Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech grał do końca. Pokonał Cracovię

włącz .

Zanim na boisku pokazali się Makuszewski, Gytkjaer i Jóźwiak, w ofensywie Lecha jakości było tyle, co kot napłakał. Wydawało się, że trenerowi bardziej zależy na ogrywaniu Nicki’ego Bille i Rakelsa niż na punktach. W końcówce wystarczyły dwie szarże „Makiego”, dwa precyzyjne strzały i Kolejorz potwierdził swoją przewagę. Otrząsnął się z czwartkowego niepowodzenia, odniósł drugie z rzędu zwycięstwo.

Można się było spodziewać zmian w składzie, ale trener Lecha nie zawahał się przed dokonaniem prawdziwej rewolucji zostawiając tylko trzech graczy. Pierwszy raz w tym sezonie nie zagrał Kostewycz. Nie zastąpił go De Marco, który po wyzdrowieniu zadebiutował w meczowej osiemnastce, lecz wycofany do defensywy Situm. Na lewe skrzydło wydelegowany został były zawodnik „Pasów” Rakels, pierwszy raz w wyjściowej jedenastce. Rozgrywającym był Radut. W kolejnym spotkaniu zagrał niezniszczalny Trałka. Na prawym skrzydle mecz zaczął Barkroth, w ataku niestety pojawił się Bille.

Nie można powiedzieć, że Lech nie miał ochoty do gry. Zaczął z werwą, dążył do jak największego posiadania piłki, do kierowania jej do przodu. Uzyskał przewagę, grał z rozmachem. Nic to jednak nie dawało, nie było okazji bramkowych. Cracovia grała solidnie w obronie, a Lechowi brakowało jakości w ataku. Chaotyczny jak zwykle Nicki Bille nie stanowił większego problemu dla defensorów gospodarzy. Niewidoczny był Rakels. Po drugiej stronie działo się ciekawiej za sprawą aktywnego, potrafiącego przyspieszyć, choć niedokładnego w podaniach Barkrotha. W ofensywie Lecha najbardziej widoczny był… obrońca Situm

Długo żadna z drużyn nie stworzyła okazji bramkowych. Strzałów nie było niemal wcale. Sposobem Cracovii na mającego lepszych piłkarzy Lecha był pressing. Kiedy Lech się rozpędził i w biegu wymienił kilka podań, zawodnicy „Pasów” zostawali z tyłu. Pozostawało im liczyć tylko na nieprecyzyjne rozegranie ataku i rzeczywiście Lech prędzej lub później tracił piłkę, często w sposób niewymuszony, za sprawą niedokładności. W 32 minucie Kolejorz przeprowadził wreszcie akcję, która mogła – powinna! – przynieść gola. Situm świetnie podał do Bille, który jednak oddał głową strzał kompletnie dla bramkarza niegroźny i wielka szansa przepadła. Po kilku minutach doskonale z dystansu uderzył Gajos, zmuszając bramkarza do rozpaczliwej obrony. Żal tych szans. Cracovia nie stworzyła ani jednej groźnej sytuacji.

Pierwsza połowa zdecydowanie na korzyść Lecha, a drugą też zaczął od przewagi i od szybkiego stworzenia okazji bramkowej. Barkroth dobrze podał do Gumnego, ten posłał piłkę wzdłuż bramki, niestety Bille i Rakels spóźnili się z dojściem do piłki. W podobny sposób zagrał po chwili Gajos, tym jednak razem pod bramką zawodników Lecha nie było w ogóle. Mecz zrobił się nieciekawy, bo goście próbowali atakować wciąż w taki sam sposób, coraz bardziej jednostajnie, a Cracovia czyhała na przechwyt i możliwość wyprowadzenia kontry.

O tym, że piłka jest przewrotna i nieskuteczność bywa karana Lech przekonał się po 60 minutach. Daleki przerzut Cracovii, wrzucenie piłki pod bramkę, natychmiastowy strzał głową Piątka i piłka zatrzymuje się na słupku, a potem wpada w ręce Buricia. Lech wrócił z dalekiej podróży, a podochocona Cracovia spróbowała częściej grać w taki sposób, wykorzystać bezproduktywność Lecha w ataku. Wiadomo było, że bez wymiany najsłabszych ogniw drużyny Kolejorz nie zrobi gospodarzom krzywdy, tym bardziej, że jakość gry pogarszała się dosłownie z minuty na minutę, mnożyły się niecelne podania. I rzeczywiście Bjelica zdjął z boiska Rajelsa i Bille, a wprowadził na nie Makuszewskiego i Gytkjaera, a potem jeszcze Jóźwiaka.

Mecz zrobił się bardziej wyrównany, bo Cracovia nie liczyła już tylko na ofensywną bezradność Lecha lecz próbowała wyprowadzać ataki. W 80 minucie była bliska celu, zmarnowała jednak podobną okazję, jaką miał Bille w pierwszej połowie. Zemściło się to na niej, bo w rewanżu zaatakował Lech i tym razem zrobił to skutecznie. Klasę pokazali piłkarze rezerwowi. Makuszewski był faulowany w polu karnym, ale zanim sędzia zdążył zareagować piłkę przejął Jóźwiak i precyzyjnym strzałem dał Lechowi prowadzenie. Chwilę później było 2:0. Makuszewski dośrodkował, a problemu z pokonaniem bramkarza nie miał Gytkjaer. Na tym właśnie polega różnica między najlepszymi piłkarzami Lecha, a tymi, co zaczęli mecz.

Cracovia – Lech Poznań 0:2 (0:0)

Bramki: Jóźwiak (82), Gytkjaer (85)

Żółte kartki: Drewniak, Piątek - Rakels, Situm, Lasse Nielsen, Radut.

Cracovia: Grzegorz Sandomierski - Oleksii Dytiatiev, Piotr Malarczyk, Kamil Pestka - Jakub Wójcicki, Miroslav Covilo (40. Milan Dimun), Szymon Drewniak, Jaroslav Mihalik (78. Mateusz Wdowiak), Sergei Zeniov - Krzysztof Piątek, Tomas Vestenicky (57. Mateusz Szczepaniak).

Lech: Jasmin Burić - Robert Gumny, Rafał Janicki, Lasse Nielsen, Mario Situm - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Mihai Radut - Nicklas Barkroth (73. Kamil Jóźwiak), Nicki Bille (67. Christian Gytkjaer), Deniss Rakels (64. Maciej Makuszewski).