Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech wrócił! Legia na kolanach!

włącz .

Trudno było spodziewać się po Lechu rozegrania aż tak świetnego meczu, natomiast pogłoski o beznadziejnej formie Legii okazały się nic ale to nic nie przesadzone. Rezultat – najwyższe zwycięstwo Kolejorza nad odwiecznym rywalem od lat. Mogło paść jeszcze więcej bramek, gdyby tylko Lech dysponował napastnikiem na ekstraklasowym poziomie.

Nieobecność Nenada Bjelicy na ławce rezerwowych służy Lechowi. Bilans Rene Pomsa zastępującego pierwszego trenera – dwa zwycięstwa, bramki 7:1. Po meczu skromnie mówił, że dobry wynik jest efektem pracy całej ekipy podczas tygodniowych treningów. Natomiast chorwacki szkoleniowiec Legii, Romeo Jozak nie krył rozczarowania i oburzenia postawą warszawskiej drużyny. Stwierdził, że wszystko, co zostało ustalone przestało obowiązywać po pierwszym gwizdku sędziego.

I rzeczywiście, początek meczu był dla Lecha równie doskonały, jak ostatnio we Wrocławiu. Tyle, że wtedy przestał grać po 10 minutach, a po stracie gola poddał się. Teraz nie spuścił z tonu do samego końca, ciągle był groźny, nawet gdy Legia nacierała dążąc do zdobycia choćby jednego gola. W pierwszej połowie Legia nie istniała. Lech zamknął ją na jej połowie i raz po raz tworzył akcje, jakich w jego wykonaniu nie widzieliśmy od dobrego miesiąca. Do ambicji i zaangażowania dołożył wysoki poziom gry. Przekonaliśmy się, ile dla tej drużyny znaczą Darko Jevtić i Maciej Gajos.

Szybko padła pierwsza bramka tego meczu i pierwsza z gry dla Lecha od niepamiętnych czasów. Lech nacierał lewą stroną i było groźnie, piłka przeniosła się potem na prawą stronę. Gumny znakomicie dośrodkował, a Maciej Gajos idealnie wyskoczył i strzałem głową nie dał Malarzowi szans na obronę. Legia nie potrafiła się otrząsnąć z przewagi Lecha, który dołożył gola po rzucie rożnym. Znów strzał głową, tym razem Łukasza Trałki, znów Malarz bez szans. Od pierwszych minut w ataku grał Nicki Bille, dobrze więc, że Lech ma skutecznych pomocników. Duńczykowi jak zwykle nic się nie udawało poza absorbowaniem obrońców, robieniem zamieszania.

Skrzydłowi Lecha raz po raz ośmieszali legionistów. Niestety, Situm z powodu kontuzji mięśnia musiał opuścić boisko jeszcze przed przerwą. Gości do wściekłości doprowadził Jevtić, mijając ich jak dzieciaków. Niewiele zabrakło mu do zdobycia gola roku. Otrzymał piłkę na własnej połowie, przebiegł z nią pod pole karne dryblując po drodze jednego rywala po drugim. Mógł podawać do Bille, wychodzącego na „czystą” pozycję, wolał jednak nie ryzykować straty szansy i zdecydował się na uderzenie. Szkoda, że piłka przeleciała nad poprzeczką. Po takim golu o Darku zrobiłoby się głośno.

Po przerwie, zgodnie z przewidywaniami, Legia mocno natarła i teraz ona uzyskała przewagę. Nie była jednak, w przeciwieństwie do gospodarzy, skuteczna. Najgroźniejszą sytuację stworzyła jeszcze w pierwszej połowie, przy stanie 2:0, gdy Janicki wybił piłkę z linii bramkowej. Po przerwie Lech nastawił się na grę z kontrataku. Brakowało mu niestety argumentów, czyli sprawnego napastnika. Bille nie potrafił przyjąć piłki, biegał nie w tę stronę, co powinien. Niewiele lepiej spisywał się Gytkjaer, który wszedł na boisko w końcówce meczu. Lech dołożył jednak trzeciego gola, gdy w sytuacji sam na sam znalazł się Makuszewski. „Jeszcze jeden!” – żądali kibice miejscowi, a przyjezdni w mało kulturalny sposób zachęcali swych ulubieńców do poprawy poziomu gry. Nie było ich wielu, przeżyli traumę, ale wytrwali w swoim sektorze do końca, na co chyba nie mieli ochoty.

Legia mogła zdobyć honorowego gola. Sędzia Szymon Marciniak, popełniający z zadziwiającą regularnością w ekstraklasie błąd za błędem, znów się nie popisał dyktując przeciwko Lechowi rzut karny za urojony faul Lasse Nielsena. System VAR pomógł mu na szczęście uniknąć kompromitacji – po obejrzeniu powtórki zmienił decyzję. Przedłużył mecz, ze względu na zadymienie stadionu, o 6 minut. Legii nie udało się w tym czasie pokonać Putnocky’ego, a Lechowi wyprowadzić skutecznej kontry.

Lech Poznań – Legia Warszawa 3:0

Bramki: Gajos (12), Trałka (38), Makuszewski (65)

Żółte kartki: Dilaver, Nicki Bille, Makuszewski – Kopczyński, Guilherme

Lech: Matus Putnocky – Robert Gumny, Lasse Nielsen, Rafał Janicki, Emir Dilaver – Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Darko Jevtić (88. Radosław Majewski) – Maciej Makuszewski, Nicki Bille Nielsen (70. Christian Gytkjaer), Mario Situm (22. Mihai Radut)

Legia: Arkadiusz Malarz – Łukasz Broź, Maciej Dąbrowski, Michał Pazdan, Adam Hlousek – Michał Kopczyński (79. Tomasz Jodłowiec), Thibault Moulin - Dominik Nagy, Kasper Hamalainen, Michał Kucharczyk (46. Guilherme) – Armando Sadiku (64. Jarosław Niezgoda).

Widzów: 36.829