Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie potraktowali Arki przyjacielsko

włącz .

Lech wziął rewanż za klęskę w finale Pucharu Polski. Odprawił gdynian 3:0, mimo iż nie włożył w mecz wielkiego wysiłku, a fragmentami grał na bardzo niskim poziomie. Pozytywnym i negatywnym bohaterem spotkania był Maciej Gajos. Kapitan Kolejorza w pierwszej połowie strzelił najważniejszą, bo otwierającą wynik bramkę, a w drugiej osłabił zespół po brutalnym faulu, za który wyleciał z boiska i pewnie długo go nie powącha.

Gdy mecz się zaczął, nic nie wskazywało, że Lechowi zależy na odwecie za finał na Stadionie Narodowym. Grał tak, jakby chciał ten mecz po prostu zaliczyć. Dostosował się poziomem gry do słabiutkiej piłkarsko Arki. Nie potrafił sklecić akcji składającej się z kilku podań i zakończonej celnym strzałem. Strata goniła stratę, mnożyły się niecelne podania. Namiastka zagrożenia powstawała po często wykonywanych dośrodkowaniach Kostewycza. Piłka spadała niestety na głowy piłkarzy Arki, bo w okolicy znajdował się zwykle tylko dobrze pilnowany Gytkjaer. Duńczyk walczył, starał się być aktywny, nikt go niestety nie wspierał.

Arka grała tak, jak można się było tego spodziewać. Nie zamurowała swej bramki, starała się wyprowadzać ataki, była ambitna i waleczna. Mecz był wyrównany. Nie można powiedzieć, że Lech w którymkolwiek elemencie piłkarskim dominował. Jak się miało okazać, jego mocną stroną były stałe fragmenty gry. Dzięki rzutowi wolnemu egzekwowanemu przez Majewskiego z lewej strony boiska wygrał pierwszą połowę. Do dobrze uderzonej piłki doszedł w powietrzu Gajos i umiejętnie, tyłem głowy skierował ją do bramki. Piłkarz ten był często faulowany, zdarzało się, że sędzia nie dostrzegał ostrych wejść gości. Być może właśnie to spowodowało, że stracił kontrolę nad swoim zachowaniem.

„Gajowy” pół godziny przed końcem meczu wszedł w przeciwnika z takim impetem, że niemal złamał mu nogę. Działo się to przed polem karnym Arki, więc trudno racjonalnie ocenić postępowanie gracza Lecha. Sędzia początkowo ukarał go żółtą kartką, ale po wideoweryfikacji anulował ją, by pokazać czerwony kartonik. Lech znany jest (a raczej był) z tego, że kompletnie sobie nie radzi grając w osłabieniu i w przewadze. Arka zwietrzyła krew, zaatakowała całą drużyną i można było odnieść wrażenie, że ma przewagę nie jednego, ale trzech zawodników. Lech bronił się kurczowo, ograniczał się do wybijania piłek, wyraźnie bronił wyniku, nie stać go było na kontrę. Tylko raz Makuszewski popędził z piłką, ale gdy znalazł się z nią w polu karnym zamiast podać do dobrze ustawionego Bille symulował faul.

Na szczęście są jeszcze stałe fragmenty. Lechowi udało się wywalczyć kilka rzutów rożnych, a dwa z nich zmienił na gole. Najpierw po zamieszaniu piłka trafiła do Makuszewskiego, który oddał celny strzał. Potem, po rajdzie Barkrotha obrońca ratował się wybiciem poza linię końcową. Szwed precyzyjnie podał z rogu do Situma, a ten pewnym strzałem głową zdobył trzeciego gola. Dopiero wtedy z Arki zeszło powietrze, choć nadal próbowała atakować. W jej akcjach było zbyt wiele chaosu, by zagrozić Lechowi, który prowadząc wysoko, zdobył się wreszcie na spokojną wymianę podań, porzucił bezładne wykopy i długie podania. Zwycięstwo Pucharu Polski nie zwróci, ale pozwoli zakończyć tegoroczną rywalizację z niewygodną Arką mocnym akcentem.

Lech Poznań – Arka Gdynia 3:0 (1:0).

Bramki: Gajos (20), Makuszewski (74), Situm (83).

Żółte kartki: Nielsen –Marciniak, Zbozień.

Czerwona kartka: Gajos

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Lasse Nielsen, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos, Radosław Majewski (79. Rafał Janicki) - Maciej Makuszewski (75. Nicklas Barkroth), Christian Gytkjaer (66. Nicki Bille), Mario Situm.

Arka: Pavels Steinbors - Damian Zbozień, Michał Marcjanik, Frederik Helstrup, Marcin Warcholak - Patryk Kun (58. Grzegorz Piesio), Adam Marciniak, Yannick Sambea, Michał Nalepa, Mateusz Szwoch (71. Siergiej Kriwiec) - Filip Jazvić (58. Rafał Siemaszko).

Widzów: 20,5 tys.