Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bezradny Lech przegrał w Zabrzu. Nie potrafi zdobywać bramek

włącz .

Lech przegrał z beniaminkiem ekstraklasy, bo był drużyną gorszą od niego. Piłka nożna nie polega na wymianie podań i spokojnym przemieszczaniu się po boisku ale na strzelaniu goli. Górnik to potrafi, niewiele potrzebował do ośmieszenia defensywy gości. Lech uzyskiwał przewagę w posiadaniu piłki, cóż jednak z tego, skoro wciąż jest żałośnie nieskuteczny. Nie wygrał pięciu kolejnych wyjazdowych meczów.

Trener Lecha nie stosuje ostatnio rotacji w składzie. Uznał, że drużyna, którą wybrał na poprzedni mecz, zdała egzamin, więc dokonał tylko jednej zmiany. Do pełni zdrowia wrócił Rafał Janicki, który zastąpił Lasse Nielsena. Skład nie ma jednak znaczenia, gdy we znaki daje się pech połączony z brakiem umiejętności zdobywania bramek. W ubiegłym sezonie Lech strzelał gola za golem z rzutów karnych. W tym sytuacja się odwróciła i nie przydają się nawet bramkarskie umiejętności Putnocky’ego.

Mecz od początku toczył się pod kontrolą Lecha. Częściej był przy piłce, konstruował akcje z wieloma podaniami, najczęściej atakował lewą stroną boiska, gdzie operował Jevtić. Górnik natomiast grał po swojemu. Oddał gościom inicjatywę, ale po każdym przechwycie błyskawicznie przystępował do ataku. Lechowi trudno było powstrzymywać szybkie akcje, w dodatku już na początku musiał bronić się przed rzutami rożnymi.

Wydawało się, że Lech panuje nad przebiegiem wydarzeń, ale po 10 minutach sędzia po starciu w polu karnym dopatrzył się faulu Janickiego i wskazał na rzut karny. Sytuacja wcale nie była jednoznaczna, ale weryfikacji wideo się nie doczekaliśmy, a Angulo pewnym strzałem pokonał Putnocky’ego. W kolejnym spotkaniu gole Lechowi strzelają czołowi ligowi snajperzy – Robak, Paixao, Angulo. Kolejorz w tym sezonie nie ma takich napastników, dlatego trudno mu o zwycięstwa w spotkaniach, w których ma przewagę.

Przewagę miał też w Zabrzu, bo od razu przystąpił do odrabiania straty. Łatwo przemieszczał się pod pole karne przeciwnika, ale strzałów prawie nie było. Wszystkie ofensywne próby paliły na panewce, w dodatku trzeba było strzec się groźnych kontr Górnika. Nieskuteczność Lecha miała wymierną cenę, bo gospodarzom strzelanie goli przechodziło dziecinnie łatwo, nie tylko po kontrach. Potrafił umiejętnie rozegrać atak pozycyjny. Piłka krążyła po obwodzie, aż na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Żurkowski i zasłonięty Putnocky znów nie miał niczego do powiedzenia.

Co z tego, że Lech uzyskał przewagę, ładnie (choć zbyt wolno) wymieniał podania, skoro futbol polega na strzelaniu goli, a w tym sezonie tego zwyczajnie nie potrafi. Gytkjaer znów bezproduktywnie biegał między obrońcami, nie uczestniczył w grze kombinacyjnej, bo nie potrafił dobrze przyjąć i szybko oddać piłki, to przekracza jego umiejętności. Czasami mylił kolegów, pozbawiał ich podań. Makuszewski decydował się na uderzenia z dystansu, gdy było oczywiste, że gola w ten sposób nie zdobędzie. Lech przegrywał bezpośrednie starcia, bo piłkarze Górnika byli bardziej zdecydowani, szybciej startowali do piłki.

Stałe fragmenty są w tym sezonie mocną stroną nie tylko Górnika, ale i Lecha. Właśnie w ten sposób zdobył kontaktowego gola. Stało się to chwilę po taktycznej zagrywce stosowanej przez Bjelicę w trzecim kolejnym meczu. Obrońcę Gumnego zastąpił skrzydłowy Rakels, a chwilę potem, po rzucie rożnym, do piłki dopadł Gytkjaer i z bliska wbił ją do bramki. Duńska strzelecka niemoc została więc wreszcie przełamana. Zaczął się okres miażdżącej przewagi Lecha. Zamknął rozpaczliwie broniącego się Górnika w polu karnym, tworzył groźne sytuacje, znów jednak pojawiły się problemy ze skutecznością. Taka desperacja jest niebezpieczna, bo Górnikowi nie było potrzeba wiele do wyprowadzenia groźnych kontr. Po kilku szybkich podaniach Putnocky bywał w niebezpieczeństwie.

W taki właśnie sposób Lech stracił trzeciego gola. Zapędził się do ataku, gdzie walkę o piłkę dziecinnie łatwo przegrał Majewski. Górnik zagrał po swojemu – dwa szybkie podania, Angulo znalazł się sam na sam z Putnockym i łatwo go pokonał. Cała przewaga Lecha okazała się warta funta kłaków. Jedna drużyna atakowała, a druga strzelała bramki. Trener Lecha zareagował dwoma zmianami wpuszczając na boisko Raduta i Bille. Opuścili je zmęczeni Jevtić i Majewski. Ofensywa Lecha została więc przemeblowana i jego gra przestała się kleić. Mniej brakowało mu do straty trzeciej bramki niż do złapania kontaktu z Górnikiem.

Górnik Zabrze – Lech Poznań 3:1

Bramki: Angulo (13, rzut karny), Żurkowski (34), Angulo (75) – Gytkjaer (62)

Żółte kartki: Matuszek, Grendel

Górnik: Tomasz Loska - Adam Wolniewicz, Mateusz Wieteska, Dani Suarez, Michał Koj - Damian Kądzior (78. Erik Grendel), Szymon Mateuszek, Szymon Żurkowski, Rafał Kurzawa - Łukasz Wolsztyński (70. Maciej Ambrosiewicz), Igor Angulo.

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny (60. Deniss Rakels), Emir Dilaver, Rafał Janicki, Volodymyr Kostevych - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski (80. Nicki Bille) - Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer, Darko Jevtić (80. Mihai Radut).

Widzów: 24,5 tys.