Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zaczyna się prawdziwa walka. Czy defensywa da radę?

włącz .

Dobra wiadomość przed dwumeczem z Haugesund: do sezonu Lech przystępuje poważnie wzmocniony, po rekordowej liczbie transferów. Zła wiadomość: na Lecha w pełni formy i w optymalnym składzie poczekamy kilka tygodni, czyli do następnej rundy, o ile uda się pokonać norweską przeszkodę. Mecze, które w tym roku już się odbyły dowiodły, że optymizm jest uzasadniony. Średniak z ligi norweskiej, nawet w pełni sezonu, nie jest drużyną lepszą od Kolejorza. Realne jest rozstrzygnięcie awansu już w pierwszym spotkaniu.

Za kilka dni będziemy mieli przedsmak tego, co nas może czekać jesienią i co wymaga mocnej, licznej, ale wyrównanej drużyny. W czwartek trzeba rozegrać w Haugesund spotkanie o dużej wadze, bo Lech nie może sobie pozwolić na odpadnięcie z europejskiej rywalizacji na tak wczesnym etapie. Już trzy dni później przystąpi do rozgrywek ekstraklasy. Pierwszym przeciwnikiem będzie Sandecja Nowym Sącz, czyli ligowy beniaminek, i to absolutny, bo ta drużyna nigdy w swej historii nie grała w ekstraklasie. Na stratę punktów Lecha w takim meczu nie stać.

Pozyskał już siedmiu graczy. Wszyscy pochodzą z zagranicy i w ligach, w których grali, walczyli o najwyższe cele. Mają doświadczenie, nie są zawodnikami przypadkowymi, kilku z nich trener zna bardzo dobrze, bo z nimi pracował. Problem tylko w tym, że w Lechu są od niedawna, okres przygotowawczy był mocno przyspieszony i właściwie jeszcze się nie zakończył, nie każdy z nowych zawodników zdążył dobrze poznać nowych kolegów, nie wspominając już o wspólnie rozegranych meczach. Lech więc nie tyle jest drużyną mocną, co taką dopiero będzie. Nie jest słabszy niż kilka miesięcy temu, ale o defensywie, czyli kluczowej formacji, trudno powiedzieć cokolwiek dobrego. Jej zestawienie będzie improwizacją.

Wszystko wskazuje, że w Haugesund na bramce zagra Matus Putnocky. Kto jednak pokaże się przed nim, jest niewiadomą, choć trener nie ma dużej swobody manewru. Pewna jest gra Nielsena i Kostewycza. Natomiast na prawej stronie mogą grać Dilaver lub Gumny, a na środku Dilaver lub Trałka. Jeżeli trener zastosuje któryś z tych wariantów, to w meczu ligowym sięgnie po inne, choć też tymczasowe rozwiązanie. Nie można więc powiedzieć, że Lech ma drużynę gotową i kompletną. De Marco musi się wyleczyć, zanim zostanie pełnoprawnym członkiem drużyny. Vujadinović ma przed sobą kilka tygodni treningów, nie może z marszu wejść do gry, bo źle się to dla niego skończy.

Całe szczęście, że z innymi formacjami nie ma takich problemów. Szczególnie mocna jest linia środkowa, gdzie trener ma mnóstwo możliwości. Z pewnością na pozycji defensywnego pomocnika zagra Tetteh, ale wybór jego partnera jest sprawą otwartą. Może być nim Trałka, o ile nie zastąpi środkowego obrońcy. Jest też Gajos. Jest i Majewski, czyli wariant bardziej ofensywny. Także skrzydłowych jest bez liku. Sobotni sparing wykazał, że Rakels może rozegrać całe spotkanie, ma na to siły. Trener może postawić na Situma, ma też Jóźwiaka, a po drugiej stronie Barkrotha i Makuszewskiego. Ostatnie spotkania rozpoczynał Nicki Bille, ale na nim świat się kończy. Nigdzie na razie nie wybiera się Robak, a Gytkjaer trenuje z drużyną wystarczająco długo, by zagrać przynajmniej część meczu. Paweł Tomczyk natomiast będzie się ogrywał na wypożyczeniu.

Niezależnie od tego, na jaki skład trener postawi, norweską przeszkodę trzeba pokonać. Następny przeciwnik będzie trudniejszy, ale i defensywnych piłkarzy trenerowi przybędzie. Kiedyś De Marco musi wyzdrowieć, przecież nie pójdzie w ślady Kokalovicia. Do drużyny wejdzie Vujadinović. Trener zapowiedział przyjście jeszcze jednego obrońcy, oby zdrowego i bez konieczności długiego nadrabiania zaległości treningowych.