Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Fatalna druga połowa. Lech traci zwycięstwo

włącz .

Nie było przełamania białostockiego fatum. Lech prowadził do przerwy, panował nad sytuacją, mógł – a nawet powinien – zabić mecz strzelając kolejne gole. Drugą połowę rozegrał jednak katastrofalnie i może się cieszyć, że stracił tylko jednego gola. Zagrał zadziwiająco nieudolnie w ofensywie. Obecnym na boisku piłkarzom, szczególnie napastnikom, zabrakło jakości. Z Makuszewskim i Situmem pójdzie łatwiej, choć brak napastnika ciągle będzie bolesny.

Potwierdziło się, że kontuzjowani Wołodymyr Kostewycz i Mario Situm szybko doszli do zdrowia, choć Chorwat tylko zasiadł w gotowości na ławce rezerwowych, ustępując tym jeszcze razem miejsca Radutowi, a Ukrainiec zagrał w składzie podstawowym. Z duńskich napastników od początku meczu grał Nicki Bille, co świadczy albo o fatalnej dyspozycji Gytkjaera, albo o niezwykłej determinacji trenera Lecha w dążeniu do reanimacji zawodnika, który w żadnym meczu tego sezonu nie potwierdził swej wartości. Ten mecz pokazał, że Bjelica mógłby rzucić monetę. Lech nie ma obecnie solidnego napastnika.

Dość nerwowo zaczął Lech ten mecz, niecelnie kopana piłka raz po raz lądowała na aucie. Kiedy udało się wymienić kilka podań, pod naporem przeciwnika wycofywana była do bramkarza, ten zaś wybijał na oślep. Jagiellonia sprawniej rozgrywała swoje akcje, lepiej się czuła w ataku pozycyjnym, próbowała strzelać, ale niezbyt groźnie. Lechowi udało się wreszcie opanować sytuację, kilkakrotnie zamknąć gospodarzy na ich połowie. Nie były to niestety częste obrazki.

Jagiellonia częściej była przy piłce, grała płynniej, ale bezproduktywnie. Lech natomiast atakował zrywami, gdy udało mu się przejąć piłkę. Kilka akcji mogło się podobać, choć mnożyły się też straty. Nieźle grał na prawej stronie Barkroth, ale z upływem minut mniej był widoczny. Najgroźniej było po stałych fragmentach gry. Niewiele brakowało, by Lech zdobył w ten sposób gola po podaniu Jevticia. Strzelał Lasse Nielsen, piłka odbiła się od obrońcy, Jagiellonię uratował refleks bramkarza. Kolejny stały fragment przyniósł już Lechowi prowadzenie. Z prawej strony pola karnego rzut wolony, po faulu na Trałce, w swoim stylu wykonał Jevtić. Uderzył w kierunku bramki, szczęśliwie nikt piłki nie dotknął, wpadła ona do siatki.

Obraz gry niewiele się zmienił. Gospodarze nie natarli frontalnie, nie uzyskali wielkiej przewagi. Musieli uważać, bo kiedy Lech znalazł się przy piłce, całą drużyną szybko przemieszczał się do przodu. Brakowało tylko solidnego napastnika. Nicki Bille jak zwykle walczył, ale jak zwykle nic mu nie wychodziło. Dużo groźniejsi od niego byli obaj skrzydłowi, a zwłaszcza Jevtić umiejętnie wypuszczający kolegów do boju. Choć poszczególni piłkarze ofensywni spartaczyli wiele akcji, to całej drużynie należy się uznanie za taktykę – umiejętne stosowanie pressingu w wykonaniu nie pojedynczych zawodników, ale wszystkich formacji.

Niewiele brakowało, by Lech podwyższył prowadzenie tuż przed końcem pierwszej połowy. Kolejną świetną akcję pokazał Jevtić. Mijając przeciwników przedarł się środkiem boiska pod bramkę, podał Niecki’emu Bille tak, że Duńczykowi wystarczyło dołożyć nogę. Skoda tylko, że Duńczyk nie trzymał linii – stał na wyraźnym spalonym. To nie był jedyny taki jego błąd w tym meczu. Pierwsza połowa była udana dla Lecha, ale trzeba jeszcze było rozegrać drugą, kiedy gospodarze zrobią wszystko, by odwrócić losy rywalizacji, a Lech pierwszy kwadrans po przerwie zwykle ma słaby.

Tak było i tym razem. Jagiellonia solidnie wzięła się do roboty i zaczęła dominować. Lech się bronił, ale niezbyt umiejętnie. Ograniczał się do przerywania akcji, wybijania piłki, niestety na oślep. Już nie tylko Bille, ale i pozostali ofensywni zawodnicy nie mogli liczyć na podania. Barkroth tylko raz przeprowadził udaną akcję dobrze podając do Raduta, ten jednak strzelił jak junior. Rumun wykazywał objawy zmęczenia i szybko zszedł z boiska zmieniony przez Majewskiego. Po chwili Nicki Bille złapał żółtą kartkę i Rene Poms doszedł do wniosku, że trzymanie go na boisku staje się ryzykowne. Zmienił go oczywiście Gytkjaer i teraz on nieporadnie biegał między obrońcami Jagiellonii.

W niektórych sytuacjach nieudolność ofensywna Lecha aż śmieszyła. Strata goniła stratę, mnożyły się kiksy i niewymuszone błędy. Jagielloni wystarczyło zbliżyć się do piłkarza w niebieskim stroju, by łatwo przejąć piłkę. Przez długie minuty nie można było zobaczyć ani jednej akcji gości z wymianą choćby trzech podań. Wreszcie przyszedł, wydawałoby się, moment decydujący – udało się uśpić przeciwnika i wyprowadzić Gytkjaera na pozycję sam na sam. Duńczyk zachował się niestety nie lepiej niż jego rodak i strzelił tak, że Kelemen nie miał żadnych problemów ze złapaniem piłki.

„Jaga” atakowała frontalnie, co byłoby wodą na młyn dla drużyny potrafiącej wyprowadzić choćby jedną kontrę zamykając mecz. Lecha nie było na to stać. Wkładał mnóstwo sił w odebranie rywalowi piłki, a kiedy już się to udało, natychmiast, po bezmyślnym zagraniu, ją tracił. Zamiast kontrolować przebieg wydarzeń i skarcić gospodarzy, a był tego bliski Barkroth, który, mówiąc delikatnie, nie popisał się – stracił prowadzenie. Dosłownie minutę później znów Lech wyszedł na prowadzenie po akcji Gajosa. Analiza sędziowska wykazała jednak jego pozycję spaloną i Szymon Marciniak gola anulował.

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 1:1

Bramki: Novikovas 87 – Jevtić 27.

Kartki; Runje – Jevtić, Nicki Bille.

Jagiellonia: Marian Kelemen – Łukasz Burliga (79. Karol Świderski),Ivan Runje, Gutieri Tomelin, Piotr Tomasik – Rafał Grzyb (79. Piotr Wlazło), Taras Romańczuk – Arvydas Novikovas, Martin Pospisil (67. Przemysław Frankowski), Fiodor Cernych – Cillian Sheridan

Lech: Matus Putnocky – Robert Gumny, Rafał Janicki, Lasse Nielsen, Wołodymyr Kostewycz – Łukasz Trałka, Darko Jevtić (84. Abdul Aziz Tetteh), Maciej Gajos – Nicklas Barkroth, Nicki Bille Nielsen (67. Christian Gytkjaer), Mihai Radut (65. Radosław Majewski).

Widzów: 12 tysięcy