Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Ruch rozjechany w kwadrans

włącz .

Powtórzyła się sytuacja z meczu z Górnikiem. Fatalnie grający Lech był na najlepszej drodze do odniesienia zasłużonej porażki. Potrafił jednak w niezwykły sposób odwrócić losy spotkania rzucając dobrze spisującego się i mającego wydarzenia pod kontrolą rywala na kolana i doprowadzić kibiców do euforii. Wydaje się, że przyczyna zadziwiających wahań formy zawodników Kolejorza tkwi w ich mentalności. Od dawna nie udało im się rozegrać całego dobrego spotkania. Kiedy wygrywają, to po zrywach trwających najwyżej jedną połowę spotkania.

Mecz mógł się rozpocząć dla Ruchu wspaniale, ale to Lech na początku się cieszył. Już w 3. minucie goście łatwo doszli do dobrej sytuacji strzeleckiej. Obrońca Stawarczyk, który miał przed sobą pustą bramkę, dokonał niemożliwego – odbił piłkę tak niefortunnie, że wpadła ona w ręce bezradnego już Macieja Gostomskiego. Kilka minut później Lech posłał piłkę ponad głowami wysoko ustawionych obrońców. Doszedł do niej Teodorczyk. Chciał strzelić głową, piłka otarła się o ucha piłkarza, spadła mu na bark, a potem długo, bardzo długo turlała się w stronę bramkę, aż się do niej wtoczyła.

Jeszcze szybciej, niż uzyskał prowadzenie, Lech stracił Huberta Wołąkiewicza. W starciu z rywalem doznał złamania żuchwy, o czym wtedy jeszcze nie wiedział i w takim stanie potrafił biegać do końca pierwszej połowy. W tym roku już go na boisku nie zobaczymy. Na domiar złego Lech stracił też bramkę. Obrońcy, a szczególnie Kebba Ceesay zachowali się fatalnie i Grzegorz Kuświk mógł wyrównać stan meczu. Od pozycji spalonej dzieliły go centymetry.

W tym momencie wydawało się, że mecz się dla Lecha skończył. Grał tak, jakby piłkarze udawali, że są jeszcze na boisku. Nie mieli pojęcia, jak rozegrać piłkę, więc wykopywali ją do przodu, byle dalej, gdzie nie było nikogo z kolegów. Celował w tym Ceesay, najsłabszy zawodnik Lecha. Kolejny błąd popełnił po przerwie. Odpuścił pilnowanie przeciwnika i Ruch mógł rozegrać szybki, prosty atak, z klasycznym wychodzeniem na pozycję i szybkim strzałem z pierwszej piłki, nie do obrony dla Gostomskiego.

Można było podziwiać kibiców Lecha, którzy nie gwizdali, lecz konsekwentnie wspierali swoich piłkarzy, na przekór temu, co oglądali na boisku. Dali dobry przykład zaproszonym przez siebie na stadion gimnazjalistom, przybyłym w liczbie ok. 7 tysięcy. Młodzi kibice nie byli zachwyceni tym, co w tym momencie oglądali. Lech był zupełnie bezradny, grał bez koncepcji, podawał niecelnie. Boisko przy ulicy Bułgarskiej znajduje się w stanie katastrofalnym, choć z daleka na takie nie wygląda. Lech stosował jednak krótkie podania na kilku metrach kwadratowych. Próbował grać kombinacyjnie, ale nie miało to żadnego sensu. Próbował posyłać długie piłki do Teodorczyka, ten jednak był najczęściej na pozycji spalonej. Natomiast Ruch pokazywał prostą, niewyszukaną, ale ładną dla oka i szybką, a przede wszystkim skuteczną grę. Potrafił kilkoma podaniami na pełnej szybkości zgubić poznańską obronę. Znów się okazało, że nie potrzeba wielkich gwiazd, jeżeli ma się mądrego trenera, a w dodatku potrafi się słuchać jego zaleceń.

Wydawało się, że Lech zanotuje kolejną klęskę, bo nic nie zapowiadało przełomu, nawet wejście na boisko Murawskiego i Claasena, którzy dostosowali się poziomem gry do kolegów i żałosny, denerwujący spektakl w wykonaniu Lecha trwał w najlepsze. To, co wydarzyło się w ostatnim kwadransie spowodowało, że nudny i jednostronny mecz zamienił się w wydarzenie dramatyczne, emocjonujące, wywołujące euforię na trybunach. Najpierw gola zdobył Murawski dobijając piłkę po obronie przez bramkarza silnego strzału Teodorczyka. Kolejorz poszedł do przodu, a Ruch czyhał na kontrę, więc mecz stał się wspaniałym widowiskiem. Prowadzenie Lechowi dał pięknym strzałem Lovrencsics.

Wtedy już Ruch nie miał niczego do stracenia i ruszył do przodu, a za kontrowanie zabrał się Lech. Było blisko podwyższenia rezultatu, gdy w słupek uderzył wprowadzony na ostatnie 10 minut Ślusarski. Tuż przed końcem Lech dobił rywala, gdy będący bez formy Claasen otrzymał piłkę będąc przed pustą bramką. Nie miał szans tego zmarnować.

Lech Poznań - Ruch Chorzów 4:2 (1:1)
Bramki: 1:0 Teodorczyk (8), 1:1 Kuświk (37), 1:2 Kuświk (59), 2:2 Murawski (78), 3:2 Lovrencsics (83), 4:2 Claasen (90)
Widzów: 24436
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Żółta kartka: Tymiński
Lech: Maciej Gostomski -  Hubert Wołąkiewicz (46. Daylon Claasen), Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Dimitrije Injac (57. Rafał Murawski), Łukasz Trałka - Mateusz Możdżeń, Kasper Hamalainen, Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk (82. Bartosz Ślusarski)
Ruch: Michał Buchalik - Marek Szyndrowski, Marcin Malinowski, Piotr Stawarczyk, Daniel Dziwniel - Łukasz Surma, Łukasz Tymiński (74. Adrian Mrowiec) - Jakub Smektała, Filip Starzyński, Łukasz Janoszka - Grzegorz Kuświk (77. Maciej Jankowski)

Fot. Patryk Pindral