Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jak przewidzieć nieprzewidywalne?

włącz .

O sukcesie lub klęsce w futbolu często decyduje przypadek. Szczególnie dotyczy to drużyn niepewnych swego, rozchwianych emocjonalnie, dalekich od stabilizacji na wysokim poziomie. Takich jak Lech, który próbuje łączyć przygotowania do długiego sezonu z grą na dwóch ważnych frontach. Pozyskał wielu piłkarzy, tylko nieliczni trenowali od początku z nowym zespołem, niektórzy mają za sobą długą przerwę w grze, a każdemu dużo brakuje do normalnej formy.

Gdyby już w pierwszej minucie meczu z Piastem, po błędzie Nielsena Lech stracił bramkę, trudno by mu było przejąć kontrolę nad wydarzeniami, strzelać gole. Szczęśliwie udało się temu zapobiec. Długo jednak trwało, zanim można było uwierzyć, że gospodarzom zależy na zwycięstwie. Sprawiali wrażenie markujących walkę. Mówiąc wprost – bardzo im się nie chciało biegać po boisku, i można ich tak po ludzku zrozumieć. Warunki atmosferyczne zniechęcały nawet do spacerów, a co dopiero do gry w piłkę, na stadion przyszło niewielu kibiców, a meczów do rozegrania w najbliższych tygodniach nie brakuje.

Wszystko odmieniła akcja Jóźwiaka. Temu młodemu zawodnikowi nie można zarzucić, że grał za karę. Starał się wykorzystać otrzymaną od trenera szansę. Jego rozwój idzie w dobrym kierunku, szybko zostanie podstawowym zawodnikiem, musi tylko jak najczęściej wchodzić na boisko, a już dziś potrafi dać drużynie więcej niż kilku starszych kolegów. To samo można zresztą mówić o Gumnym. W pierwszej połowie grał na poziomie całej drużyny, źle sobie radził z silniejszymi fizycznie i sprawniej operującymi piłką rywalami. Potem już z nimi nie przegrywał, nie pozwalał się przepchnąć ani wyprzedzić.

Szarża Jóźwiaka w pole karne nastąpiły w momencie, gdy gwizdy kwitujące kolejne nieudane zagrania nasilały się. Rzut karny zmienił obraz meczu. Bez tego drużyna nie potrafiłaby nad nim zapanować. Kolejny bezbramkowy remis byłby wszystkim, o co Lech tego dnia walczył. Szansa od losu przyszła w samą porę i podziałała na obie drużyny. Jedna złapała wiatr w żagle, drugiej, szczególnie po drugim golu, nie chciało już się chcieć. Właśnie z tego, a nie z marnych umiejętności obrońców Piasta brały się kolejne bramki dla Lecha. Goście przestali grać, więc można było nastrzelać jeszcze więcej goli, odnieść rekordowe zwycięstwo.

Optymistów po tym spotkaniu nie brakuje. Warto ich uświadomić, że Lech w najbliższych tygodniach z Piastem już nie zagra, a inne drużyny trochę bardziej mu się postawią. Już w czwartek trzeba będzie włożyć wiele energii w mecz, który musi być zwycięski, jeżeli sezon międzynarodowy ma jeszcze chwilę potrwać. FC Utrecht znajduje się teraz w trudnym momencie, bo stracił czołowych piłkarzy, ale jego defensorzy, w przeciwieństwie do graczy Piasta, nie podadzą Lechowi ręki. O sukces trzeba będzie twardo walczyć. Nie wiemy, na co stać Lecha, bo jego piłkarze wciąż przygotowują się do sezonu. Trener przyznał, że trudno przewidzieć, kiedy wszyscy z nich nadrobią zaległości, wejdą na wyższy poziom.

Wśród tych, co mają nad czym pracować są tacy, co nam w niedzielę sprawili miłą niespodziankę. Gytkjaer wreszcie zaczął strzelać, a Barkroth asystować. Warto było na nich chwilkę poczekać. Wątpliwe natomiast, by dotyczyło to Nicki’ego Bille. Trener uparł się, by dawać mu jak najwięcej szans, nawet kosztem osłabienia drużyny. Traktuje to jako inwestycję, bo wierzy, że ten napastnik odpali. Przekonamy się, czy zostanie cudotwórcą zanim się do niego zniechęci. Kto była meczu z Piastem, ten już wie, że w futbolu zdarzają się rzeczy absolutnie nieprzewidywalne.