Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jeszcze jeden szalony mecz Lecha?

włącz .

Przed meczem w Zabrzu większość kibiców Lecha spodziewa się pięknego, emocjonującego widowiska, wielu bramek, ofensywnej gry jednej i drugiej drużyny. Nie ma chyba takich, a przynajmniej ich nie słychać, którzy woleliby, aby Kolejorz przyczaił się na własnej połowie, dał się Górnikowi wyszumieć, wyprowadził choćby jedną skuteczną kontrę i nie pozwolił gospodarzom na odrobienie straty.

Za Lechem kilka szalonych meczów, które jednak nie przybliżyły go do sukcesu, czyli do wygrania ligi. Nie dał się pokonać trzem groźnym przeciwnikom, był od nich lepszy, ale po szalonej walce tylko remisował, czyli tracił punkty. Jego zdobycz jest więc taka sama, jak w przypadku dwóch katastrofalnych porażek i jednego marnego zwycięstwa. Wydźwięk jest jednak inny. Gra, jaką kibice ostatnio oglądali, napawa optymizmem. Wystarczy przecież poprawić skuteczność, by wygrywać.

Ostatnie ligowe zwycięstwo Lecha to pamiętne 3:0 w starciu z Legią. To było przełamanie po bezbarwnych, nudnych, do tego mało skutecznych występach. Wydawało się, że przewaga nad Legią będzie rosła, nie można przecież grać źle po tak imponującym zwycięstwie. Od tamtego czasu sytuacja odwróciła się. Legia wyprzedziła notorycznie remisującego Kolejorza, bo wygrywała. Skromnie, po 1:0, bez szaleństw, ale wystarczyło to do wywindowania się w tabeli. Dlatego warto zadać sobie pytanie – co w Zabrzu będzie lepsze: jeszcze jeden szalony mecz i remis po emocjonującej walce, czy nędzne 1:0, czyli wypunktowanie młodej drużyny Górnika.

Czołowy polski klub, a takim chciałby być Lech, powinien regularnie grać w europejskich pucharach, rosnąc dzięki temu w siłę, budując swoją markę. Niestety, sportowo – określając to najdelikatniej – najlepiej zarządzany nie jest. Traci możliwości, marnuje czas, trwoni szansę za szansą. Widać właściciel klubu ma inne priorytety, sportową efektywnością zainteresowany nie jest. Skutek jest taki, że kibice tylko w telewizji oglądają Ligę Europy, a o starcie w Lidze Mistrzów już dawno przestali marzyć. Ostatni chwalebny rezultat, który przeszedł do historii, to pokonanie na wyjeździe Fiorentiny. Wynik był rewelacyjny, ale gra beznadziejna. Udało się wyprowadzić dwa skuteczne ataki i przetrwać napór dużo lepszego rywala. Takie mecze zdarzają się.

O takich wydarzeniach warto sobie przypomnieć przed wyprawą Lecha do Zabrza. Wiemy, jak zagrają gospodarze. Pójdą do przodu licząc na skuteczność Angulo, na stałe fragmenty gry, które wykorzystują mistrzowsko. Gdyby Lech zagrał podobnie, widowisko byłoby przednie. Stać go na to. Ale może też spróbować wykorzystać radosną grę Górnika i załatwić go skuteczną, mądrą taktyką. Najlepiej byłoby wygrać po meczu otwartym, z wieloma bramkami. Najgorzej – przegrać bez podjęcia walki. Trener Lecha ma komfort wyboru. Byle było zwycięstwo, nie można sobie pozwolić na stratę punktów w czwartym kolejnym spotkaniu.