Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trzy gole Lecha w Macedonii i pewny awans

włącz .

Bezdyskusyjne zwycięstwo Kolejorza w rewanżu przeciwko Pelisterowi Bitola. Grając w wielkim upale nie zmuszał się do wielkiego wysiłku, potrafił jednak strzelić trzy gole i rozłożyć rywala na łopatki. Potraktował ten mecz jak sparing, awans był przecież rozstrzygnięty już po pierwszym spotkaniu. Rezultat polsko-macedońskiego dwumeczu – 7:0.

Trener Bjelica nie ma jeszcze pełnej swobody manewru, nie może korzystać z wszystkich piłkarzy tworzących kadrę Lecha. Niedostatek obrońców zrekompensował wystawieniem na pozycji stopera Łuksza Trałki. Pozwolił zagrać Jasminowi Buriciowi, człowiekowi z Bałkanów. Z nowych zawodników od pierwszej minuty wystawił Nicklasa Barkrotha i Mario Situma. Na ławce rezerwowych usiadł Darko Jevtić.

Lech zaczął spokojnie i pewnie, nie forsując tempa, mecz toczył się przecież w wielkim upale. Piłka krążyła między graczami Lecha, najdłużej przy niej utrzymywał się Majewski. Potrafił stworzyć zagrożenie, nic z tego jednak nie wyszło. Potem do głosu doszli gospodarze. Umiejętnie utrzymywali się przy piłce, wywalczyli trzy rzuty rożne, potrafili zamknąć Lecha na jego połowie. Po wydawałoby się niegroźnej akcji błąd popełnił Burić. Musiał się ratować poza polem karnym, dotykając piłki ręką, bo niespodziewanie znalazł się sam na sam z zawodnikiem Pelisteru. Rzut wolny nie został wykorzystany.

Lechowi gra nie kleiła się. Seryjnie powtarzały się błędy i niecelne podania. Można było obserwować to ze spokojem, bo zaliczka z pierwszego meczu była wielka i konsekwencje słabej gry nie mogły być daleko idące. Jedna z akcji gości mogła się jednak podobać, gdy Majewski przyjął długie podanie Nielsena, dośrodkował spod chorągiewki rożnej do Gajosa, który po szybkim zwodzie strzelił mocno, niestety niecelnie. Kilka minut później w jednej akcji dwukrotnie dobrze dośrodkowywał Barkroth. Zabrakło napastnika, który potrafiłby zrobić z tego użytek. Nicki Bille to piłkarz, któremu można zarzucić wszystko oprócz zwinności i zwrotności.

Mecz był wyrównany, bo Lech wkładał w niego minimum sił, a gospodarzy nie było stać na zdominowanie rywala. Pelister grał jednak ambitnie, do przodu i dowiódł, że nie jest to słaba drużyna, do tego wysoka temperatura to dla niej nic nadzwyczajnego. O dziwo popełniała mniej prostych, niewymuszonych błędów. W pierwszym meczu siłą Lecha były stałe fragmenty gry, strzelił dzięki nim wszystkie gole. W rewanżu sytuacja się powtórzyła. Kilka minut przed końcem pierwszej połowy Majewski dośrodkował z rzutu rożnego i Nielsen bliski był powodzenia. Po jego strzale piłka wybita została na rzut rożny, a powtórka była tym razem udana - gola głową zdobył drugi stoper – Trałka. Teraz gospodarze musieliby strzelić sześć goli, by awansować, ale nadzieję na sukces stracili już w Poznaniu.

W drugiej połowie nie pojawił się na boisku bohater pierwszego meczu – Mario Situm. W Strumicy grał nieźle, ale trener uznał, że nie ma co szafować jego siłami i posłał do boju Makuszewskiego. Obraz gry nie zmienił się. Macedończycy pokazywali otwarty futbol dążąc do zdobycia gola i długimi momentami panowali nad wydarzeniami. Egzekwowali rzuty rożne, zmuszali Buricia do interwencji. Natomiast pewny swego Lech grał oszczędnie, zamienił to spotkanie w sparing, podczas którego można było poćwiczyć zagrania z pierwszej piłki i długie podania. O zagrożenie macedońskiej bramki było trudno, bo jedyny napastnik, Bille, opadł z sił, nie fatygował się walczyć o górne piłki, biegać między obrońcami. Niewiele brakowało, by Lech stracił głupią bramkę, gdy piłka wypadła z rąk Buricowi. To był drugi duży błąd bramkarza, który nie czuł się pewnie w Strumicy.

Drugą zmianą trenera Lecha było zastąpienie Majewskiego Jevticiem. Darko pograł kilka minut i natychmiast został bohaterem Lecha. Z rzutu wolnego świetnie podał na drugą stronę boiska do Makuszewskiego, drugiego zmiennika. Ten wykonał rajd, wycofał piłkę, a Jevtić zdążył dołączyć do akcji. Uderzył celnie i zdobył dla Kolejorza drugą bramkę. Można powiedzieć, że gol padł dzięki kolejnemu stałemu fragmentowi – był efektem dobrze rozegranego rzutu wolnego. Po chwili na boisko wszedł Kamil Jóźwiak, co oznaczało, że tym razem szansy nie dostał Marcin Robak. Boisko opuścił Bille.

Kwadrans przed końcem oglądaliśmy sytuację niecodzienną – Lech raz za razem wykonał siedem rzutów rożnych. Zamknął gospodarzy w ich polu karnych, stać ich było tylko na wybijanie piłki poza boisko. Jakoś się wybronili, zdążyli przejąć piłkę, ale szybko ją stracili i kolejny rajd przeprowadził Makuszewski. Idealnie obsłużył Jóźwiaka, któremu nie pozostało nic innego jak dołożyć nogę i strzelić trzeciego gola. Tym razem padł on po akcji, a nie za sprawą stałego fragmentu i był zasługą trzeciego rezerwowego. Lech miał jeszcze dwie okazje powtórzyć wynik z Poznania, po rzucie rożnymi po szybkiej kotrze. Zabrakło precyzji. Najpierw Barkroth miał idealną sytuację, ale zamiast strzelać podał do Gajosa, a ten trafił piłką w słupek. Potem bramkarz z trudem wybił mocny strzał Jóźwiaka.

FK Pelister – Lech 0:3 (0:1)

Żółte kartki – Markoski, Burić

FK Pelister: Marko Jovanovski - Kristijan Tosevski, Goce Todorovski (46. Lucas), Martin Kowaczew, Blagojce Ljamcevski - Dimitar Iliev, Riste Markoski (62. Matej Cvetanoski) - Fernando Silva, Oliver Peev, Filip Petrov (76. Ivo Trifunovski) - Baze Iliojski.

Lech: Jasmin Burić - Robert Gumny, Łukasz Trałka, Lasse Nielsen, Volodymyr Kostevych - Maciej Gajos, Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski (66. Darko Jevtić) - Nicklas Barkroth, Nicki Bille (70. Kamil Jóźwiak), Mario Situm (46. Maciej Makuszewski).