Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pierwszy dobry mecz Lecha w sezonie? Wielki czas!

włącz .

Czwartek, godzina 19, Utrecht. Kto nie pojechał do Holandii, mecz obejrzy dzięki transmisji TVP Sport. Lechowi daleko do wysokiej formy, więc nie możemy być pewni, że stanie na wysokości zadania. Nadzieja w tym, że drużyna holenderska, choć klasowa i solidna, dopiero przygotowuje się do rozgrywek, zgrywa nowych zawodników, straciła największe gwiazdy. Dopiero za trzy tygodnie rozpocznie rywalizację w lidze, do tej pory rozegrała tylko dwa (słabe) spotkania o stawkę.

Natomiast Lech rozegrał już sześć meczów, nie licząc sparingów z Hapoelem Beer Szewa (dobrze sobie radzącym w eliminacjach Ligi Mistrzów) i Górnikiem Konin. O ile macedoński pucharowy przeciwnik oporu dużego nie postawił, to chcąc przejść będących w wysokiej formie Norwegów trzeba się było solidnie namęczyć. Teraz role mogą się odwrócić, bo właśnie Lech, a nie FC Utrecht jest w rytmie meczowym. Właśnie to, i chyba tylko to przemawia za Lechem. Oceniając jego formę nie sposób nie pamiętać dwóch ligowych wpadek i fatalnego stylu gry, szczególnie w Płocku. Gospodarze mają po swojej stronie więcej atutów. Nawet słabo jeszcze zgrani z zespołem zawodnicy są wiele warci. Do Eredevisie nie trafiają gracze byle jacy.

Czytając opinie na temat klasy przeciwnika Lecha można się dowiedzieć, że mocną stroną ekipy holenderskiej jest ofensywa. FC Utrecht kreuje sytuacje bramkowe dzięki ciekawej, kombinacyjnej grze w środku pola, a napastnicy zdobywają gole i po akcjach w polu karnym, i po uderzeniach z dystansu. W poprzedniej rundzie eliminacyjnej mierzył się Valettą i wynik nie wskazuje, by był to spacerek. Po bezbramkowym remisie na Malcie u siebie wygrał 3:1, tracą gola tuż przed końcem, nie wykorzystując łatwo stworzonych okazji bramkowych.

To Lech jest drużyną rozstawioną, a nie FC Utrecht, ma dużo lepszy współczynnik, jest bardziej otrzaskany w pucharowych bojach, ale i „szczyci się” takimi blamażami, jak porażki z Litwinami i Islandczykami. Utrecht w pucharach nie błyszczał nigdy, nie ma wielkich sukcesów, potrafił odpaść z ekipą z Luksemburga. Wcale to nie znaczy, że Kolejorz będzie faworytem. Najgorszy możliwy scenariusz to wyjazdowa porażka w rozmiarach dających nikłe szanse w rewanżu. Oznaczałoby to pożegnanie z Europą i małą frekwencją przy Bułgarskiej za tydzień. Lech najadłby się też wstydu, nasłuchał krytyki, choć przed pastwieniem się warszawskich mediów uratowała go Legia swoim występem w Kazachstanie.

Chcąc realnie myśleć o awansie, trzeba w Utrechcie zremisować (a jeszcze lepiej wygrać, ale to byłaby już pełnia szczęścia), a jeżeli przegrać, to minimalnie i strzelając co najmniej jednego gola. Holendrom, jak każdej klasowej drużynie, nie sprawia wielkiej różnicy, czy grają na wyjeździe, czy u siebie. Natomiast dla Lecha własny stadion i doping licznych fanów ma duże znaczenie, o czym dopiero co przekonali się Norwegowie. Chcąc z tego skorzystać, trzeba dobrze wypaść w pierwszym meczu. Podobno holenderska defensywa nie jest monolitem, łatwo daje się zaskakiwać. Trzeba to wykorzystać, bo szybkich piłkarzy w składzie Lecha nie brakuje. Nie wiemy, jak ostatnio trenował, ale z pewnością sztab szkoleniowy nie zapomniał o kontratakach. To może być siła Kolejorza.