Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Drużyna składa się z piłkarzy. Trzeba umieć ich znaleźć

włącz .

Szkoda meczu w Białymstoku. Lech był bliski odczarowania tamtejszego stadionu. Nie odniósł sukcesu, bo drużyna ma zbyt wiele słabych punktów. Nie wygra się meczu, gdy brakuje piłkarzy z jakością zbliżoną do poziomu choćby słabej polskiej ligi. Duńscy napastnicy, którzy mają poprowadzić Lecha do mistrzostwa, być może załapaliby się do składu klubów z dolnych rejonów tabeli, ale nawet tam nie byliby wyróżniającymi się postaciami.

Nadszedł czas, by powiedzieć to wprost: obecny Lech nie jest silniejszy od tego z ubiegłego sezonu. Do drużyny dołączyło wielu nowych graczy, ale żaden z nich nie jest lepszy od tych, co już tu grają lub do niedawna grali. Niektóre nabytki okazały się zwykłym nieporozumieniem i ewidentną pomyłką tak zwanego komitetu transferowego. Piłkarzami, którzy nie odstają poziomem od drużyny, są Situm i Dilaver, zresztą grają najczęściej. Jakości defensywy nie obniża Janicki. Kilku nowych zawodników od biedy można uznać za uzupełnienie składu, ale innych za nieporozumienie.

Oglądając „popisy” obu duńskich napastników trudno nie zatęsknić do Robaka, który genialnym piłkarzem nie jest i tylko w polskiej lidze ma szanse się wyróżnić. On i Kownacki prezentowali poziom dla Bille i Gytkjaera nieosiągalny. Młodszy Duńczyk, który w Białymstoku otrzymał tak fantastyczne podanie od Jevticia, że powinien pokonać bramkarza nawet z zawiązanymi oczami, wie już, dlaczego nigdy nie zagra w żadnej porządnej lidze. Nawet niesławny Denis Thomalla lepiej panował nad piłką i chętniej posługiwał się lewą nogą.

Słabsza niż w ubiegłym sezonie jest też obrona. Lasse Nielsen i Rafał Janicki nie opuszczaliby ławki rezerwowych, gdyby Lech ciągle miał Bednarka i Wilusza. Jedynym niezaprzeczalnym wzmocnieniem defensywy jest powrót z wypożyczenia Roberta Gumnego. Jeżeli jeszcze nie jest lepszy od Tomasza Kędziory, to możemy być pewni, że obecnego defensora Dynama Kijów szybko poziomem przerośnie. W wypożyczenia wrócił też Kamil Jóźwiak. Wstrzymanie jego kariery należy uznać za szkodnictwo, niezależnie od tego, czy dopuszcza się tego sam piłkarz, czy inna osoba. Ten gracz czynił gołym okiem widoczne postępy. W Białymstoku nie zagrałby gorzej niż Barkroth, nawet ten z pierwszej fazy meczu. Ten z jego końcówki to kompletne nieporozumienie. I bardzo drogie, bo Szweda za darmo nikt Lechowi nie wcisnął.

Lech nie jest potentatem finansowym. Nie stać go na sprowadzanie piłkarzy metodą prób i błędów. Klub popełnia pomyłki, które cofają go w rozwoju sportowym i ogołacają budżet. Podobno zarządzany jest biznesowo, każdą wydawaną złotówkę ogląda się tu z wszystkich stron. Nie wierzmy w takie zaklęcia. Gdyby tak było, nie „podziwialibyśmy” żadnego skandynawskiego zaciągu czy innego kaprysu ludzi nie bardzo wiedzących, na co przeznaczyć pieniądze. Wystarczyłoby zaangażować ludzi znających się na zarządzaniu futbolem, by uniknąć wielu transferowych wpadek i zwiększyć swoje szanse na znalezienie takich perełek, jak w przeszłości Lewandowski, Stilić, Rudniew, a w czasach najnowszych Jevtić.

Szwajcar serbskiego pochodzenia gra na poziomie nieosiągalnym dla pozostałych piłkarzy Lecha, a także całej polskiej ligi. Lada chwila zmieni ją na lepszą, to jest pewne. Klub nie zatrzyma gracza takiego formatu, obiecał mu zresztą, że nie będzie blokady transferu, gdy zgłosi się ktoś na odpowiednim poziomie sportowym i finansowym. Nie będzie łatwo znaleźć następcę. Obawiam się, że przyjdzie nam na to czekać równie długo, jak na następcę Rudniewa. Być może ktoś taki znajdzie się w kręgu zainteresowań Lechowych skautów, ale komitet transferowy może w swej mądrości zdecydować się na opcję tańszą, czyli tandetną. Po co komu długo obserwowany Nikolić, gdy do dyspozycji jest Thomalla.

W tej sytuacji trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać na powrót do Poznania coraz lepszego Pawła Tomczyka. Musi pracować nad techniką, umiejętnością gry głową, ale i tak szybciej niż się spodziewamy stanie się siłą napędową Lecha. Gdyby klub nie podjął przed laty światłej decyzji o szkoleniu piłkarzy, nie doczekałby się tak wielu dobrych i perspektywicznych graczy. Transferowanie ich do lepszych lig może być głównym źródłem dochodu. Sami wychowankowie sukcesu sportowego nie zapewnią, ale zwiększą możliwości transferowe klubu. Po europejskich (i nie tylko) boiskach biega wielu piłkarzy mogących zbawić Lecha. Trzeba tylko wiedzieć, po których sięgnąć, ale taka wiedza nie jest dostępna każdemu.

Józef Djaczenko