Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Obrona Lecha nadal zdewastowana a liga rusza

włącz .

W niedzielę Kolejorz zmierzy się z Sandecją Nowy Sącz, absolutnym beniaminkiem w ekstraklasie. Start w nowy sezon jest bardzo ważny, nie można sobie pozwolić na stratę punktów, szczególnie na własnym stadionie, z przeciwnikiem nie należącym do wysoko notowanych. Forma Lecha, sądząc po tym, co widzieliśmy w Haugesund, to zagadka. Jeszcze większą jest zestawienie, a właściwie sklecenie defensywy.

Jedyna nadzieja w tym, że Sandecja nie ma tak wybieganych, znajdujących się w formie napastników jak FK Haugesund. – To był groźny rywal. Mamy lepszych piłkarzy, ale oni są teraz w wyższej formie – przyznał trener Nenad Bjelica. – W drugiej połowie zagraliśmy lepiej niż w pierwszej, ale wtedy zdarzyły się indywidualne błędy naszych obrońców.

Problem w tym, że Lech na solidną obronę nie może liczyć także w meczu przeciwko Sandecji. Vernon De Marco ciągle się leczy, a Nikola Vujadinović ma za sobą dopiero jeden trening z nową drużyną. W tej sytuacji Lechowi może grozić powtórka z rozrywki, czyli ponowne wycofanie do defensywy Trałki. Bardziej jednak prawdopodobne jest wystawienie na pozycji stopera Dilavera, prawego obrońcy. – Jest już zdrowy, miał tylko drobny uraz, nie chcieliśmy ryzykować większej kontuzji, dlatego do Haugesund nie pojechał – mówi trener.

Przy takim wariancie najmłodszy piłkarz Lecha nadal byłby najbardziej eksploatowanym. Mowa o Robercie Gumnym, który rundę wiosenną spędził na wypożyczeniu w Katowicach, a po powrocie rozgrywa mecz za meczem. Na innych pozycjach na szczęście nie ma takich problemów, jest z kogo wybierać. Trener zapowiada, że jeżeli drużyna rozegra jesienią prawie 40 spotkań, a taki jest cel, to każdy piłkarz z licznej kadry będzie miał okazję pokazać się, jeżeli nie w ekstraklasie, to w Lidze Europy lub Pucharze Polski. – Ciężko nam będzie grać na trzech frontach, ale przy tej liczbie piłkarzy i przy stosowaniu rotacji jest to możliwe – twierdzi Nenad Bjelica.

Lech chyba już definitywnie stracił Marcina Robaka. Trener zapewnia, że chce z niego korzystać, ale piłkarz woli odejść. Nicki Bille, drugi napastnik, jest gotowy do gry. Wydaje się, że trener znów jednak postawi na Grytkjaera licząc, że zacznie się zgrywać z kolegami. W odwodzie jest uniwersalny Rakels, któremu nie jest obca gra w ataku i na skrzydle.

Sandecja dokonała latem kilku wzmocnień, ma w składzie doświadczonych zawodników, wciąż znajduje się w euforii po wywalczeniu awansu. Lecha czeka ciężka walka, a nie spacerek. Tym lepiej dla kibiców, którzy w niedzielny wieczór mogą obejrzeć ciekawe widowisko. W składzie Kolejorza prawdopodobnie pokaże się większa liczba nowych graczy niż w czwartek w Norwegii.