Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bez bramek w Utrechcie. Lech był lepszy i ma duże szanse na awans

włącz .

FC Utrecht nie okazał się dla Lecha groźnym przeciwnikiem. Ani razu nie zaniepokoił Putnocky’ego. Grał jednym tempem, bez przyspieszeń, bez „błysku”, co dowodzi, że zespół ten jest bez formy, bo dopiero przygotowuje się do sezonu ligowego. Szkoda, że nie udało się tego wykorzystać. Lech jest teraz w ofensywie bezradny. Gytkjaer był kompletnie osamotniony w ataku, a kiedy pod koniec meczu Lech uzyskał przewagę, jego rodak Bille skompromitował się pudłując w sytuacjach, gdy mógł zapewnić drużynie awans.

Odważny ruch trenera Lecha – postawił na nową parę środkowych obrońców. W Płocku debiutował Rafał Janicki, w Utrechcie Nikola Vujadinović. Po raz pierwszy od początku sezonu mógł odpocząć Robert Gumny, bo Emir Dilaver nie zastępował już stopera. W ustawieniu ofensywy nie było niespodzianek. Zagrali Maciej Makuszewski, Radosław Majewski, Mario Situm i Christian Gytkjaer. Choć zdyskwalifikowany Tetteh nie może grać w lidze, trener dał szansę Łukaszowi Trałce, któremu na środku boiska towarzyszył Maciej Gajos.

Niezwykle ostrożnie rozpoczęły mecz obie drużyny. Nie pozwalały sobie na odważniejsze szarże, czy ataki z udziałem kilku zawodników. Gra toczyła się w środku boiska, o ile można to nazwać grą, bo więcej w tym było szarpaniny. Rzadko udawało się wykonać choćby kilka celnych podań, chyba że piłka wycofana została do obrońców, którzy zagrywali w stylu „ja do ciebie, ty do mnie”. Lech przebudził się jako pierwszy, zagościł pod bramką Holendrów, z czego nic niestety nie wynikało oprócz marnej jakości podań Makuszewskiego i słabo wykonanych rzutów rożnych.

FC Utrecht grał swobodniej niż Lech, próbował akcji w trójkącie i szybkich wyjść na pozycje. A Kolejorz, kiedy już udało mu się przeprowadzić składniejszą akcję, to z reguły kończyło się to niecelnym podaniem. Wydawało się, że w pojedynku na kreatywność goście muszą przegrać, sprawiali bowiem wrażenie, że to oni nie rozpoczęli jeszcze ligowych rozgrywek. Brakowało im zgrania i jakości. Z czasem jednak poczuli się pewniej, zdarzało im się nawet trochę dłużej utrzymać się przy piłce. Szkoda tylko, że wciąż nie byli groźni w ataku. Gytkjaer toczył własne zawody, biegał samotnie, nie otrzymywał dobrych piłek. Czasami tylko udało mu się przyjąć dalekie podanie i zagrać na skrzydło. Tylko raz dostrzegł go Situm, ale brakowało w tym dokładności i nie można było celnie uderzyć głową.

Druga połowa nie przyniosła radykalnych zmian w postawie obu drużyn. Lech ciągle szukał możliwości zaatakowania, niczego jednak w swej grze nie zmieniał i było to skazane na niepowodzenie. Utrecht natomiast starał się trochę szybciej rozgrywać akcje, by zaskoczyć obronę Lecha, która jednak nie miała wiele pracy. W Lechu uwidoczniała się różnica między jednym skrzydłem a drugim. Kostewycz i Situm byli aktywni, z ich akcji coś wynikało, natomiast Makuszewski już na początku drugiej połowy kwalifikował się do zmiany. Notował coraz więcej strat, nie dośrodkowywał. Nie wracał do obrony. Po prostu słabł.

Zmiana nastąpiła, ale inna: Duńczyk zastąpił Duńczyka. Gytkjaer ma widać siły tylko na 70 minut meczu, a lepszym napastnikiem niż Nicki Bille Lech nie dysponuje. Szanse strzelenia przez Lecha gola stopniały. W 77 minucie Bille przypadkowo doszedł do piłki będą tuż przed bramkarzem, strzelił jednak fatalnie i bramkarz zapobiegł golowi. To była stuprocentowa okazja. Kilka minut później zmarnował kolejną. Gospodarze dokonali zmiany podwójnej. Trener miejscowej drużyny chciał, by grała ona mniej statycznie i niemrawo. O tym, że wzmocniony kadrowo Lech ma luki w składzie świadczyła kolejna zmiana. „Maki” opuścił boisko, a wszedł na nie boczny obrońca Gumny. Szkoda, że trener nie postawił na Jóźwiaka, bo „Guma” nie dawał wiele w ofensywie.

W ostatnich minutach Lech przyspieszył i uzyskał przewagę, widać zachował trochę więcej sił. FC Utrecht wciąż nie kwapił się do energiczniejszych ataków, jakby chciał przetrwać. Tym bardziej szkoda, że Lech nie potrafił zdobyć się na skuteczną akcję. Gdyby miał więcej jakości w ofensywie, albo przynajmniej jednego skutecznego napastnika, rozstrzygnąłby rywalizację już w pierwszym meczu.

FC Utrecht – Lech Poznań 0:0

Żółte kartki: Janssen. Labyad, Emanuelson – Kostewycz, Trałka

FC Utrecht: David Jensen - Sean Klaiber, Marc van de Maarel (84. Robin van der Meer), Willem Janssen, Edson Braafheid - Sander van de Streek (75. Giovanni Troupee), Wout Brama, Urby Emanuelson - Gyrano Kerk, Cyriel Dessers (75. Ramon Leeuwin), Zakaria Labyad

Lech: Matus Putnocky - Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Rafał Janicki, Wołodymyr Kostewycz - Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Radosław Majewski (85. Mihai Radut) - Maciej Makuszewski (77. Robert Gumny), Christian Gytkjaer (69. Nicki Bille), Mario Situm,