Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zremisowany sparing Lecha

włącz .

Dynamo Brześć było partnerem Lecha w meczu rozegranym na bocznym boisku stadionu przy Bułgarskiej. Białoruski średniak okazał się dobrym zespołem, stworzył sobie więcej okazji bramkowych, szczególnie po przerwie. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1. Niestety, nie można powiedzieć, by ten sprawdzian wykazał wzrost formy piłkarzy, z których trener Kolejorza nie korzysta z powodu ich słabej dyspozycji.

Białoruska ekipa przyleciała do Poznania specjalnie na ten mecz, zatrzymała się dzień wcześniej w hotelu Sheraton, miała bogaty program zwiedzania miasta, a działaczy i innych osób towarzyszących było więcej niż piłkarzy. Do wizyty by nie doszło, gdyby nie związki łączące właściciela Lecha z szefem klubu z Brześcia, działającym w tej samej branży. Ważne, że Kolejorz miał okazję zmierzyć się z drużyną solidną, z kilkoma klasowymi graczami w składzie.

Początek należał do Lecha. W jednej z pierwszych jego akcji w polu karnym sfaulowany został Gytkjaer, który chwilę później pewnie wykorzystał „jedenastkę”. Nikt wtedy nie wiedział, że tego dnia więcej goli dla Lecha nie padnie. Mecz był w pierwszej połowie wyrównany, przy tym szybki, obfitujący w składne akcje. Szansę wykazania się otrzymał Rakels. Niestety, nie można powiedzieć, że wraca on do formy. Grał oszczędnie. Nie przetrzymywał piłki, gdy ją otrzymywał, lecz natychmiast odgrywał do najbliższego partnera.

Bezproduktywnie grali Majewski i Radut. Popisywali się udanymi dryblingami, z których jednak nic korzystnego dla drużyny nie wynikało. Brakowało decydującego podania, a strzały Majewskiego były nieliczne i niecelne. Po przerwie w ekipie Lecha nie nastąpiły zmiany, natomiast białoruska ekipa wprowadziła nowych graczy. Jak się szybko okazało – lepszych, takich jak Artiom Milewski, w przeszłości reprezentant Ukrainy. Uwidoczniła się przewaga Dynama, które atakowało dużą liczbą graczy i było groźne, głównie za sprawą właśnie Milewskiego. Potrafił ograć obronę Lecha i szybko doprowadzić do wyrównania.

Dzięki temu napastnikowi, ale i kilku innych dobrym zawodnikom goście z Białorusi łatwo wypracowywali sobie kolejne okazje bramkowe. Często łapani byli jednak na spalone, a kiedy już trafili do siatki ku radości całej swej ławki rezerwowych, sędzia gola nie uznał, właśnie z powodu offside’u. Gdy potem bramka wydawała się nieuchronna, Burić potrafił wspaniałą interwencją temu zapobiec. Tak dobrych sytuacji Lech nie stworzył, nawet po wejściu na boisko Jevticia, Gajosa i Trałki. Groźnie zrobiło się tylko po jednym z rzutów rożnych. Trener dał szansę młodym – Klupsiowi, Orłowskiemu i Kurminowskiemu. Żaden nie zawiódł, ale i Lecha nie zbawił.

Lech: Jasmin Burić - Marcin Wasielewski (74. Maciej Orłowski), Rafał Janicki, Vernon de Marco, Emir Dilaver - Abdul Aziz Tetteh (60. Łukasz Trałka), Radosław Majewski (60. Darko Jevtić), Mihai Radut (60. Maciej Gajos) - Nicklas Barkroth (74. Tymoteusz Klupś), Christian Gytkjaer (74. Dawid Kurminowski), Deniss Rakels.

Dynamo: Pavel Pavlyuchenko - Dmitri Aliseyko (46. Leonardo Torres), Oleg Veretilo, Andrey Lebedev, Maksim Vitus - Aleksey Legchilin (61. Pavel Priemudorov), Chidi Osuchukwu - Pavel Nekhaychuk (76. Junior Etouindi), Joel Fameyeh (46. Nivaldo Fereira), Saliw Babawo (46. Borha Dokal) - Aleksandar Vujacic (46. Artiom Milewski).