Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piłkarze Lecha chcą rewanżu

włącz .

Porażka z Arką w finale Pucharu Polski była dla wszystkich mających Lecha w sercu ciężkim przeżyciem. Piłkarze i trenerzy nie ukrywają, że wciąż czują zadrę. Najbliższe spotkanie z tą drużyną traktują jako okazję do rewanżu, mimo iż będzie to tylko mecz ligowy, który o niczym nie przesądzi, nie przywróci zmarnowanej szansy na trofeum. Grupa kibiców z Gdyni zasiądzie (a raczej stanie) w Kotle, wśród przyjaciół z Poznania, jednak na boisku wzajemnej serdeczności nie ma co się spodziewać.

– Możecie być pewni, że będziemy chcieli powetować sobie tamtą porażkę. To było przykre przeżycie dla całego klubu – mówi Rene Poms, asystent Nenada Bjelicy, pytany o stosunek piłkarzy i trenerów Lecha do niedzielnego starcia z Arką. Twierdzi, że drużynie udało się złapać oddech po ciężkim okresie na starcie sezonu, gdy trzeba było rozgrywać mecz za meczem i dużo podróżować. Teraz musi się znaleźć czas na wdrażanie nowych rozwiązań taktycznych, na wypracowanie automatyzmów, które sprawdzały się w ubiegłym sezonie. Szczególnie dużo czasu na to znajdzie się już po meczu z Arką, czyli podczas przerwy reprezentacyjnej.

Także skrzydłowy Maciej Makuszewski nie ukrywa, że w ekipie Kolejorza wyczuwalna jest chęć rehabilitacji za finał. – Dobra gra, pokonanie Arki pozwoli przestać myśleć o tamtej porażce. Musimy się skoncentrować na sobie. Trzeba się przygotować na sto procent, pod każdym względem. Jesteśmy bardzo mocną drużyną i w meczu przeciwko Arce Gdynia, czy jakiemukolwiek innemu przeciwnikowi stać nas na pewne zwycięstwo – zapewnia Maciej Makuszewski.

Nie ukrywa, że granie co kilka dni to duży wysiłek, ale najtrudniej było znieść długie podróże autokarem. Siedmiogodzinna jazda do Krakowa, potem powrót, a po dniu przerwy wyprawa do Szczecina – właśnie to miało wpływ na porażkę z Pogonią. Kilkunastogodzinne przebywanie w autokarze każdemu da się we znaki. – Przed meczem z Cracovią byłem tak wykończony, że gdybym zagrał od początku, nie miałbym sił na nic, tylko bym statystował na boisku – zdradza skrzydłowy Kolejorza. Wszedł na boisko dopiero w końcówce, by dwoma akcjami wygrać Lechowi mecz. Ciężko było, ale piłkarz twierdzi, chciałby nadal grać co kilka dni, mieć możliwość pokazania się w Europie.

W ubiegłym sezonie Lech trzykrotnie mierzył się z Arką. Rok temu, gdy pracował już w Poznaniu Nenad Bjelica i wyniki poprawiły się, nie udało się gdynian pokonać na własnym stadionie. W obecności ponad 35 tysięcy widzów, w tym zaproszonych uczniów wielkopolskich szkół, Kolejorz bezbramkowo zremisował. W rewanżu w Gdyni pewnie wygrał 4:1, strzelając bramkę na samym początku i kontrolując wydarzenia na boisku do samego końca. Ekipa prowadzona przez Grzegorza Nicińskiego dzielnie i twardo walczyła, tworzyła okazje bramkowe, ale była kompletnie bezradna.

Wydawało się, że równie łatwo pójdzie Lechowi na Stadionie Narodowym, bo potencjał piłkarski miał bez porównania większy. Po zmianie trenera na Leszka Ojrzyńskiego Arka grała jednak inaczej i sprawiła sensację, miała też mnóstwo szczęścia, bo Kolejorz żałośnie pudłował w dobrych sytuacjach, nie potrafił wykorzystać dużej przewagi. Okazało się, że w piłce nożnej niczego nie można być pewnym, a faworyt nie zawsze zwycięża. Teraz przyszedł czas na rewanż. Lech znów jest faworytem, na szczęście faworyt nie zawsze zawodzi…