Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Co za wstyd! Lech rozbity w Szczecinie!

włącz .

Tragiczna postawa Lecha. Miał walczyć o wszystkie trofea, a jedno z nich stracił już w pierwszej rundzie. Jak za „najlepszych” czasów, znów oddał mecz bez walki. Dużo słabsza kadrowo Pogoń całkowicie go zdominowała. Wykorzystała zestawienie, w którym brakowało graczy znających się na destrukcji. Obrona znów zagrała w zmienionym składzie, bo rotacja jest przecież ważniejsza od zgrania, popełniała żałosne błędy. Burić wyręczał szczecińskich napastników, podarował im dwa gole. Wstyd było patrzeć na klasowych podobno piłkarzy ogrywanych jak dzieci.

Właściwie tylko obrońcy i Tetteh byli graczami odpowiedzialnymi w Lechu za defensywę, ale po pierwszych akcjach, gdy goście starali się przejąć inicjatywę, do głosu doszła Pogoń i skrzydłowi oraz napastnicy Kolejorza musieli wycofać się do obrony, nieudolnej zresztą. Gospodarze grali z rozmachem, piłka szybko krążyła między nimi, pod bramką Buricia raz po raz było gorąco. Lechowi rzadko udawało się otrząsnąć z tej przewagi, ale o dziwo był blisko gola, gdy Jóźwiak po dośrodkowaniu Makuszewskiego przeskoczył obrońcę i strzelił głową zmuszając Załuskę do desperackiej obrony. Młody skrzydłowy starał się być wszędzie, i w obronie, i w ataku.

Najgroźniejszym piłkarzem Pogoni był wypożyczony z Lecha Formella. Grał z ambicją, był bliski gola, po jego strzałach piłka mijała bramkę Buricia. Przewaga Pogoni rosła, nie zatrzymywała się, nacierała ambitnie, a Lecha stać było tylko na obronę i od czasu do czasu próbę wyprowadzenia ataku. Szczęście mogły też przynieść stałe fragmenty gry, kilka razy po podaniach Majewskiego pod bramką Pogoni powstawało zamieszanie. Największe jednak zrobiło się na przedpolu Buricia po pół godzinie gry, gdy bramkarz Lecha wybiegł do przodu i miejscowym zawodnikom niewiele brakowało do umieszczenia piłki w pustej bramce. Jak się miało okazać, to ostrzeżenie niczego „Jasia” nie nauczyło.

Lechowi nie udawało się otrząsnąć z przewagi Pogoni, po prostu był bezradny. W jego szeregach panował chaos, trudno było wymienić choćby trzy podania. Piłka raz po raz padała łupem gospodarzy, a ci nacierali z pasją, ku uciesze rozpalonej emocjami publiczności. Niektórzy gracze Lecha sprawiali wrażenie zniechęconych i zmęczonych bieganiem między zawodnikami Pogoni. W 38 minucie stało się to, co było nieuchronne, po fatalnej postawie Buricia. Odbił wprawdzie z trudem górną piłkę, ale zamiast wrócić natychmiast popędził za nią i został ograny przez Korta, który po chwili strzelił do pustej bramki.

Kto by się spodziewał, że Lech teraz spróbuje odrobić stratę, ten się rozczarował. Obraz gry nie zmieniał się, Pogoń ciągle miała inicjatywę. Nic nie wskazywało, by Kolejorz miał wrócić do tego meczu. Zęby bolały od patrzenia na dalekie, z reguły niecelne podania, na głupie straty. Brakowało pomysłu na atak, a defensywa niemiłosiernie pozwalała się ogrywać. Kompletnie bezproduktywny był Gytkjaer, całkowicie odcięty od podań. Tuż przed końcem pierwszej połowy Pogoń dobiła dużo od siebie słabszego Lecha. Piłka trafiła do opuszczonego przez obrońców Formelli. Burić jeszcze raz wybiegł z bramki, ale tylko po to, by popełnić bezmyślny faul. Po chwili Frączczak pewnie pokonał go z rzutu karnego.

Smutno się robiło od oglądania wyczynów świetnie opłacanych internacjonałów z Poznania. Szczecinianie objeżdżali ich z łatwością, grali z nimi w dziada. Lech po przerwie, gdy wypadało odrabiać straty, snuł się po boisku, nie przyspieszał w ataku. Mnożyły się zagrania wszerz boiska i proste straty. Drużyna, w każdym meczu grająca w innym składzie, nie podjęła walki. Niemal wszystkie bezpośrednie starcia o piłkę były przegrywane. Trudno było liczyć, że Pogoń zmęczy się intensywnością swej gry. Gdyby nawet zwolniła, to Lech i tak nie potrafiłby tego wykorzystać, bo sam grał w tempie spacerowym. Największym jego grzechem był brak pomysłu, nie istniała jakakolwiek taktyka. Z samego biegania od przeciwnika do przeciwnika nic wyniknąć nie mogło.

Na ostatnie 20 minut trener zdjął Majewskiego i Gajosa, wprowadził Bille i Barkrotha. Niewiele to zmieniło, marazm nie opuszczał zawodników Lecha, nie brakowało tylko chaosu. Gra zrobiła się nerwowa, dochodziło do przepychanek, sędzia rozdawał kartki, czas mijał, Pogoń była coraz bliższa awansu. Miała ułatwione zadanie, bo Lech w żaden sposób nie chciał sobie pomóc. Nie dość, że nie zagroził bramce Pogoni, to stracił trzeciego gola. Gospodarze wykorzystali ślamazarną postawę, statyczną grę obrońców, którzy wybili piłkę tak, że trafiła ona wprost do przeciwnika, a potem stali jak wmurowani, gdy ten rozgrywa i strzela. Gra jeszcze bardziej się zaostrzyła, z czerwoną kartką boisko opuścił Frączczak. O dziwo, osłabiona Pogoń ciągle panowała na boisku, Lech był nie mniej bezradny jak przez całe spotkanie.

To była katastrofa. Lech poniósł największą i najboleśniejszą porażkę w czasach trenera Nenada Bjelicy. Ciekawe, czy podobnie, jak w czasach poprzednich trenerów, władze klubu potraktują to ze zrozumieniem. Silna personalnie ekipa nie podjęła walki w Szczecinie, dała się ograć niemiłosiernie, jakby piłkarzom było obojętne, w jakich koszulkach biegają po boisku. Sezon dopiero się zaczyna, a Lechowi pozostała tylko liga i ponad 20 piłkarzy liczących na regularną grę i „walkę o trofea”.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0 (2:0)

Bramki: Kort (37, 76), Frączczak (45 k.).

Żółte kartki: Nunes, Kort Frączczak – Gajos, Tetteh, Vujadinović.

Czerwona kartka: Frączczak.

Pogoń: Łukasz Załuska - David Niepsuj, Cornel Rapa, Lasha Dvali, Ricardo Nunes - Darusz Formella, Jakub Piotrowski (80. Rafał Murawski), Kamil Drygas, Dawid Kort, Adam Gyurcso (89. Sebastian Kowalczyk) - Adam Frączczak.

Lech: Jasmin Burić - Emir Dilaver, Lasse Nielsen, Nikola Vujadinović (77. Mihai Radut), Wołodymyr Kostewycz - Maciej Gajos (70. Nicklas Barkroth), Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski (70. Nicki Bille) - Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer, Kamil Jóźwiak.