Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dwa mecze w jeden wieczór

włącz .

Po pierwszej połowie meczu z Górnikiem kibice Lecha mieli dosyć wszystkiego. Mogli tylko się modlić, by przeciwnik oszczędził im wstydu i nie wystawiał dłużej na pośmiewisko. Lech był wtedy kompletnie bezradny, gorszy o dwie klasy, stanowił tło dla grających ambitnie, szybko i składnie gości. To cud, że Górnik strzelił tylko jedną bramkę. Po przerwie wszystko się zmieniło. Górnik przestał grać, a Lech, wcale nie pokazującej nadzwyczajnej gry, zwyciężył 3:1.

Wiedzieliśmy, że piłka jest okrutna i nieprzewidywalna, w najmniej oczekiwanym momencie potrafi pokazać tę piękną, ale i tę okropną twarz. W pierwszym kwadransie meczu z Górnikiem piłkarze Lecha wyglądali na tle rywala jak zespół amatorów próbujący dorównać komuś o kilka klas lepszemu. Gospodarze grali po swojemu: mnożyły się niecelne podania, gubienie piłki, bezmyślne wybijanie jej ze swej połowy na ślepo. Zawodnicy z Zabrza zastosowali pressing, przy którym poznaniacy byli całkowicie bezradni. Gubili się, nie potrafili skonstruować akcji z kilkoma podaniami, a jedyną receptą na szarże zabrzan było wycofywanie piłki do bramkarza. Ten wybijał ją byle jak inicjując kolejny atak gości.

Górnik w obronę Lecha wchodził jak w masło, na pełnej szybkości. Nie tracił piłek, nie pokazywał przypadkowych zagrań, wszystko było przemyślane, w dodatku wykonywane błyskawicznie i z zaangażowaniem. Przez długie minuty Lech nie potrafił wyjść ze swej połowy. Publiczność miała tego coraz bardziej dość, rozlegały się gwizdy i mało przyjazne wobec trenera okrzyki, przyrównujące go do poprzednika będącego dla nich symbolem nieudolności – Jose Mari Bakero. – Tylko w czasach Adolfa Pintera graliśmy gorzej – komentowali starsi kibice.

Przed drugą połową trudno było być optymistą. Można było tylko czekać na zadanie przez Górnika ostatecznego ciosu, a raczej kilku ciosów. Jak się jednak okazało, na drugą połowę wyszedł inny zespół gości. Mniej zdeterminowany, nie tak szybki , dokładny i agresywny, choć ciągle groźny. I zobaczył tę brzydszą twarz futbolu. Lech przystąpił do gry z nadzieją, że nie wszystko jeszcze stracone, można przy odrobinie szczęścia pokusić się o remis, albo przynajmniej o strzelenie honorowej bramki. Rzeczywistość przerosła oczekiwania piłkarzy Kolejorza i zdegustowanej po pierwszej połowie publiczności.

Lech wyprowadzał ataki, które nie były dokładne, ale siały w obronie Górnika coraz większe zamieszanie. I zaczął zdobywać bramki. Po pierwszej, strzelonej przez zamykającego akcję z prawej strony Lovrencsicsa, z Górnika wyraźnie zeszło powietrze. W atakach gości nie było już determinacji, wyprowadzali je bardziej z obowiązku niż z potrzeby serca. A Lech kontynuował dobrą grę. Strzelił drugą bramkę po rzucie rożnym, gdy tym razem z lewej strony akcję zamykał Marcin Kamiński. Trzecią dołożył Teodorczyk. W ten sposób przegrany mecz okazał się dla Lecha zwycięskim. Kibicom Kolejorza futbol pokazał swoje piękniejsze oblicze.

Kiedy piłkarze wyszli na rozgrzewkę, a dziennikarze studiowali skład Lecha, na stadionie przeważał pogląd, że Kolejorz odpuścił ligę i skupił się na Pucharze Polski. Trener przeprowadził roszady w obronie, zostawił na ławce coraz lepiej grającego Barry’ego Douglasa i filar defensywy Huberta Wołąkiewicza. W drugiej połowie meczu wpuścił Szkota na boisko, ale jako pomocnika, a nie obrońcę. Ten odmienił grę Lecha. Wyprowadzał ataki, celnie podawał, przechwytywał zagrania przeciwników, wygrywał pojedynki główkowe.

Nietypowa było pomeczowa konferencja prasowa. Trener gości, Bogdan Zając komentując mecz wyraził żal, że do przerwy jego zespół zdobył tylko jedną bramkę, a po przerwie spuścił z tonu. Mariusz Rumak podziękował swoim piłkarzom, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł bez czekania na pytania zapominając, do czego służą konferencje prasowe. Dziennikarze byli tym zdegustowani. – Może on już wie o czymś, o czym my jeszcze nie wiemy – spekulowali.

Lech Poznań - Górnik Zabrze 3:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Nakoulma (11), 1:1 Lovrencsics (65), 2:1 Kamiński (75), 3:1 Teodorczyk (87)
Widzów: 16037
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Żółte kartki: Trałka, Formella - Madej
Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Luis Henriquez - Łukasz Trałka, Rafał Murawski - Karol Linetty (58. Barry Douglas), Kasper Hamalainen (74. Bartosz Ślusarski), Gergo Lovrencsics - Łukasz Teodorczyk (88. Dariusz Formella)
Górnik: Pavels Steinbors - Paweł Olkowski, Tomasz Wełnicki, Boris Pandza (45. Seweryn Gancarczyk), Rafał Kosznik - Radosław Sobolewski, Krzysztof Mączyński - Prejuce Nakoulma, Mariusz Przybylski, Łukasz Madej (77. Przemysław Oziębała) - Mateusz Zachara (80. Kamil Cupriak)