Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Na przełamanie najlepsza Legia

włącz .

Dwa dni przed meczem określanym jako wizytówka ekstraklasy na stadionie wolnych było 3 tys. miejsc, głównie w Kotle. Wiele wskazuje, że kompletu nie będzie. W poprzednich sezonach bilety o tej porze już dawno były wykupione. Co ciekawe, zapowiada się też najmniej liczny od wielu lat przyjazd kibiców Legii. Prawdopodobnie nie będzie ich więcej niż 700. Na nowym stadionie nigdy nie było ich mniej niż 1000, zwykle zjawiali się w liczbie ok. 2000.

Przyczyna jest jedna: fatalna postawa obu drużyn. Nikt nie lubi oglądać porażki swych ulubieńców w tak ważnym spotkaniu. Legia w tym sezonie na wyjazdach tylko raz wygrała (przypadkowo w Płocku) i czterokrotnie dostała baty. Jak na klub z aspiracjami, bilans tragiczny. Niewielu jej fanów liczy, że podniesie się akurat w Poznaniu. Nie ma jednak gwarancji, że Lech na to nie pozwoli, gra przecież równie beznadziejnie. W ostatnich trzech spotkaniach trudno go było oglądać bez zażenowania i złości.

Właśnie dlatego większość kibiców i ekspertów na pytanie, co nas czeka – hit czy kit? – stawia na to drugie. Pojedynek zespołów, które bardzo rzadko oddają strzały, nie może być widowiskiem pasjonującym. Legia wyspecjalizowała się w wyjazdowych porażkach, a Lech od ponad miesiąca nie zdobył gola z gry. Jeśli mu się udawało, to tylko po stałych fragmentach. Sami piłkarze przyznają, że z ofensywą coś jest nie tak, że muszą grać odważniej, do przodu. Tak ważnego spotkania nie wygra się, gdy brakuje charakteru.

Sfera mentalna to jedno, ale Lechowi brakuje pomysłów na rozgrywanie akcji w ofensywie. Jeżeli w czymkolwiek można upatrywać nadzieję, że coś się tu zmieni, to tylko w powrocie do formy piłkarzy kreatywnych. Nenad Bjelica przyznaje, że w ubiegłym sezonie Lech radził sobie bardzo dobrze tylko wtedy, gdy w pełni dyspozycji byli Majewski i Jevtić. Tego drugiego uznał za najlepszego pomocnika ligi ubiegłego sezonu po Vadisie Odjidja-Ofoe.

Kiedy Darko leczył kontuzję, gra kulała. Jeszcze gorzej się zrobiło, gdy Lech stracił Gajosa. Trener ma rację: jeżeli ci dwaj piłkarze zagrają w niedzielę tak, jak potrafią i wreszcie pozbiera się Majewski, ofensywna jakość drużyny radykalnie wzrośnie. – We Wrocławiu zespół nie funkcjonował. Dobrze zaczął, ale po 10 minutach stracił nad meczem kontrolę. Przegrywając, przez ostatnie pięć minut nie oddał ani jednego strzału. To dowodzi braku wiary we własne możliwości. Zespół nie poradził sobie psychicznie z rolą lidera. Widzę więc problemy mentalne zawodników. Z ich fizyczną formą nie jest źle, są dobrze przygotowani – diagnozuje trener.

Każdy zespół w trakcie rozgrywek ligowych przechodzi kryzys. Łudźmy się więc, że Lecha dopadł właśnie teraz i spróbuje go przezwyciężyć w najważniejszym spotkaniu jesieni. Gdyby więc kibice szukali pozytywów przed meczem z Legią, to powinni pomyśleć, że trudno zagrać jeszcze gorzej niż ostatnio. Teraz może być tylko lepiej. Nenad Bjelica uparł się wprawdzie, by z Legią tylko przegrywać, czasami nawet bez podjęcia walki, ale w tym meczu przypada mu rola obserwatora. Rene Poms, o czym już przekonał, potrafi go dobrze zastąpić.