Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Holendrzy pewni swego. Po meczu też tacy będą?

włącz .

Duży spokój i pełną wiarę we własną klasę zachowują trener i piłkarze FC Utrecht przed rewanżem przeciwko Lechowi. Nie wygrali pierwszego meczu, ale twierdzą, że to nie odbiera im szans na awans, a czas nie działa na ich niekorzyść. Bagatelizują osłabienie drużyny transferami. Wierzą w siłę i profesjonalizm swojej ekipy i w fakt rozpoznania możliwości Lecha. Ostatni tydzień poświęcili na treningi mające pomóc im w powrocie do formy i na analizę gry przeciwnika.

Pierwszy mecz Holendrom nie wyszedł, ale nie robią z tego tragedii, bo niczego jeszcze nie stracili. Przyznają, że Lech miał więcej okazji do strzelenia gola, choć najlepsza szansa, jaką stracił w końcówce spotkania Nicki Bille Nielsen nie wynikała z przemyślanej akcji lecz z przypadku. – Wolałbym wygrać pierwszy mecz, ale 0:0 to też dobry rezultat. Teraz wystarczy strzelić bramkę w Poznaniu, by postawić Lecha w trudnej sytuacji, musiałby zdobyć dwa gole – twierdzi Erik ten Hag, trener FC Utrecht.

Przed pierwszym spotkaniem gra Lecha była dla Holendrów niewiadomą. Teraz, jak twierdzą, dobrze już go znają. Tydzień temu znajdowali się we wstępnej fazie przygotowań do sezonu. Zdążyli poprawić to, co ostatnio szwankowało i w rewanżu z pewnością zagrają lepiej. Spotkanie w Utrechcie cechowało się dużą ostrożnością. Głównym założeniem gospodarzy było: nie pozwolić, by Lech na wyjeździe zdobył gola. Udało się, więc rewanż będzie łatwiejszy. – Kilku dobrych graczy od nas odeszło, ale to w futbolu rzecz normalna, trzeba sobie z tym radzić. Najważniejsze, że pozostał trzon drużyny. Plotki na temat grożących nam kolejnych osłabień niczego nie zmieniają, spokojnie przygotowujemy się do meczu z Lechem – zapewnia ten Hag.

Niewiadomo, że czy w tym spotkaniu wystąpi największa gwiazda drużyny, jej lider, Marokańczyk Yassin Ayoub. Ostatnio był kontuzjowany, a poza tym ma zmienić ligę na turecką. Trener FC Utrecht twierdzi, że decyzja o tym, czy kreatywny ofensywny pomocnik będzie mógł w czwartek wystąpić, dopiero zapadnie. Do Poznania przywiózł ponad 20 zawodników, w tym trzech bramkarzy. Wielu z nich to gracze młodzi, wychowankowie klubu.

Przedmeczowy trening i Holendrów, i Lecha odbył się na bocznym boisku. Główna płyta przyjęła taką masę wody, że groziła jej zagłada, gdyby kilkudziesięciu facetów tratowało ją przez trzy-cztery godziny. Boisko jest o tej porze roku w dobrym stanie, ale trzeba pamiętać, że to nie jest normalny trawnik, z głęboko zakorzenionymi roślinami, lecz twór sztucznie utrzymywany przy życiu i reanimowany po każdym meczu, wrażliwy na uszkodzenia. Holendrzy podeszli do tego ze zrozumieniem, zrezygnowali z przysługującego im prawa przetestowania nawierzchni.