Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Strzelanina w Gdańsku. Lech był lepszy, ale tylko zremisował z Lechią

włącz .

Niesamowity mecz Kolejorza, pełen zwrotów akcji, z wieloma golami. Lech dwukrotnie przegrywał, po czerwonej kartce dla przeciwnika wyszedł na prowadzenie, ale korzystnego wyniku nie dowiózł do końca, bo też stracił piłkarza – intelektem nie błysnął Radut, prosząc się o kartki. Przy odrobinie szczęścia można było wygrać, bo fizycznie Lech lepiej wytrzymał intensywny mecz, mimo straty kontuzjowanych zawodników.

Już na pierwszy rzut oka było widać, że skład Lecha jest mocniejszy w ofensywie niż przed tygodniem w Białymstoku. Odzyskał skrzydła, bo mogli już zagrać Makuszewski na prawej i Situm na lewej stronie. W wyjściowym składzie znalazł się wreszcie Gytkjaer. Uporczywie reanimowany, z beznadziejnym póki co skutkiem, Nicki Bille leczy złamany nos. W tym spotkaniu mógł już wystąpić Dilaver, trener zdecydował się jednak zostawić go na ławce rezerwowych wystawiając taki sam blok defensywny, jak ostatnio. Austriak wszedł jednak na boisko i okazał się wielkim pechowcem.

Zaczęło się od przewagi Lecha, który przez pierwsze minuty dominował na boisku, nie dawał gospodarzom pograć, kilkakrotnie stworzył zagrożenie. Do strzału doszedł Jevtić, uderzył jednak zbyt słabo. Po dobrym rozegraniu piłki na lewym skrzydle bliski oddania strzału był Gytkjaer. Lechia dopiero po siedmiu minutach ocknęła się i doszła do głosu, przeprowadziła kilka płynnych akcji. Mecz się wyrównał.

W tym sezonie mocną stroną Lecha są stałe fragmenty gry. Pozwalają zdobywać gole, gdy nie można liczyć na skuteczność napastników. Także Lechia opanowała ten element i dowiodła tego bardzo szybko strzelając bramkę już z pierwszego rzutu rożnego. Cała defensywa gości zaspała, do piłki doszedł obrońca gospodarzy Augustyn i zaskoczył Putnocky’ego strzałem po ziemi. Lech nie miał wyjścia, musiał się otworzyć dążąc do odrobienia strat, a gospodarze zaczęli grać spokojnie, czekać na Lecha próbując wyprowadzić kontrę.

Już po 20 minutach wydawało się, że Lech musi przeprowadzić zmianę – za kontuzjowanego Janickiego miał wejść Dilaver. Były zawodnik Lechii mógł jednak kontynuować grę, ale to nie znaczy, że jego problemy minęły. Po chwili okazało się, że problemy z kontuzjowaną niedawno nogą ma też Situm. Zastąpił go Radut. Nie minęło kilka minut, a z bólu w polu karnym Lechii zwijał się zaatakowany przez Augustyna Makuszewski. Na szczęście kolejna zmiana nie była potrzebna, Lech nie stracił drugiego skrzydlowego.

Lech walczył ambitnie, ale długo nie stworzył żadnej dobrej okazji bramkowej. Przegrywał pojedynki jeden na jeden, nie podawał dokładnie, w jego grze dużo było przypadkowości. Im bardziej próbował grać energicznie i szybko, tym częściej gubił dokładność. Niebezpiecznie było dopiero po pierwszym rzucie rożnym dla Kolejorza, niestety Gajos uderzył niecelnie. Chwilę później Lech stracił drugiego piłkarza – mimo ambitnych prób Janicki musiał się poddać i ustąpić miejsca Dilaverowi. W tym momencie mecz fatalnie się układał, Lech znalazł się w trudnej sytuacji.

A jednak zdołał wyrównać, oczywiście po stałym fragmencie. Tym razem z rzutu wolnego dośrodkował nie Jevtić lewą, ale Radut prawą nogą i w polu karnym Lechii powstało wielkie zamieszanie, a Gajos tak zdołał trącić piłkę, że wpadła ona pod poprzeczkę bramki Kuciaka. Pojedynek zaczynał się od nowa, Lechia musiała zmienić taktykę i zaatakować, ale Lech nie czekał na nią, lecz także grał do przodu, więc mecz był ciekawy i intensywny. Niestety, źle grał w defensywie. Nie potrafił spokojnie wyprowadzić piłki, wybijał ją na oślep, wracała ona w pole karne i raz po raz było niebezpiecznie. W przedłużonym do pierwszej połowy czasie znów nastąpiła taka sytuacja, w dodatku w walce o piłkę Nielsen ciągnął przeciwnika za koszulkę i głos zabrał VAR. Choć piłka znalazła się po drugiej stronie boiska, sędzia wrócił do poprzedniej sytuacji i wskazał na jedenasty metr. Putnocky w pojedynku z Marco Paixao był bez szans i Lechia znów wyszła na prowadzenie.

