Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech zamurował bramkę. O zwycięstwo nie walczył

włącz .

Bolesna porażka w Szczecinie w Pucharze Polski miała wpływ na grę Lecha w meczu ligowym. Nastawił się na to, by nie stracić bramki, a więc nie przegrać. Cel osiągnął, ale takiej gry powinien się wstydzić. Nawet nie udawał, że próbuje zdobyć gola. Tak nie grają drużyny walczące o tytuł. Polska liga jest dramatycznie słaba, skoro kandydat na mistrza jedzie do jednej ze słabszych drużyn, by zamurować bramkę i wywieźć „bezcenny” punkt.

Nie było zaskoczenia decyzjami trenera. Kontuzja Makuszewskiego wykluczyła go ze składu, więc na boisko wybiegł dotychczasowy regularny zmiennik, Barkroth. Majewski mało trenował z powodu kontuzji, więc zasiadł na ławce rezerwowych, rozgrywającym został Radut. Z powodu absencji Gajosa na środku boiska pojawili się dwaj panowie T. Zagrali obaj nominalni prawi obrońcy, przy czym Gumny znów dostał szansę na swojej pozycji, a Dilaver, którego trener darzy dużym zaufaniem i chwali go za odpowiedzialność, został partnerem Nielsena na środku obrony. Mimo kilku absencji nie był to więc skład słaby.

Nie wiemy, jaką taktykę wymyślił Bjelica na ten mecz, ale jeżeli miała ona polegać na głębokim wycofaniu się, przyjmowaniu przeciwnika na własnej połowie, unikaniu gry do przodu, to w pierwszym kwadransie była ona realizowana z niezwykłą konsekwencją. Nie było pressingu, więc piłkarze Pogoni mogli rozgrywać piłkę z dużą swobodą, zamykać Lecha na jego połowie. Goście grali nerwowo, Dilaver nie szukał możliwości wyprowadzenia piłki lecz wybijał ją byle dalej, choćby i na aut. Potem Kolejorz otrząsnął się, nie był już tak ospały, wyprowadził kilka ataków skrzydłami, jako pierwszy oddał celny strzał na bramkę (Barkroth), egzekwował rzut rożny. Rozegrał go jednak beznadziejnie.

Już w trzeciej minucie meczu „żelazny” lewy obrońca Lecha, Kostewycz, próbując złapać piłkę nieszczęśliwie wykręcił lewe kolano. Próbował grać dalej, ale wytrzymał tylko 20 minut. Na szczęście w samą porę wykurował się Vernon De Marco i teraz mógł zastąpić Ukraińca. Zdarzyło się to drużynie, która została ostatnio przetrzebiona kontuzjami. Po tym wydarzeniu Pogoń w dalszym ciągu miała przewagę w posiadaniu piłki, Lech nie prowadził otwartej gry, nastawił się na obronę. Grał jak nie Lech, bo przecież trener stawia na pressing, natychmiastowe odzyskiwanie straconych piłek.

Wiele piłek Lech tracił po niecelnych zagraniach lub po bojaźliwym wycofywaniu do bramkarza, który kopał na oślep. Zdarzyło się jednak, że Situmowi i Radutowi udało się przeprowadzić dobrą akcję na lewym skrzydle. Kilka minut przed przerwą Rumun po serii zwodów posłał piłkę w pole karne, gdzie niestety nieznacznie minął się z nią Trałka. Była to najgroźniejsza akcja Lecha w pierwszej połowie. Wcześniej znacznie groźniej było w polu karnym Putnocky'ego. Bramkarz musiał się wysilić, by sparować mocny strzał Drygasa. To była jedyna w tej części gry dobra szansa Pogoni. Szkoda, że Lech nawet nie próbował grać odważniej.

Także po przerwie niewiele było akcji ofensywnych, gra toczyła się głównie w środkowej strefie. Lecha nie było stać na przeprowadzenie akcji składających się z kilku podań, więc ograniczał się do kopania w kierunku Gytkjaera. Duńczyk nie miał możliwości pokazania, na co go stać, rzadko był w posiadaniu piłki, mógł tylko starać się odgrywać do partnerów. Równie dobrze Lech mógł grać bez klasycznej „dziewiątki”. W ataku niczego by nie stracił, a zyskałby w innych formacjach. W drugiej połowie Duńczyka zastąpił Duńczyk. Z Bille pożytku było jeszcze mniej, przez pół godziny markował grę. Odczuwalny był brak Makuszewskiego, Barkroth nie potrafił go zastąpić, nie napędzał ataków Lecha. To samo można powiedzieć o drugim skrzydłowym – Situmie.

Trener Skorża wprowadzał na boisko kolejnych swoich ofensywnych zawodników. W przeciwieństwie do Lecha Pogoń pokazywała, że zależy jej na zdobyciu bramki, była bardziej zdecydowana w ataku. Goście koncentrowali się na defensywie. Popełniali jednak błędy, które mogły się źle skończyć. Gdy przechodzili do ataku zdarzało im niecelnie zagrywać w poprzek boiska, co powodowało kontry w wykonaniu gospodarzy. Lech mógł liczyć tylko na twardo i pewnie grającego Tetteha, w ostateczności na Putnocky’ego. Nieporadność w ofensywie była natomiast porażająca. Do tego ta bojaźliwość… Kibice nie mogą być dumni z takiej postawy swojej drużyny.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:0

Żółte kartki: Rapa, Frączczak, Drygas – Dilaver, Situm.

Pogoń:  Łukasz Załuska - Dawid Niepsuj, Cornel Rapa, Lasha Dwali, Ricardo Nunes - Dariusz Formella (63. Spas Delew), Jakub Piotrowski (73. Łukasz Zwoliński), Kamil Drygas, Dawid Kort, Adam Gyurscso - Adam Frączczak (81. Mate Cincadze).

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Lasse Nielsen, Wołodymyr Kostewycz (25. Vernon De Marco) - Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh, Mihai Radut (81. Radosław Majewki), Nicklas Barkroth, Christian Gytkjaer (65. Nicki Bille), Mario Situm.