Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bez poprawy skuteczności z Holendrami się nie wygra

włącz .

Gdyby Lech znajdował się w takiej dyspozycji, jak na początku rundy wiosennej, w Utrechcie bez problemu potraktowałby kiepskich Holendrów tak, jak lepsze od nich drużyny – strzeliłby kilka bramek i wrócił do Poznania, by spokojnie przygotowywać się do nowych wyzwań. Obecny Kolejorz jest jednak dużo gorszy niż ten sprzed pół roku. Stracił to, co było jego atutem – umiejętność strzelania bramek. Jest bezzębny, ale i tak stać go na awans.

Przeobrażenia, jakie Lech przeszedł, jeszcze nie wyszły mu na dobre. Nie dość, że poszczególni zawodnicy bez skutku próbują odnaleźć dawną formę, to odczuwalny jest brak tych, którzy zapewniali mu wysokie zwycięstwa. Rozpędzona drużyna zmiatała z boiska kolejnych rywali, była tak mocna, że w jej składzie nie mieścił się nawet Szymon Pawłowskiego, bez którego nikt sobie wcześniej Lecha nie wyobrażał. Gdyby Szymek grał teraz choćby tak, jak wiosną, nie osłabiłby zespołu. W Utrechcie zabrakło jakości. Gra była lepsza niż w lidze, choć i tak mnożyły się proste straty i niecelne podania.

Kiedy latem do klubu jeden po drugim przychodzili nowi piłkarze, a każdy z nich sprawiał wrażenie lepszego od tych, co już grają w Poznaniu, spodziewaliśmy się, że z dnia na dzień Lech stanie się mocniejszy. Nikt nie przejmował się odejściem Robaka i Kownackiego, skoro przyszedł Gytkjaer, a nowi, klasowi skrzydłowi mieli ponieść Lecha do wysokich zwycięstw. Rzeczywistość nie okazała się tak piękna. Żaden z nowych graczy jeszcze nie przekonał, że warto było na niego czekać. Początkowo trzeba było sobie radzić ze zdekompletowaną obroną i nieskutecznym atakiem, borykać się z brakiem zgrania. Oglądanie ligowych meczów było męczarnią.

Dopiero w siódmym meczu nowego sezonu zobaczyliśmy w akcji nowy środek obrony. Vujadinović i Janicki zagrali obiecująco, mimo iż nie musieli zmagać się z napierającym na bramkę rywalem, lecz z rachitycznymi atakami Utrechtu. Wygląda jednak na to, że defensywa będzie solidna, bo nie dość, że można mieć zaufanie do środkowych obrońców, to Dilaver i Kostewycz są graczami klasowymi. Można już liczyć na Gumnego, podobno do zdrowia doszedł De Marco.

Jeszcze sezon się nie rozkręcił, a Lech już stracił jedynego ze swych nielicznych piłkarzy kreatywnych. Darko Jevtić nie pomoże w walce o fazę grupową Ligi Europy. Radosław Majewski nie potrafi go zastąpić, to nie ta klasa, a przede wszystkim jeszcze nie ta forma. W jeszcze słabszej dyspozycji jest chaotycznie grający Radut. Jako rozgrywający potrafi wystąpić Gajos, jednak trener ustawia go niżej. Inna sprawa, że nowemu kapitanowi też wiele brakuje do dobrej formy, o czym świadczą strzały z dystansu oddawane w Utrechcie. W końcówce meczu uderzył celnie i mocno, ale wcześniej dwukrotnie nie popisał się, a do tego notował stratę za stratą.

Trudno pozytywnie ocenić grę Situma. To piłkarz z dużymi umiejętnościami, ale Lechowi w Utrechcie nie dał kompletnie nic. Zwalniał akcje, bo zamiast podania szukał dryblingów i dziwacznych zagrywek do tyłu. Tylko przyspieszenie gry dawało szanse na zdobycie gola, a Chorwat indywidualnymi popisami działał na korzyść Holendrów. Na drugiej stronie Makuszewski był jeszcze słabszy. Początkowo starał się dośrodkowywać, strzelać. Słabł jednak z minuty na minutę, przestał walczyć, na boisku był tylko duchem, choć i to nie jest pewne. Osobny rozdział to duńscy napastnicy. Gytkjaerowi trudno będzie odpalić, bo nie ma z kim grać. Brakuje gry kombinacyjnej, pomocnicy wikłają się w akcje indywidualne zamiast próbować pokonać obronę szybkimi podaniami, nie ma pressingu i szybkiego odzyskiwania piłki. To jest zaprzeczenie tego, co było wiosną, zauważalna jest strata tych, co strzelali w każdym prawie meczu. O grze Nicki’ego Bille żal wspominać. Ciekawe, czy trener straci do niego cierpliwość.

W Utrechcie Lech zagrał w najlepszym składzie, na jaki go stać. Spośród ośmiu nowych zawodników pokazali się Dilaver, Janicki, Vujadinović, Situm i Gytkjaer. Defensorzy są solidni, gracze ofensywni zawodzą. Barkroth leczył uraz, w najbliższych meczach ma wreszcie zagrać. Rakelsa czeka mnóstwo pracy, by stał się pożytecznym dla drużyny. O De Marco wiemy niewiele. „Starzy” piłkarze rozpaczliwie próbują wejść na wyższy poziom. Gumny, który wiosną nie grał w Lechu, to duża nadzieja. Nie jest jeszcze lepszy od Dilavera, ale musi grać jak najwięcej, byle nie w ataku. O Jóźwiaku trener chyba zapomniał, a w Utrechcie jego energia i entuzjazm przydałyby się w ostatnich minutach.

W niedzielę trzeci ligowy test Lecha. Trzeba się sprężyć na mecz z Piastem, by nie powiększać strat. Trener z pewnością wymieni wielu piłkarzy, bo w czwartek rewanż z FC Utrecht. Holendrzy przygotowują się do sezonu, powinni być już w trochę lepszej dyspozycji niż tydzień wcześniej, ale i tak pokonanie ich nie jest dla Lecha zadaniem niewykonalnym. Szanse na awans są duże. Byle skuteczność wróciła, bo bez tego sukcesu nie będzie. Brakuje też kreatywności w ataku, bo chcąc strzelać gole klasowej drużynie trzeba pokazać trochę więcej niż długie podania do osamotnionego napastnika i bezproduktywne dryblingi na skrzydłach.