Pod koniec pierwszej połowy VAR był Lechowi nieprzyjazny, za to tuż po przerwie role się odwróciły. Szarżujący sam na sam Gytkjaer został podcięty tuż przed polem karnym, co uszło uwagi sędziego, ale po weryfikacji pokazał on czerwoną kartkę faulującemu Nalepie. Rzutu wolnego Lech niestety nie wykorzystał. W zaistniałej sytuacji Lechia wycofała się na własne pole karne nastawiając się na przechwyty, a Lech musiał sięgnąć po coś, co nie jest jego mocną stroną – atak pozycyjny. Jego akcje natychmiast straciły na tempie, zaczęło się wycofywanie piłki spod pola karnego, strzały oddawane były rzadko.

Gajosowi niewiele brakowało do pokonania Kuciaka, zamiast podnieść piłkę trafił w niego. Lech nacierał, Lechia się broniła, ale do czasu. Kilka razy spróbowała opuścić własną połowę i po kiksie Raduta bliska było szczęścia. Nie udało się, ale podochocona znów spróbowała zaatakować. Lech znalazł się w opałach. Gospodarze uwierzyli, że najlepszą obroną jest atak, ale ta odwaga drogo ich kosztowała. Trener Lecha wycofał z boiska Nielsena, wpuścił Rakelsa, co przyniosło skutek. Po szybkiej kontrze Kuciak bez sensu wybiegł poza pole karne. Łotysz podał pod pustą bramkę do Gytkjaera, a ten strzelił najłatwiejszą bramkę w życiu.

To nie koniec. Kolejna szarża Lecha pozwoliła mu wyjść na prowadzenie, gdy Jevtić dośrodkował, a Makuszewski celnie strzelił głową. Wydawało się, że Lech ma wszystko pod kontrolą i wygra z pewnością. Nie popisał się jednak Radut. Bes sensu faulował mając już żółtą kartkę i zarobił drugą, niwecząc przewagę osobową Lecha. Chwilę później znów był remis. Dilaver nieszczęśliwie po rzucie wolnym odbił piłkę lobując Putnocky’ego. Lechia, która wydawała się pokonana, wróciła więc do meczu, a Lech mógł sobie pluć w brodę, bo nie wykorzystał okazji, by rzucić gospodarzy na kolana.

Kilka minut przed końcem padł na boisko Jevtić i wydawało się, że Lechowi przyjdzie walczyć w dziewiątkę, zmiany bowiem zostały wykorzystane. Na szczęście Darko mógł kontynuować grę. Kolejorz postanowił przetrzymywać piłkę w środku boiska, kontrolować przebieg wydarzeń. Długimi momentami miał inicjatywę, atakował, gdy gospodarze mieli dość i tylko się bronili. Kolejorz wytrzymał ten mecz fizycznie lepiej niż Lechia i tylko szkoda, że nie udało się strzelić zwycięskiej bramki.

Lechia Gdańsk – Lech Poznań 3:3 (2:1)

Bramki: Augustyn (13), M. Paixao (45+3), Sławczew (76) - Gajos (37), Gytkjaer (70), Makuszewski (72).

Żółte karki: Nielsen, Radut.

Czerwone kartki: Nalepa – Radut (za dwie żółte)

Lechia: Dusan Kuciak - Paweł Stolarski, Błażej Augustyn, Michał Nalepa - Mato Milos, Joao Nunes, Simeon Sławczew, Mateusz Lewandowski - Flavio Paixao (90. Joao Oliveira), Marco Paixao (78. Grzegorz Kuświk), Rafał Wolski (79. Milos Krasić).

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Lasse Nielsen (68. Deniss Rakels), Rafał Janicki (35. Emir Dilaver), Wołodymyr Kostewycz - Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Darko Jevtić - Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer, Mario Situm (27. Mihai Radut).

Widzów – 13,4 tys.