Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wróci i zbawi Lecha?

włącz .

Gdyby Lech przezwyciężył marazm i w niedzielę wygrał z Legią, jeden z piłkarzy miałby prawo przypisać sobie rolę zbawcy. To Maciej Gajos, bez którego trener Nenad Bjelica nie mógł się obejść, a który po czerwonej kartce za faul w meczu z Arką nie mógł grać w trzech meczach. Akurat one były w wykonaniu Kolejorza najsłabsze, drużyna nie może się pozbierać, szczególnie słaba jest w ofensywie.

Bjelica nie kryje, jak bardzo to ważny dla niego zawodnik, nazywał go nawet swoim generałem, powierzył mu funkcję kapitana. Maciej Gajos występuje na środku boiska, jako „ósemka”. Nie zawsze jest widoczny, nie gra spektakularnie, ale wykonuje ważną taktycznie pracę. Potrafi też zdobyć gola strzałem z dystansu, choć częściej mu się to udawało w poprzednim klubie. W Lechu natomiast trafia do bramki po uderzeniach głową. Pod jego nieobecność „ósemką” w Lechu był Łukasz Trałka

Wyrzucenie Gajosa z boiska podczas meczu z Arką było zaskoczeniem. Nigdy bowiem nie grał on brutalnie, wcześniej nie złapał ani jednej czerwonej kartki, nie pauzował za nadmiar żółtych. Jeszcze większym zaskoczeniem, także dla niego, była dyskwalifikacja aż na cztery spotkania, bo nie dopuścił się czynu szczególnie nagannego. – Oczywiście, że byłem zdziwiony. Tym bardziej, że pierwsza reakcja sędziego niczego złego nie zapowiadała, pokazał mi tylko żółtą kartkę. Z boiska groźnie to nie wyglądało. To nie był brutalny, chamski atak z tyłu, czy „sanki”. Chciałem zapobiec kontrze, ale byłem spóźniony. Po obejrzeniu wideo cieszyłem się jednak, że piłkarzowi Arki nic poważnego się nie stało – mówi pomocnik Lecha.

Po tym meczu zawodnik rozmawiał z sędzią Szymonem Marciniakiem. Właśnie on, obsługując VAR, zweryfikował boiskową decyzję sędziego boiskowego. – Powiedział mi, że dwa-trzy mecze to będzie kara maksymalna – zdradza piłkarz. Za znacznie bardziej brutalny faul inny pomocnik Lecha, Abdul Aziz Tetteh, został przez Komisję Dyscypliny potraktowany łagodniej. Ostatecznie jednak kara dyskwalifikacji w czterech meczach została zmniejszona do trzech, dzięki czemu piłkarz, który uczestniczył w posiedzeniu komisji odwoławczej, może zagrać już w niedzielę. Bez tego przerwa Macieja Gajosa w grze przedłużyłaby się o kilka tygodni, czyli do spotkania w Białymstoku.

– W trzech meczach grać nie mogłem, ale to nie znaczy, że wypadłem z drużyny, jakbym odniósł kontuzję. Przez cały ten czas normalnie trenowałem, ani jednych zajęć nie opuściłem. Kiedy drużyna jechała na mecz, zostawałem w Poznaniu i trenowałem z podobną intensywnością, jakbym grał. Jeśli chodzi o moje przygotowanie fizyczne, to niczego nie mogę sobie zarzucić – mówi zawodnik. Podkreśla, że oglądanie meczu z trybun czy na ekranie telewizora to nie jest przyjemne uczucie, bo nie ma się wpływu na to, co dzieje się na boisku.

Obecność w drużynie Macieja Gajosa nie będzie w niedzielę jedyną ważną zmianą. Drużyny tym razem nie poprowadzi Nenad Bjelica, zdyskwalifikowany na dwa mecze, lecz jego asystent Rene Poms.