie dużo potrafią. Aż się prosiło, by zamknąć spotkanie strzelając gościom jeszcze jedną bramkę. Było kilka prób, ale obecny Lech to cień drużyny z poprzedniego sezonu. Ratował się stosując pressing, uniemożliwiając przeciwnikom wyprowadzanie piłki z własnej połowy. Kiedy udawało się ją przejąć, brakowało spokoju w rozegraniu ataku, celnych podań, a przede wszystkim strzałów.

Lech Poznań – Wisła Płock 2:1 (2:1)

Bramki: Makuszewski (13), Gytkjaer (45) – Stilić (36)

Żółte kartki: Radut - Stefańczyk, Furman

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Rafał Janicki, Wołodymyr Kostewycz - Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Mihai Radut (84. Nicklas Barkroth) - Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer (61. Nicki Bille (71. Deniss Rakels)), Darko Jevtić.

Wisła: Seweryn Kiełpin - Cezary Stefańczyk, Alan Uryga, Adam Dźwigała, Kamil Sylwestrzak (87. Jakub Łukowski) - Dominik Furman, Damian Szymańki - Giorgi Merebashvili, Semir Stilić (81. Kamil Biliński), Nico Valera (70. Konrad Michalak) - Jose Kante.

Widzów: 13,5 tys.