Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wrocławianin Robak

włącz .

Marcin Robak zwiedził wiele klubów. Właśnie wylądował w kolejnym – Śląsku, a na wykupienie go z Lecha złożyli się wszyscy mieszkańcy Wrocławia, nawet tacy, którzy na mecze nie chodzą i lokalnym futbolem gardzą. Samorząd finansowo wspiera tamtejszy klub, który bez takiej pomocy już by nie istniał. Finansuje też stadion znany z tego, że przez pięć lat zapełnił się tylko kilka razy. W tym mieście nie ma wielkiego zapotrzebowania na piłkę nożną. Ambitne, żądne promocji władze reanimują ją pieniędzmi podatników.

Latem wydawało się, że status organizacyjny Śląska Wrocław zostanie ustalony. Pojawiło się dwóch biznesmenów chcących przejąć klub i go finansować. Nic z tego jak zwykle nie wyszło, więc Śląsk pozostał na garnuszku samorządu. Za otrzymane 10 milionów ma przetrwać trudny czas. W uchwale szczegółowo zapisano, na co pieniądze te mogą być wydawane. Wśród tych celów nie ma kupowania piłkarzy. Gdyby jednak klubowi brakowało na podstawowe utrzymanie, siłą rzeczy nie mógłby dokonywać gotówkowych transferów.

Poznaniakom dużo bardziej zależy na Lechu niż wrocławianom na Śląsku, jednak gdyby tu władze dać choćby złotówkę na utrzymanie klubu (co jest oczywistym absurdem, bo prezydent być może Lecha toleruje, ale jego kibiców z wzajemnością nie cierpi), podniósłby się medialny wrzask. Kiedy zmieniono umowę użyczenia Lechowi stadionu i właściciel obiektu zaczął otrzymywać mniej, krytyce nie było końca. We Wrocławiu miasto na swoim ogromnym stadionie nie zarabia nic. Wprost przeciwnie, utrzymuje go, podobnie zresztą jak klub piłkarski. Protestów jakoś nie słychać, choć ludziom nie jest to do szczęścia potrzebne, czego dowodzi upiorny widok pustych trybun.

Marcinowi Robakowi to oczywiście nie przeszkadza. Interesuje go tylko jak najczęstsze granie i zdobywanie bramek. Nie zostało mu wiele meczów do rozegrania, bo to człowiek niemłody, ale sporo goli jeszcze strzeli. Choć dla Lecha zrobił sporo w tej kwestii, kibice pożegnali go bez żalu.

Nigdy nie było chemii między nimi a piłkarzem. Gdy był w drużynie, domagali się sprowadzenia wartościowego napastnika. Kiedy wreszcie zaczął strzelać gole i mógł uciszyć własną publiczność (tak, wykonał kiedyś taki gest), nie nosili go na rękach. Był oburzony, że gra mniej niż by chciał, bo klub musi wypromować Kownackiego, więc głośno wyraził oburzenie i postanowił odejść. Klub nie trzymał go na siłę, ale nie zamierzał oddawać go za darmo. Padło na Śląsk, który – podobnie jak Lech – wymienia skład, sprowadzając jednak piłkarzy mniej wartościowych i chętnie sięgając po takich, których nie chcą w innych klubach. Dobrze się to dla Robaka ułożyło, a dla Lecha? Okaże się po kilku kolejkach.