Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie samymi pucharami żyje Lech. W lidze też trzeba wygrywać

włącz .

W pierwszej połowie meczu z FK Haugesund zobaczyliśmy wreszcie takiego Lecha, jakiego chcemy oglądać zawsze. Jeszcze nie wszystko się udawało, nie każda decyzja była trafna a zagranie rozsądne, nie brakowało jednak walki, zaangażowania, zdecydowania. Dawnemu Lechowi nie udawało się powtórzyć w lidze tego, co pokazał w pucharach. Teraz ma być inaczej, taki jest przynajmniej plan. Powrót do bezbarwnej, pozbawionej błyskotliwości gry byłby dużym rozczarowaniem.

Kilku ważnych zawodników odeszło z klubu, a nie z wszystkich spośród licznie pozyskanych można korzystać, więc trudno było się spodziewać pięknej gry na starcie rozgrywek – tym bardziej, że trener otwarcie ostrzegał, iż na właściwą klasę drużyny trzeba poczekać. Nie można złapać szczytu dyspozycji w lipcu, gdy cała piłkarska Europa dopiero zaczyna przygotowania do rozgrywek. Strategia dochodzenia do optymalnej formy metodą startową prawie zdała egzamin. Prawie, bo zabrakło trzech punktów w meczu z Sandecją. Udało się natomiast pokonać dwa szczeble, najłatwiejsze, w eliminacjach Ligi Europy.

Po czwartkowym zwycięstwie nad Norwegami Lech jedzie do Płocka. Nareszcie można skorzystać z większej liczby obrońców. 19-letni Robert Gumny co kilka dni rozgrywał ważne mecze. Zyskał przez to bezcenne doświadczenie i przekonał nas, że będzie świetnym zawodnikiem. Teraz jednak prawdopodobnie odpocznie. Na środku obrony mogą już zagrać Janicki i Vujadinović, którzy dobrze wypadli w sparingu rezerw. Na prawą obronę powędruje Dilaver. Takie rozwiązanie wydaje się oczywiste i logiczne, nie wiemy jednak, co wymyśli trener, który przecież nie zapomina, że już za kilka dni trzeba grać w Utrechcie.

Po meczu z FK Haugesund nie możemy być do końca szczęśliwi. Brutal z Somalii, niejaki Abdi, załatwił nam Jevticia. Skutki faulu są poważne, zapowiada się długie leczenie. Co prawda Darko musiałby pauzować w dwóch jeszcze meczach ligowych, co jest wynikiem czerwonej kartki pokazanej mu w ostatnim spotkaniu poprzedniego sezonu, ale byłby czołową postacią drużyny walczącej o awans do czwartej rundy eliminacji Ligi Europy. Brak Jevticia to dla trenera poważny problem, zmniejsza mu swobodę manewru. Na tej samej pozycji mogą grać Majewski, Radut, także Gajos, a nawet Situm, ale Darko to klasa sama w sobie, co potwierdza czwartkowy piękny gol, kluczowy dla awansu.

Zawodników ofensywnych Lech ma wielu, można dobrze przygotować się do dwóch najbliższych, rozgrywanych co cztery dni spotkań. Nicki Bille wzmocnił się mentalnie po bramce w końcówce meczu z FK Haugesund i nie można wykluczyć, że właśnie ten napastnik rozpocznie mecz w Płocku. Jego rodak Gytkjaer, jak twierdzi trener, będzie zdobywał wiele goli dla Lecha, kiedy już wejdzie w rytm i zgra się z kolegami, jednak wątpliwe, by był eksploatowany co kilka dni. W meczu przeciwko Wiśle pokaże się na boisku, ale raczej na krótko. Na swoją szansę czeka też Rakels, piłkarz dobrze czujący się w grze z kontrataku, bo to coś pośredniego między bocznym pomocnikiem a napastnikiem. Dzięki niemu gola w ostatnim meczu zdobył Nicki Bille.

Siła nowego Lecha polega na tym, że ma w składzie indywidualności, piłkarzy potrafiących kilkoma zagraniami rozstrzygnąć wynik każdego meczu. Takim zawodnikiem jest Jevtić, którego właśnie na jakiś czas tracimy. Takim jest też Situm. Ma wszystko, by zostać gwiazdą ekstraklasy. Świetna technika, błyskotliwy drybling, dobry strzał, umiejętność zdobywania bramek głową. Niemały potencjał drzemie też w takich graczach, jak Barkroth i Radut. Nie wiemy jednak, czy Szwed wyleczył już uraz, być może zagra dopiero w Utrechcie. Natomiast Rumun nie jest w pełni formy, o czym przekonał zastępując ostatnio Jevticia. Oby to była chwilowa, wynikająca z intensywnych treningów obniżka dyspozycji.

Tydzień temu Lech stracił punkty. Nie wolno tego powtórzyć, bo już na starcie rozgrywek powstałaby strata i zamiast znaleźć się w czołówce tabeli, Lech musiałby myśleć o pościgu, co wpłynęłoby na nerwową atmosferę, utrudniłoby grę także w Europie. Ponad 20 tysięcy obecnych na stadionie ludzi przekonało się, jak bardzo emocjonująca jest gra w pucharach. Natomiast liga to codzienność, ale nie mniej ważna. Strata punktów w Płocku byłaby sygnałem, że Lecha nie stać jeszcze na grę na dwóch frontach, niewiele więc zmieniło się w stosunku do poprzednich sezonów.