Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech w nowym sezonie, czyli paradoks za paradoksem

włącz .

Najlepszy start Lecha w lidze od lat, pozycja lidera, a przy tym krytyka za grę, której nie można oglądać bez wstrętu. Nic dziwnego, że opinie na temat Kolejorza są podzielone. Rację mają ci, co cieszą się z wyników i ci, co krytykują postawę drużyny, jej styl gry, a właściwie brak czegoś takiego. Do tej pory nie mierzyła się z przeciwnikami, z którymi będzie konkurować o mistrzostwo. Na prawdziwy optymizm będzie można sobie pozwolić, gdy pod koniec października nadal będzie liderem.

W lipcu Lech grał ładniej niż ostatnio. Trudno stwierdzić, skąd wziął się regres i strata pewności siebie. Piłkarze nawet u siebie grają asekuracyjnie, najchętniej podają do najbliższego partnera lub wycofują piłkę do bramkarza. Sprawiają wrażenie roztrzęsionych, a dotyczy to także nowych, dobrze trenerowi znanych. Mieli Lechowi zapewnić spokój i pewność, a grają jeszcze bardziej „elektrycznie” niż zawodnicy, którzy nie dali rady Arce na Stadionie Narodowym. Kiedy Putnocky ostatnio obronił karnego, nie było dobitki, bo piłka trafiła do trzech samotnie stojących zawodników Lecha. Mogli rozpocząć atak, spokojnie rozegrać akcję. A jednak spanikowany Dilaver wybił piłkę na oślep, więc zamiast kontry był rzut rożny dla rywala. Taki jest obecny Lech.

Skoro mowa o Putnockym, to jest on jednym z dwóch piłkarzy, do których nie można mieć zastrzeżeń. Zdobycze Lecha prawdopodobnie byłyby wyższe, gdyby grał we wszystkich meczach. W tych najgorszych w bramce stał Burić. Z nim w składzie Lech przegrał w Płocku, po strzale z dystansu, który można było obronić. W pucharowym meczu w Szczecinie zawiedli wszyscy, nikt nie pokazał się z przyzwoitej strony, ale bramki padały po błędach „Jasia”.

Gdy Lech miał w składzie Bednarka i Wilusza, Nielsenowi pozostała rola rezerwowego. Ostatnio regularnie wychodzi na boisko. Nie gra przekonująco, zdarzają mu się błędy. Jego partnerem jest Dilaver, nominalnie prawy obrońca, który grając na środku robi z boku miejsce Gumnemu. Ten najmłodszy jest spokojniejszy i pewniejszy w interwencjach niż starsi koledzy, a jednak muszą oni co jakiś czas ratować drużynę po jego błędach, wytłumaczalnych ze względu na wiek zawodnika. Kontuzjowanego Kostewycza musiał zastąpić De Marco. Nie można powiedzieć, że wzmocnił defensywę, przydał jej pewności siebie. Ta formacja sprawia wrażenie słabszej niż w ubiegłym sezonie, a jednak Lech w dziewięciu ligowych spotkaniach stracił tylko cztery bramki. To jeszcze jeden paradoks.

W Lechu nie istnieje coś takiego, jak atak pozycyjny. Rozegranie piłki w ofensywie kuleje, wręcz budzi zgrozę. Przez ponad miesiąc, od spotkania z Cracovią nie udało się zdobyć gola z gry. Wszystkie ostatnie padły po stałych fragmentach. Taka ofensywna indolencja nie może trwać w nieskończoność. Lepsze drużyny nie pozwolą się zaskoczyć rzutami rożnymi. Nadzieja w tym, że wracający do gry Jevtić zapewni Lechowi choć trochę jakości. Majewski nie jest w życiowej formie, a Gajosa nie ma wcale. Drugim oprócz bramkarza zawodnikiem godnym zaufania jest Łukasz Trałka. W ostatnich sezonach grał na „szóstce” trzymając się blisko własnego pola karnego i środka boiska. Ostatnio porusza się bliżej bramki rywala i nie zawodzi. W kilku meczach był najgroźniejszym zawodnikiem Lecha. Nie ma niczego zaskakującego w tym, że w piątek zdobył zwycięskiego gola.

Lech ma skrzydłowych, dzięki którym powinien wygrywać z każdym. Makuszewski to czołowy gracz całej ekstraklasy, miewa świetne mecze, ale zdarzają mu się też zupełnie przeciętne. Po drugiej stronie boiska grę potrafi robić Situm. Chorwatowi zdarzają się niestety przestoje, bywa niewidoczny, a kiedy się uaktywni, zbyt często gra indywidualnie, a zbyt rzadko dostrzega kolegów. Szkoda, że trener zapomniał o Jóźwiaku. Brak klasowego rozgrywającego i zbyt egoistyczna gra skrzydłowych, a przy tym kompletna indolencja w ataku pozycyjnym skazują Gytkjaera na zapomnienie. Nie ma z niego żadnej korzyści. Lech niczego nie traci, gdy zastępuje go aktywniejszy, ale bezproduktywny rodak.

Póki co cieszymy się, że mimo słabiutkiej, bojaźliwej gry Lech lideruje. Przed nim mecze trudniejsze niż te, które ma za sobą. Już w piątek pokaże się we Wrocławiu, gdzie ambitnie grający Śląsk zmienił w Legii trenera. Czy Nielsen i Dilaver potrafią zatrzymać Robaka? A może trener przypomni sobie, że ma też innych obrońców? Powinien zluzować Majewskiego wprowadzając do gry Jevticia. A przede wszystkim ćwiczyć rozegranie piłki w ofensywie. Po meczu we Wrocławiu trzeba zagrać z Legią, a potem zmierzyć się kolejno z „Jagą”, Lechią, Wisłą i Górnikiem. Po tych meczach będziemy wiedzieć, na co w tym sezonie stać Lecha.