Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W Lechu drzemie duży potencjał. Zostanie uwolniony?

włącz .

Bardzo dużo Lechowi brakuje do miana drużyny solidnej, godnej zaufania. Aby tak się stało, indywidualne, niemałe umiejętności poszczególnych piłkarzy muszą się przełożyć na klasę całego zespołu. To wymaga długiej pracy i mądrego trenerskiego podejścia do sprawy. Dziś możemy powiedzieć, że potencjał klub ma duży, mistrzostwo kraju jest całkiem realne. Żal byłoby zaprzepaścić taką szansę.

Na korzyść Lecha przemawia wiele czynników. Ma w składzie zawodników dużo lepszych od średniej ligowej. Na dodatek jest ich wielu, w przeciwieństwie do meczów, jakie trzeba do maja rozegrać. Nenad Bjelica ma sytuację wymarzoną. Nic mu nie przeszkadza zbudować solidną, wygrywającą ekipę. Chyba każdy ligowy trener chciałby się znaleźć na jego miejscu. W poprzednich sezonach sytuacja byłą nietypowa, bo oprócz tradycyjnie mocnej Legii trzeba było rywalizować z Lechią i Jagiellonią. Teraz wydaje się, że tylko Legia może Lechowi zagrozić, szczególnie gdyby została zwolniona z obowiązku rywalizacji w Lidze Europy.

W każdej formacji Lech ma graczy solidnych, wyróżniających się w lidze. Putnocky to czołowy bramkarz ekstraklasy. Do gry Buricia można było mieć ostatnio zastrzeżenia. Wydaje się więc, że pozostanie mu rola zmiennika, i to chyba na długo. Defensywa może grać w różnych konfiguracjach, z Vujadinoviciem i Janickim na środku, albo z Nielsenem i Dilaverem. Jest też nie skażony jeszcze występem w pierwszej drużynie, ale uniwersalny, bo potrafiący też zagrać po lewej stronie De Marco. Jedno, czego wszystkim tym graczom brakuje, to zgranie i nabranie pewności siebie. W nowym roku formacja ta zostanie wzmocniona Norwegiem Rogne, graczem z szansami na zawojowanie ekstraklasy.

Pomoc to najsilniejsza i najliczniejsza w formacja w Lechu. Skrzydłowi Makuszewski i Situm nie mają konkurentów w innych klubach, a nie brakuje im solidnych zmienników. Na rozegraniu mogą występować Majewski i po wyzdrowieniu Jevtić, w odwodzie jest Radut. Trałka i Tetteh to solidni ligowcy. Jest i bardziej od nich ofensywny (choć ostatnio tego nie ujawnia) Gajos. Atak to przede wszystkim (a właściwie jedynie) Gytkjaer, o którego trzeba dbać, bo strzeli mnóstwo goli. Jego zmiennik Nicki Bille Lecha nie zbawi. To są zawodnicy, o jakich trenerzy innych polskich drużyn mogą tylko pomarzyć.

W Niecieczy Lech pewnie wygrał, ale klasy, jakiej się od niego oczekuje, nie pokazał. Dobrze, że rywal był słaby, bo z taką postawą lepszej drużyny nie udałoby się pokonać. Szwankowało właściwie wszystko, każda formacja w jakiś sposób zawiodła, szczególnie marna w wykonaniu Kolejorza była pierwsza połowa. Nie wiadomo, jakie były założenia taktyczne, ale jeżeli długie podania do ataku, zastępujące rozgrywanie piłki przez pomocników, były elementem strategii wymyślonej na ten mecz przez trenera, to – mówiąc delikatnie – kiepski z niego strateg. Wszystkie bramki padły po rozegraniu piłki na skrzydle. Na prawym skrzydle, choć kolejne gole mogły paść po podobnych akcjach po lewej stronie boiska.

Druga połowa cechowała się dominacją Lecha, ale słabych momentów w jego grze było multum. Akcje nie były prowadzone dynamicznie, rozgrywanie piłki zbyt często kończyło się niewymuszonymi stratami. W dalszym ciągu piłka była wycofywana do bramkarza, który wybijał ją na oślep, potem trzeba było o nią walczyć w powietrzu, co narażało Lechitów nie tylko na stratę kontroli nad wydarzeniami boiskowymi, ale i na utratę zdrowia, bo gracze Termaliki nie patyczkowali się z nimi. W grze Lecha brakowało więc rozsądku i zwykłej piłkarskiej jakości. Jeżeli myśli się o zawojowaniu ligi, o wykorzystaniu swoich atutów, wiele trzeba poprawić. Bez tego wiosną przeżyjemy kolejne wielkie rozczarowanie.