Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Słabsi czy mocniejsi?

włącz .

Choć nie wszyscy z pozyskanych przez Lecha piłkarzy nadają się do gry, to skład bardzo się zmienił. Z obrońców w drużynie pozostał tylko Kostewycz, w ataku nie ma zawodników gwarantujących zdobywanie wielu bramek. Dołączyli nowi skrzydłowi. Przetrwali w zespole defensywni pomocnicy i rozgrywający, ale żaden z nich nie zbliżył się jeszcze do formy z poprzedniego sezonu. Ani dotychczasowi, ani sprowadzeni zawodnicy nie grają na miarę swoich możliwości.

W pierwszych meczach nowego sezonu odczuwalny był deficyt obrońców. Trener ratował się roszadami, niektórzy zawodnicy grali nie na swoich nominalnych pozycjach. Skorzystał na tym 19-letni Robert Gumny. Gdyby formacja ta była mocna od samego początku, nie byłby dla trenera piłkarzem niezastąpionym, nie grałby w każdym spotkaniu. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby wśród sprowadzonych zawodników brakowało Dilavera. Kto wie, czy to nie największe wzmocnienie. Piłkarz uniwersalny, pewny w swych interwencjach, zapewniający wysoką jakość w defensywie. W przeciwieństwie do wielu kolegów, nie popełnia prostych błędów. Jest mniej przebojowy niż Kostewycz, ale w interwencjach pewniejszy od Ukraińca.

Największą bolączką Lecha jest aktualnie gra ofensywna. W lidze nie zdobył jeszcze gola, nie potrafi ani tworzyć, ani wykorzystywać okazji bramkowych. Właśnie ta okoliczność nie pozwoliła wrócić z Utrechtu ze zwycięstwem. Duńskim napastnikom brakuje skuteczności. Gytkjaer nie rozumie się jeszcze z kolegami, nie potrafią tak z nim grać, by mógł wykorzystać swe atuty. Nicki Bille to jeden wielki chaos. Jest ambitny, biega i walczy, cóż jednak z tego, skoro nic z tego nie wynika, bo bramek zdobywać nie potrafi, nigdy zresztą w tym nie był mistrzem.

Wzmocnieniem drużyny okazał się Situm. Gdyby jeszcze nie nadużywał dryblingów, nie zwalniał akcji, częściej grał z pierwszej piłki, dostrzegał partnerów… Możliwości Barkrotha jeszcze nie znamy. Późno wszedł do gry, szybko złapał uraz, dopiero teraz dochodzi do dyspozycji. Z pewnością jednak Lech szybciej będzie miał z niego pożytek niż z Rakelsa, po którym widać, że nie czuje się pewnie na boisku, nie współpracuje z kolegami. Stara się biegać i walczyć, w czym przypomina Bille, ale wychodzi mu jeszcze mniej. Co ciekawe, trener – jak zapewnia – nie skreślił definitywnie Szymona Pawłowskiego. Doświadczony zawodnik długo leczy kontuzję, ale gdy dojdzie do siebie i będzie walczył o miejsce w składzie, otrzyma je. Nie jest więc przesądzone, że odejdzie z Lecha.

Być może trener zmienił plany wobec tego piłkarza widząc, jak duże problemy ma drużyna z kreowaniem okazji bramkowych. Nie można liczyć na najlepszego w tym elemencie Jevticia. Majewski nie wyrzekł się starych nawyków, takich jak zbyt długie holowanie piłki, oddawanie strzałów, którymi nikomu krzywdy nie zrobi. Do tego nie odzyskał wiosennej dyspozycji. Gajosowi jeszcze dalej do pełni formy, chyba żaden piłkarz Lecha nie popełnia takiej masy błędów i prostych kiksów, nie podaje tak niecelnie. Niczego natomiast złego nie można zarzucić Trałce. U niego nie widać regresu formy. Gdy wychodzi na boisko, nie zawodzi, czego nie można powiedzieć o Tettehu. Zdarzają mu się pomyłki, w dodatku nie zawsze panuje nad swoją siłą i agresją, co zawsze grozi osłabieniem drużyny.

Jedna cecha Lecha wydaje się nieśmiertelna, niezależna od tego, kto jest jego trenerem i jakich pozyskuje piłkarzy. W meczach ligowych nie potrafi dać z siebie tego, co w meczach pucharowych. Bardzo zawiódł kibiców w meczach z Sandecją i Wisłą Płock. Jeżeli sytuacja powtórzy się w spotkaniu z Piastem, będziemy mogli mówić o żelaznej prawidłowości. Fatalnej prawidłowości. Jej skutkiem jest to, że im dłużej Lech pokazuje się w Europie, tym trudniej jest mu osiągać dobre (choćby przyzwoite!) wyniki na krajowym podwórku. Poszerzenie składu, zapewnienie trenerowi możliwości stosowania rotacji nic nie daje.